Wojna wojną, a spektakl musi trwać [OPINIA]
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Zaostrzenie sytuacji jest oczywiste. Od kilku tygodni ataki rosyjskie przeniosły się w pobliże polskiej granicy, mieliśmy ewidentnie kilka aktów dywersji, z których niektóre mogły skończyć się dramatycznie. Raporty służb i analizy ekspertów nie pozostawiają wątpliwości, że w najbliższym czasie może być tylko gorzej. Z ujawnianych scenariuszy wprost wynika, że pojawią się kolejne drony i rakiety (oczywiście zawsze "przypadkowo"), że możliwe są prowokacje i akty dywersji, i że testowane będą wszystkie niemal możliwości poniżej "progu artykułu 5".
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
To wszystko wymaga z jednej strony zgody politycznej, a z drugiej solidarności społecznej w odpowiedzi na zagrożenia. I nawet jeśli to pierwsze (wbrew pozorom) jest obecne, to to drugie po ponad dwudziestu latach budowania przekonania o absolutnym złu tej drugiej strony (niezależnie od tego, o której mówimy) jest niemal niemożliwe.
I świetnie to widać w debacie nad zagrożeniami dla Polski. Jest jasne, że – co do zasady – główne siły polskiej sceny politycznej się od siebie nie różnią. Można lubić lub nie Karola Nawrockiego, ale nie ma wątpliwości, że nie jest on prorosyjski, i można lubić lub nie Donalda Tuska, ale trudno go oskarżać o to, że jest on antyamerykański lub nie rozumie znaczenia USA w polskiej polityce bezpieczeństwa. Analogicznie można mniej lub bardziej cenić Mariusza Błaszczaka lub Władysława Kosiniaka-Kamysza, ale trudno nie dostrzec, że prowadzą oni identyczną politykę w MON.
Polska klasa polityczna – i to dobrze – ma zasadniczo bardzo podobne do siebie poglądy w kwestii bezpieczeństwa. Ono ma się opierać na NATO i USA, a także na wzmacnianiu własnej armii. Oczywiście wszystkie strony popełniają w tych sprawach błędy, a jeśli zacząć szukać trochę głębiej, to zapewne okaże się, że między jednym a drugim środowiskiem politycznym znajdziemy różnice (głównie w kwestii deklaracji, bo niekoniecznie nawet prawdziwych poglądów, dotyczących możliwości europejskich gwarancji bezpieczeństwa), ale to nie powinno przesłaniać owej zasadniczej wspólnoty myślenia.
Ona jest zresztą dobra dla Polski, bo gwarantuje, że niezależnie od zmian wyborczych – na tym etapie (dopóki władzy nie weźmie Konfederacja Korony Polskiej) nie będzie głębokiej zmiany polityki zagranicznej i obronnej.
Kłopot polega tylko na tym, że takiej narracji nie da się sprzedać wyborcom, których od lat nakręca się przekonanie, że po drugiej stronie są "zdrajcy", "ruskie onuce" albo "niemieccy sługusi", kosmopolici czy marionetki Mertza lub Putina. Im dłużej i bardziej ostro gra się taką kartą, tym trudniej jest powiedzieć swoim wyznawcom (a część z najtwardszych elektoratów partyjnych to nie są wyborcy, a właśnie wyznawcy), że w jakiejś sprawie możliwe jest nie tylko porozumienie, ale i współpraca z tymi, których się przedstawia jako apokaliptyczne wręcz zło.
I świetnym tego przykładem jest wzajemne okładanie się tweetami w ostatnich dniach przez premiera i prezydenta i ich otoczenie. Premier oskarża (dość nie ma co ukrywać absurdalnie) Karola Nawrockiego o to, że ten chce oddać polskie ziemie. Sensu to wielkiego nie ma, bo słowa te padły w kontekście wspomnienia 17 września i były przypomnieniem, co jest źródłem siły narodu. Ale jako że można to było (wobec nieszczególnie dobrze czytających konteksty komentatorów) przedstawić jako nieodpowiedzialność prezydenta, to zaczęło się.
Odpowiedź strony prezydenckiej też nie jest szczególnie przemyślana, bo… ta zaczęła oskarżać rząd o to, że niewiele on robi w kwestii stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. I to także nie jest prawda, ale… kto by się tym przejmował.
Spór dotyczy także reagowania na zagrożenia, i tu również mamy logikę apokaliptyczną: to tamci są zagrożeniem.
Nagonka musi trwać
Oczywiście naiwnością byłoby sądzić, że spór (a niekiedy po prostu rąbanka) polityczny może się skończyć. Za rok mamy w Polsce wybory parlamentarne, a obecne sondaże nie dają nikomu (bo nie wyobrażam sobie rządów prawicy z Koroną Polską) pewności zwycięstwa. W takiej sytuacji naturalnie polityczna nagonka musi trwać. Kłopot polega tylko na tym, że to, co absolutnie zrozumiałe z perspektywy interesów partii, jest kompletnie nieakceptowalne z perspektywy interesu narodowego.
Z perspektywy Rosji te wzajemne oskarżenia, głęboka polaryzacja, nieustanne oskarżenia są opłacalne i potrzebne, bo im głębsze podziały u nas, tym lepiej dla nich. Politycy – gdy rozmawia się z nimi prywatnie – mają tego pełną świadomość, a jednocześnie stali się niewolnikami emocji, które wywołali wcześniej. I to jest spore niebezpieczeństwo dla bezpieczeństwa Polski.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.