ESPN DeportesRays arma rally y pone contra la pared a Yankees en SDLAThe Jerusalem PostIsrael must be ready for any threat, no matter how unthinkable it may seem - editorialInquirerImpeachment court opens VP Duterte’s P4.4-B transaction docsESPNBijan Robinson, Falcons make NFC South statement in rout of SaintsZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-NachrichtenstudioCNN TürkHava Durumu (06-10-2026)Sky TG24Guerra Ucraina Russia, nella notte centinaia di droni sulla regione di Mosca. LIVESözcüAkaryakıt devinde deprem: Benzin zammı şirketi sarstı, CEO görevi bıraktıCapital FMEthiopian rebel forces withdraw from Tigray regional capitalRapplerAccenture contractor removed from FBI following damaging data breach, sources sayn-tv44 Mann - und nun?: Klopps erschreckendste Erkenntnis könnte die Neustart-Chance seinSRF NewsTrockenheit und Futternot – Wenn das Futter knapp wird: Mehr Tiere in der Auktion
The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, October 6, 2026

Żydowscy ekstremiści niszczą, grabią i mordują. Byliśmy na Zachodnim Brzegu

Translate

Kampania terroru na Zachodnim Brzegu - uzbrojeni żydowscy osadnicy napadają i podpalają palestyńskie wioski za przyzwoleniem najbardziej prawicowego rządu w historii Izraela. Protestują już nawet byli współpracownicy Benjamina Netanjahu: "Osiemdziesiąt lat po Holokauście mamy odwrócone «Mein Kampf». Teraz rasą panów jesteśmy my".

  • - Po wybuchu wojny w Gazie osadnikom puściły wszelkie hamulce - mówi Wirtualnej Polsce pracownik jednej z agend ONZ. - Wychodzą z założenia, że czas ucieka. Wkrótce wybory i premier Netanjahu może stracić władzę. Nie wiadomo, kiedy nadarzy się kolejna szansa, by tworzyć fakty dokonane w terenie. 
  • "Teren" to Zachodni Brzeg. Przy akceptacji obecnych władz Izraela, żydowscy osadnicy dążą do "wymazania palestyńskiej obecności". W praktyce oznacza to nasilające się napaści na Palestyńczyków, ich domy i gospodarstwa rolne. 
  • Cel: "Wyzwolimy biblijny Izrael spod władzy zwierząt". W tak odhumanizowany sposób w osadniczej propagandzie przedstawiani są Palestyńczycy.
  • Osadnicy ochraniani są przez izraelskie wojsko. Mogą liczyć także na broń od rządu, nietykalność karną i wsparcie sił bezpieczeństwa.

– Co miałem zrobić? – rozkłada ręce 70-letni mężczyzna. Tłumaczył im, że żyje na ojcowiźnie, że nie ma gdzie się podziać, że zarobek z kilkudziesięciu drzewek oliwnych ledwie wystarcza mu do przeżycia. Nie słuchali. Nie chcieli rozmawiać.

Pewnego dnia usłyszał: "Urządzimy ci drugą Dumę".

WIDEO

Izrael chce reedukować Polaków? | Marek Magierowski, Zbigniew Parafianowicz | BEZ DOKTRYNY #7 

Masakra z lipca 2015 r., gdy żydowscy ekstremiści podpalili nocą domy w wiosce Duma, pozostaje żywa w pamięci Palestyńczyków z racji wyjątkowego okrucieństwa. Jedną z ofiar był półtoraroczny Saed Dawabsze. Chłopiec spalił się żywcem, a jego matka i brat zostali ciężko poparzeni. Z domu zostały zgliszcza. Na odchodnym napastnicy nabazgrali na murach: "Niech żyje Mesjasz" i "Zemsta".

Ale dekadę później, słysząc groźby osadników, Ghassan powtórzył tylko: "Nigdzie nie pójdę".

Lipcowej nocy oglądał telewizję, gdy usłyszał huk. Zerwał się na równe nogi. Zobaczył, jak przez rozbite szyby do domu wpadają kolejne koktajle Mołotowa. Obudził żonę i 15-letnią córkę. Dym wyciskał z oczu łzy, ale ugasili pożar. Ślady widać do dziś. Tej samej nocy Żydzi zaatakowali także domy mieszkających po sąsiedzku dwóch braci Ghassana. Im spalili auta, ukradli owce, zniszczyli drzewa oliwne.

Poszli, ale wrócą. Tego jest pewien.

Apartheid widać nawet na drodze

Ghassana spotykam na obrzeżach 6,5-tysięcznego miasteczka Sindżil na Zachodnim Brzegu. To terytorium okupowane przez Izrael od 1967 r., na którym żyją ponad 3 miliony Palestyńczyków.

Dojeżdżam tam z Ramallah drogą drugiej kategorii, dostępną tylko dla Palestyńczyków, bo dla obywateli Izraela są autostrady. Dalej jadę trasą nr 60, łączącą północ z południem Zachodniego Brzegu. Najeżona jest kamerami i checkpointami, na których młodzi izraelscy żołnierze trzymają karabiny gotowe do strzału. W Autonomii Palestyńskiej takich punktów kontrolnych i barier wojskowych jest około 700. Tylko w ubiegłym roku przybyło ich ponad 120.

Zachodni Brzeg
Zachodni Brzeg © WP

Rząd Izraela nieustannie wzmacnia kontrolę nad Zachodnim Brzegiem. Sięga po wszystkie możliwe środki: siły zbrojne, policję, sądy i rozbudowane systemy inwigilacji. Ale też po bardzo symboliczne gesty - trasę nr 60, którą przyjechałem, chce przemianować na "Drogę Biblijną".

Ghas
Ghassanowi żydowscy osadnicy próbowali spalić dom. W tle zapora, która odcina Sindżil od drogi © WP | Szymon Opryszek

Sindżil od roku oddziela od drogi kilkumetrowa zapora zwieńczona drutem kolczastym. Z sześciu wjazdów do miasteczka zablokowanych jest pięć. Na jedynej otwartej drodze Izraelczycy postawili żółtą bramę. Takie blokady instalowane przez wojsko na dojazdówkach do palestyńskich miast i wsi odcinają mieszkańców od pracy, szkoły i opieki medycznej. Klucze do kłódek mają wyłącznie izraelscy żołnierze. Mogą zamknąć bramę w każdej chwili, choćby "ze względów bezpieczeństwa". Robią tak niemal codziennie.

- Oto jedyna demokracja na Bliskim Wschodzie. W innym miejscu świata nazywana byłaby zapewne dyktaturą wojskową - mówi z przekąsem Ato, kierowca busa, który po latach pracy na pograniczu Brazylii i Urugwaju wrócił do Sindżilu. - Rozejrzyj się, żyjemy w apartheidzie. To więzienie na wolnym powietrzu.

Zwykły poniedziałek na Zachodnim Brzegu

- Po wybuchu wojny w Gazie ataki osadników stały się codziennością. Dewastują i podpalają wszystko, co znajdzie się w ich zasięgu: napadają na cywilów na obrzeżach miasteczka, niszczą uprawy, kradną bydło i owce - opowiada Motaz Tafsha, burmistrz Sindżilu. - Przejęli też dwadzieścia domów położonych nieopodal miasta. Palestyńczycy musieli je opuścić, bo zrobiło się zbyt niebezpiecznie.

Z okna jego gabinetu rozciąga się widok na wzgórza. Dziewięć lat temu, gdy obejmował urząd, były puste. Dziś na szczytach wyrosły niewielkie osady. Zamieszkali w nich radykałowie, zwykle obywatele Izraela. Żyją w pięciu takich osiedlach oraz trzech nowo powstałych, nieformalnych placówkach osadniczych rozlokowanych wokół palestyńskiego miasteczka.

Telefon burmistrza wibruje od powiadomień. Przychodzą wiadomości: w Jerozolimie 458 izraelskich osadników pod wodzą Itamara Ben-Gwira, skrajnie prawicowego izraelskiego ministra bezpieczeństwa narodowego, wtargnęło właśnie do meczetu Al-Aksa przez Bramę Marokańską. Pod ochroną izraelskich sił bezpieczeństwa będą odprawiać judaistyczne obrzędy.

Burmistrz
Burmistrz Motaz Tafsha pokazuje jednego z uzbrojonych osadników © WP | Szymon Opryszek

Większość osadników z Zachodniego Brzegu to ultraortodoksyjni Żydzi: noszą dziergane jarmułki, frędzle cicit czy - w przypadku kobiet - długie spódnice i nakrycia głowy. Wierzą, że przysługuje im boskie prawo do palestyńskich ziem. Osadnictwo na terenach, które określają mianem "Judei i Samarii", traktują jak święty obowiązek. Ich celem jest przejęcie kontroli nad całą "biblijną Ziemią Izraela".

- To nie pierwszyzna, tak jest każdego dnia, każdej nocy, nawet w taki zwykły poniedziałek jak dziś - mruga do mnie. Podwija nogawki, pokazując blizny: "Betlejem, 2002". Następnie odsłania ramię: "Nablus, 2019". Ma 29 ran postrzałowych, ale - przekonuje - tak źle, jak w ostatnim roku jeszcze nie było. I ostrzega: - Będzie gorzej.

W ten sam "zwykły poniedziałek" 21 września osadnicy pobiją jeszcze palestyńskiego kierowcę w pobliżu Turmus Ajja. Kolejni włamią się do domu dyrektora lokalnej szkoły. Następni zniszczą wodociąg w pobliżu Hebronu. Po ataku w pobliżu Ramallah rannych zostanie pięciu Palestyńczyków. Kolejny udusi się po ataku gazem pieprzowym pod Betlejem. Późnym wieczorem zaatakowane zostaną domy Palestyńczyków pod Ramallah. Ochraniający napastników uzbrojeni żołnierze otworzą ogień do mieszkańców.

Podobnych historii słyszę na Zachodnim Brzegu dziesiątki. W Turlkarm słucham o małej dziewczynce, która przed osadnikami przez kilka godzin chowała się pod fotelem samochodu. Całe szczęście, że nie przyszło im do głowy podpalić auta. Mieszkaniec Nablusu opowiada o siostrze. Prowadziła auto, na miejscu pasażera siedziała jej matka z noworodkiem na kolanach. Żydzi obrzucili je kamieniami, z których największy rozbił szybę i zranił dziecko.

Pogrzeb 51-letniego Palestyńczyka zastrzelonego
Pogrzeb 51-letniego Palestyńczyka zastrzelonego w pobliżu wsi Yasuf, sąsiadującej z izraelskim osiedlem Kefar Tappuach. Zachodni Brzeg, 1 października 2026 r. © Getty Imges | 2026 Anadolu

Komisja ds. Przeciwdziałania Kolonizacji i Budowie Muru, palestyńska instytucja rządowa, odnotowała 4113 ataków ze strony ekstremistów w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2026 r. To wzrost o 63 proc. w ciągu roku. W tym czasie, według ONZ, w wyniku przemocy osadników i wspierającej ich armii ponad 3,2 tysiąca Palestyńczyków zostało przesiedlonych.

W niewielkim Sindżilu od czasu wybuchu wojny w Gazie po atakach ekstremistów zginęło sześciu cywilów, w tym 14- i 16-latek. Starsza kobieta zmarła w karetce, która nie mogła wydostać się z miasteczka. Tamtej nocy izraelska armia pod pretekstem "ochrony osadników" zamknęła jedyną bramę, uniemożliwiając chorej dojazd do szpitala.

W ogrodzie króla Dawida, czyli "boom osadniczy"

- Po wybuchu wojny w Gazie osadnikom puściły wszelkie hamulce - mówi Wirtualnej Polsce pracownik jednej z agend ONZ. - Wychodzą z założenia, że czas ucieka. Wkrótce wybory i premier Netanjahu może stracić władzę, podobnie jak wspierający go Donald Trump. Nie wiadomo, kiedy nadarzy się kolejna szansa, by tworzyć fakty dokonane w terenie.

Początki żydowskiego osadnictwa na Zachodnim Brzegu sięgają pierwszych lat XX wieku. Masowa migracja Żydów z całego świata do Palestyny doprowadziła do wybuchu powstania arabskiego, a w konsekwencji czystek etnicznych. W latach 90., na mocy porozumień z Oslo, rząd Izraela oficjalnie wstrzymał budowę nowych osiedli. Tyle że te istniejące nadal się rozrastały. Wówczas na Zachodnim Brzegu i we Wschodniej Jerozolimie mieszkało ok. 250 tysięcy osadników żydowskich. Dziś jest ich trzykrotnie więcej i stanowią 10 procent liczącej blisko siedem milionów populacji Izraela.

"Boom osadniczy" na Zachodnim Brzegu to efekt polityki Netanjahu - najdłużej urzędującego premiera w historii kraju. Odkąd objął władzę, konsekwentnie wspiera rozbudowę osiedli, choć są one nielegalne - zarówno według izraelskiego, jak i międzynarodowego prawa. Jego rząd sukcesywnie ściąga na okupowane tereny nowych ortodoksów, m.in. z USA, Kanady czy Rosji, kusząc ich tanią ziemią i radykalną, biblijną retoryką.

Dziś to już 163 osiedla i ok. 400 "punktów osadniczych" rozmieszczonych na okupowanym Zachodnim Brzegu oraz we Wschodniej Jerozolimie. Żydowskie osiedla mogą przybierać różne formy: od rodzinnych farm po społeczności liczące nawet czterystu mieszkańców. Na "punkty osadnicze" budowane na Zachodnim Brzegu władza przymyka oko. Zostają zwykle "wstecznie zalegalizowane".

- Ultraortodoksyjni Żydzi uważają, że "wyzwalają" swoją ziemię spod władzy Palestyńczyków - tłumaczy WP Khalil Toufakj, kierownik Koalicji Obywatelskiej na rzecz Praw Palestyńczyków w Jerozolimie, ekspert kartograficzny Organizacji Wyzwolenia Palestyny. To on towarzyszył licznym delegacjom palestyńskim podczas rozmów pokojowych w latach 1992-2001.

- Mechanizm zwykle jest podobny. Okazuje się, że jakieś puste wzgórze było nazwane w księdze Żydów np. ogrodem króla Dawida. To wystarczy, by zająć palestyński teren - dodaje Toufakj.

Żydowscy osadnicy
Żydowscy osadnicy świętują otwarcie nowej osady Maale Arugot. Zachodni Brzeg, 2 września 2026 r. © Getty Images | Erik Marmor

W praktyce wygląda to tak, że nie mija kilka tygodni, a dzięki wsparciu rządu Izraela i niekiedy prywatnych darczyńców na wzgórzu w miejsce szałasu pojawia się kontenerowy dom. Potem rusza budowa murowanej osady. To samo dzieje się na wzgórzu po drugiej stronie doliny. Wówczas rząd uznaje, że nowym osiedlom należy dostarczyć media. Buduje drogi dojazdowe, wodociągi i linie energetyczne na zboczach obu wzgórz i w ten sposób przejmuje ogromne połacie palestyńskiej ziemi.

W Sindżilu, gdzie osadnicy zaatakowali dom Ghassana koktajlami Mołotowa, połowa ziem należących do ok. 6 tys. palestyńskich mieszkańców znalazła się pod kontrolą ok. 30 rodzin osadniczych.

Część terenów wokół żydowskich osad skonfiskowała armia, a zbudowany pod pretekstem "ochrony osadników" żyletkowy mur oddzielił Palestyńczyków od ich ziem uprawnych. Podobnie jak w innych miejscach na Zachodnim Brzegu, palestyńscy rolnicy muszą ubiegać się o specjalne zezwolenia na dostęp do własnej ziemi. A te wymagają cyklicznego odnawiania. Wnioski często są oddalane bez podania przyczyny.

Khalil Toufakj: - Radykałowie tworzą nowe przyczółki, a państwo przejmuje nad nimi kontrolę, wspierając infrastrukturę i przyciągając osadników ekonomicznych, co trwale cementuje te terytoria jako część systemu osiedleńczego.

Karabin sterowany przez AI

Na prowincji sieć utkana z placówek osadników zaciska się wokół palestyńskich wiosek. Inaczej jest w miastach. Najlepszym przykładem polityki segregacji prowadzonej pod pozorem konfliktu na tle religijnym jest Hebron. To jedyny ośrodek - poza Jerozolimą Wschodnią - w którym osadnicy mieszkają wewnątrz palestyńskiej tkanki miejskiej.

O ile okupowany Zachodni Brzeg podzielony jest na trzy strefy: A (pod pełną kontrolą Autonomii Palestyńskiej), B (wspólna administracja) oraz C (to 60 proc. terytorium w całości zarządzane przez siły izraelskie), o tyle Hebron wymyka się klasycznemu rozróżnieniu.

W ramach tzw. Protokołu Hebronu z 1997 r., który zalegalizował pobyt pół tysiąca osadników zamieszkujących historyczne i religijne centrum, miasto podzielono na strefy H1 i H2. W pierwszej władzę sprawują Palestyńczycy. Druga pozostaje pod pełną kontrolą Izraela.

- Tyle że podział jest fikcją, bo izraelskie wojsko regularnie przeprowadza ataki na obie strefy - mówi pracownik ONZ, który oprowadza mnie po Starym Mieście Hebronu. - Celem jest stworzenie warunków tak uciążliwych, by Palestyńczycy dobrowolnie opuścili swoje domy. A wtedy Izrael ściągnie w ich miejsce kolejnych żydowskich osadników, by zawłaszczać kolejne budynki.

Siatka
Nad targowiskiem w Hebronie wiszą siatki chroniące przed kamieniami rzucanymi przez ekstremistów © WP | Szymon Opryszek

Najlepszym przykładem pozostaje targowisko w Starym Mieście. Od 1997 r. w tym handlowym sercu Palestyny upadło 1800 sklepów, bo osadnicy, którzy wprowadzili się nad sklepy, regularnie atakowali Palestyńczyków. Dziś nad targowiskiem wiszą siatki chroniące przed kamieniami rzucanymi przez ekstremistów.

Segregację wspieraną przez rząd widać na każdym kroku. Palestyńczycy w drodze do meczetu przechodzą wielokrotne kontrole na checkpointach pilnowanych przez uzbrojonych żołnierzy. Na jednym z punktów stoi automatyczny karabin maszynowy sterowany przez sztuczną inteligencję.

"Wyzwolimy Biblijny Izrael spod władzy zwierząt"

Co sobotę wojsko wypędza Palestyńczyków ze Starego Miasta, wyłącznie po to, by żydowscy osadnicy mogli pospacerować ulicami Hebronu. Jednak w tygodniu osadnicy kryją się w swoich przyczółkach. Przyglądam się, jak dzieci radykałów przemykają ulicą. Eskortuje ich dwóch żołnierzy. Trzech kolejnych pilnuje żydowskiego domu z prowizorycznego posterunku na dachu budynku.

Ciężko zagaić do osadników. Na prowincji jest jeszcze trudniej. Nie dość, że osady są pilnowane przez armię, to sami osadnicy noszą broń. Zdarzało się, że atakowali także dziennikarzy. W Sindżilu mieszkańcy ostrzegają, że ekstremiści uzbrojeni w karabiny, kije i koktajle Mołotowa, pod przywództwem izraelskiego weterana wojennego, każdej nocy wyprawiają się na łowy. Lepiej z nimi nie zadzierać.

Hebron. Brama wjazdowa przy Starym Mieście
Hebron. Brama wjazdowa przy Starym Mieście © WP | Szymon Opryszek

W wojnę propagandową zaangażowały się również żony ekstremistów. Ich bronią jest Instagram i TikTok. W ich mediach społecznościowych nie ma miejsca na zdjęcia z zamieszek czy doniesienia o rannych Palestyńczykach. Nie znajdzie się tam nawet rolki o trudach codziennego życia w tej wysuszonej i nękanej przemocą okolicy.

Sprzedają za to sielankową wizję życia na wsi, w stylu "trad-wife": wystylizowane kadry z zachodami słońca, ubijaniem masła, dziećmi skaczącymi po snopkach siana. Ujęciom towarzyszą hasła o naturze, rodzicielstwie bliskości i… segregacji rasowej. Jedna z takich influencerek, trenerka rozwoju osobistego i jogi, podziękowała izraelskiej armii za wysadzenie szpitala w Strefie Gazy. Zwróciła się do żołnierzy: "Nie niszczcie kamer - niszczcie ludzi". Lewicowa izraelska gazeta "Haaretz" ochrzciła ją przydomkiem "JogiNazi".

Napisałem do niej i kilku innych pod pretekstem podróży po Judei i Samarii w celu poszukiwania własnych żydowskich korzeni.

Tylko jedna zgodziła się na rozmowę o wyzwaniach emigracji, wychowaniu dzieci i przemocy. Rozmawiamy po angielsku przez komunikator. Kobieta dwukrotnie podkreśla, że rzekome ataki osadników na Palestyńczyków to "fake newsy sprzedawane przez międzynarodowe skrajnie antysemickie media".

Ważę słowa, bo łatwo narazić się na zarzut antysemityzmu. Gdy tylko wtrącam, że większość osadników decyduje się na przeprowadzkę na Zachodni Brzeg ze względu na tanią ziemię, symboliczny czynsz, rządowe dopłaty do kredytów hipotecznych oraz mocno dotowane szkoły, rozmówczyni wybucha śmiechem.

Izraelski osadnik grilluje podczas Dnia Niepodległości. Zachodni Brzeg, 22 kwietnia 2026 r.
Izraelski osadnik grilluje podczas Dnia Niepodległości. Zachodni Brzeg, 22 kwietnia 2026 r. © Getty Images | Faiz Abu Rmeleh

Wychowała się pod Nowym Jorkiem, więc pyta z silnym amerykańskim akcentem: - Myślisz, że chodzi tylko o kasę? Może nie wydajemy fortuny, żyjemy z tego, co da nam ziemia. Nasza ziemia! Bo musisz wiedzieć, że od tysięcy lat Judea i Samaria były żydowskim terytorium. Wracamy do korzeni naszych przodków, by w ten sposób wyzwolić biblijny Izrael spod władzy tych zwierząt.

- Zwierząt?

- No, Arabów. Jak inaczej byś nazwał tych terrorystów? Musisz zrozumieć: pieniądze to dla nas sprawa drugorzędna. Jesteśmy pokoleniem, które przywróci biblijny Izrael. Ryzykujemy nasze życie, konfrontujemy się z bestią i poświęcamy się w tej pięknej walce o wielką sprawę.

Przytaczam jej statystyki Biura Narodów Zjednoczonych ds. Koordynacji Pomocy Humanitarnej. Wynika z nich, że od stycznia do końca września 2026 r. na Zachodnim Brzegu zginęło czterech Izraelczyków (zarówno cywilów, jak i przedstawicieli sił bezpieczeństwa). Na każdego zmarłego przypada ponad pięć palestyńskich ofiar ataków osadników. Wtedy moja rozmówczyni się rozłącza.

Kolejny front Netanjahu

Premier Benjamin Netanjahu, żartobliwie zwany "Mr Security", utrzymuje się na powierzchni m.in. dzięki kreowaniu strachu w izraelskim społeczeństwie. Po przejęciu władzy w 2022 r. przez koalicję Likudu i skrajnej prawicy nie ukrywa wsparcia dla osadników.

Po 7 października 2023 r. wytoczył wojnę Hamasowi, która pochłonęła dziesiątki tysięcy ofiar i obróciła Gazę w krainę z horroru. Bombardowania trwają, bo w lipcu Netanjahu odrzucił plan pokojowy Rady Pokoju, powołanej przez Donalda Trumpa. Równolegle rozpoczął walki z Hezbollahem w Libanie i z Iranem.

Eskalacja przemocy na Zachodnim Brzegu to dla niego kolejny front, z którego - z pomocą uzbrojonych, bezkarnych i radykalnych osadników - może czerpać polityczny kapitał.

Osadnicy eskortowani przez izraelskiego żołnierza. Hebron, wrzesień 2026 r.
Osadnicy eskortowani przez izraelskiego żołnierza. Hebron, wrzesień 2026 r. © WP | Szymon Opryszek

Dług, który zaciągnął wobec osadników, spłaca z naddatkiem. Mogą liczyć na broń od rządu, nietykalność karną i wsparcie sił bezpieczeństwa. Ale także na ogromne pieniądze. Władze Izraela przekazują osadnikom na Zachodnim Brzegu około 20 milionów szekli (5 milionów dolarów) rocznie na "monitorowanie, zgłaszanie i ograniczanie palestyńskiej zabudowy na obszarze C", czyli na 60 procentach terytorium Zachodniego Brzegu.

Środki te są przeznaczane m.in. na zakup dronów i pojazdów oraz zatrudnianie "inspektorów". Armia prowadzi w tym celu specjalną linię telefoniczną "War Room C", by osadnicy mogli donosić na Palestyńczyków.

Tymczasem media propagandowe pokazują ich jako biednych farmerów, którzy cierpią z powodu ataków Palestyńczyków, choćby dzieci obrzucających ich kamieniami.

Podczas sierpniowego spotkania Stowarzyszenia Rolników generał Avi Bluth, który dorastał na jednym z osiedli na Zachodnim Brzegu, a dziś dowodzi izraelskimi siłami na okupowanym terytorium, wprost dziękował osadnikom za ich działania na rzecz "bezpieczeństwa" oraz za pracę dla izraelskiej gospodarki.

Gospodarka wyrwana z korzeniami

Dzięki rządowym dotacjom i nisko oprocentowanym kredytom na zagrabione przez Izrael tereny na Zachodnim Brzegu coraz śmielej wkracza biznes. Powstają plany budowy hoteli, a biura podróży oferują "podróże po Judei i Samarii" z koszernym cateringiem. Wywodzący się z wiejskich terenów USA czy Rosji osadnicy rozwijają rolnictwo.

- Roczny dochód z Doliny Jordanu, którą tak chętnie zasiedlają żydowscy osadnicy, wynosi 850 milionów dolarów. Wyłącznie z rolnictwa - podkreśla Khalil Toufakj, który monitoruje od lat syjonistyczne osadnictwo.

Dror Etkes, izraelski badacz osadnictwa, wyliczył, że winnice należące do osadników zajmują już 1300 hektarów dawnych palestyńskich ziem, a winiarze mogą liczyć na ulgi podatkowe i dotacje. Efekt - w samym 2024 r. wino wysłane tylko do USA przyniosło Izraelowi 47 mln dol., o 11 mln więcej niż w roku wybuchu wojny w Gazie.

Z drugiej strony postępuje systematyczna degradacja gospodarki palestyńskiej, która - zgodnie z wyliczeniami Banku Światowego - tylko w 2024 r. skurczyła się o 17 procent względem poprzedniego roku. Widać to w niewielkim Sindżilu, gdzie regularnie płoną gaje oliwne.

Tylko w tym roku na całym Zachodnim Brzegu siły Izraela wyrwały z korzeniami ok. 9 tys. drzew, a przecież sektor oliwny jest najważniejszą gałęzią rolnictwa Palestyny i stanowi główne źródło utrzymania dla ponad 100 tys. rodzin. Ponad 10 milionów drzew oliwnych zajmuje ok. 45 proc. powierzchni rolnych. Dla Palestyńczyków drzewa oliwne to nie tylko symbol palestyńskiej kultury, ale jedyna szansa na przetrwanie. Wybuch przemocy osadniczej w połączeniu z suszą, rosnącymi cenami nawozów i zaostrzonymi kontrolami na granicach sprawił, że dochody z upraw oliwek stanowią obecnie zaledwie ułamek ze 130 mln dol. osiąganych rocznie przed wybuchem wojny w Gazie.

Na początku października ruszają coroczne zbiory. Ghassan i jego bracia, podobnie jak dziesiątki ich sąsiadów, znów nie dostaną się do swoich drzew, które widzą za żyletkowym murem.

- Zwracaliśmy się do strony izraelskiej, by zapewnić ochronę rolnikom, którzy próbują dotrzeć do swoich pól na zbiory oliwek. Niestety, odpowiedź była odmowna - mówi Motaz Tafsha, burmistrz miasteczka. - W rezultacie każdy Palestyńczyk, który podejmie taką próbę, naraża się na przemoc. Mogą go po prostu zabić pod pretekstem wtargnięcia na terytorium kontrolowane przez Izrael.

Izrael chce podzielić Zachodni Brzeg

Choć jestem na Zachodnim Brzegu, to przy drodze prowadzącej do Sindżilu na przystankach autobusowych oglądam jego plakaty wyborcze. Smotricz jest czołową twarzą proosadniczej polityki rządu Izraela. Podobnie jak równie antypalestyński minister bezpieczeństwa Itamar Ben-Gewir, mieszka w osiedlu na Zachodnim Brzegu.

Plakaty
Plakaty wyborcze Bezalela Smotricza. Zachodni Brzeg, wrzesień 2026 r. © WP | Szymon Opryszek

Jerozolima podzielona jest na dwie części: izraelską zachodnią i palestyńską wschodnią. Mimo to dziś aż 52 proc. powierzchni Jerozolimy Wschodniej znajduje się w rękach Izraela. Kolejne 35 proc. stanowią grunty skonfiskowane przez Izrael na tzw. użytek publiczny, czyli budowę szpitali, parków czy szkół. To właśnie na nich rząd buduje nowe osiedla.

Dla Palestyńczyków zostało ledwie 13 proc. powierzchni Jerozolimy Wschodniej. Otoczeni przez izraelskie osiedla nie mają możliwości rozbudowy w żadnym kierunku. A rząd Izraela wykorzystuje kruczki prawne, by się ich pozbyć: przejmuje ich nieruchomości np. na podstawie regulacji z czasów Mandatu Brytyjskiego o tzw. nieobecnych właścicielach.

Ekspansja osadników, brak terenów i ograniczenia w pozwoleniach na budowę sprawiają, że Palestyńczycy zmuszani są do wyprowadzania się poza Jerozolimę. A zgodnie z prawem, jeśli Palestyńczyk mieszka poza miastem przez pięć lat, traci dowód osobisty i pozostaje osobą bez statusu. Nie może też - jak wielu mieszkańców Zachodniego Brzegu - wjechać do Jerozolimy.

- Celem segregacyjnej polityki Izraela wcale nie jest bezpieczeństwo, a ograniczenie liczby Palestyńczyków - wyjaśnia Khalil Toufakj z Koalicji Obywatelskiej na rzecz Praw Palestyńczyków w Jerozolimie. Dlatego forsowany przez Smotricza i Netanjahu projekt budowy osiedli w strefie E1 budzi międzynarodowe kontrowersje. Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka określiło ostatnie ruchy Izraela jako "poważny i bezprawny krok w kierunku utrwalenia aneksji".

Pracownik ONZ: – Izrael chce doprowadzić do podziału okupowanego Zachodniego Brzegu. A to oznacza koniec jakichkolwiek marzeń Palestyńczyków o współistnieniu dwóch państw.

Izrael nic sobie nie robi ze światowej krytyki. Głównie dlatego, że Stany Zjednoczone - najbliższy sojusznik - przez lata zapewniały mu osłonę na arenie międzynarodowej. Choć już w 2016 r. Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję stwierdzającą, że nowo powstające osiedla "nie mają mocy prawnej", a kolonizacja terytorium przez siły Izraela narusza Konwencję Genewską i stanowi zbrodnię wojenną, rząd nadal otwarcie wspiera osadników.

"Chwiejna postawa społeczności międzynarodowej oraz słabe mechanizmy odstraszania i egzekwowania odpowiedzialności przyczyniły się do przekształcenia terroryzmu osadników z działań sporadycznych w zorganizowane narzędzie narzucania faktów dokonanych w terenie oraz spychania palestyńskich społeczności ku upadkowi i wysiedleniu" - czytamy w raporcie Niezależnej Międzynarodowej Komisji Śledczej ONZ ds. Okupowanych Terytoriów Palestyńskich, powołanej przez Radę Praw Człowieka ONZ w celu monitorowania, badania i raportowania naruszeń prawa międzynarodowego na tych obszarach.

Kroki, które podejmuje świat, są symboliczne. Zarówno USA, jak i UE w przeszłości wprowadziły sankcje dla poszczególnych osadników oskarżonych o stosowanie przemocy, ale w praktyce niewiele one dały. Kolejnym krokiem mają być ogłoszone we wrześniu przez koalicję 11 państw, w tym Polskę, zapowiedzi "odcięcia powiązań gospodarczych z nielegalnymi w świetle prawa międzynarodowego osiedlami".

Protestują też przeciwnicy rządu. Dwustu prominentnych Izraelczyków - w tym dwóch byłych premierów i ponad trzydziestu emerytowanych generałów - podpisało się w czerwcu pod listem, w którym domagali się zaprzestania ataków na palestyńską ludność cywilną na Zachodnim Brzegu i położenia kresu "żydowskiemu terroryzmowi" i "czystkom etnicznym".

"Osiemdziesiąt lat po Holokauście mamy odwrócone «Mein Kampf». Teraz rasą panów jesteśmy my" - stwierdził Mosze Ja’alon, były szef sztabu armii, który do 2016 r. był ministrem obrony za rządów Netanjahu.

"Bronimy miasta kordonem ciał"

W Sindżilu dogasa ognisko. Wokół niego ustawione są plastikowe stołki i stara kanapa. Każdej nocy mężczyźni z oddolnej grupy ochotniczej zbierają się na tym prymitywnym posterunku, by obserwować pogrążoną w ciemności dolinę i wypatrywać jakichkolwiek oznak, które mogłyby świadczyć o nadchodzącym ataku izraelskich osadników. Tutaj nikt nie wierzy, że świat rzeczywiście pamięta o Palestynie.

Stanowisko patrolu
Stanowisko palestyńskiego patrolu wypatrującego nadejścia uzbrojonych osadników. Sindżil, wrzesień 2026 r. © WP | Szymon Opryszek

- Jeśli zbliżają się do zabudowań, wychodzimy im naprzeciw i wysyłamy powiadomienia do mieszkańców na grupach na komunikatorze, by przyszli ze wsparciem - opowiada Fuad Tafsha, jeden z członków społecznych patroli, które działają od dwóch lat.

Kilka miesięcy temu osadnicy zaatakowali go pod osłoną nocy. Skończyło się na złamanej ręce. Gdy rozmawiamy, dołącza do nas kolejny ze strażników. Pokazuje ślady pobicia kijem. Obaj mężczyźni poszli dziś spać o świcie, obaj trą zaczerwienione, mocno podkrążone oczy. Od miesięcy czuwają nocami. Nawet jeśli wypada im wolne, kładą się do łóżek w ubraniach. Nie wiadomo, kiedy osadnicy zaatakują.

Kilka dni temu pod osłoną nocy do osady wtargnęło trzech młodych osadników uzbrojonych w pałki. W ślad za nimi nadjechał pickup z kolejnymi zamaskowanymi ekstremistami. W rękach mieli karabiny. Pogrozili, ale obyło się bez rozlewu krwi. A bywało już przecież groźnie. Jak wtedy, gdy strażnicy postawili na szczycie wzgórza namiot. Osadnicy ostrzelali go. Nikt nie ucierpiał, ale następnego dnia przyjechało wojsko i zdemontowało namiot.

Ale co wydarzy się następnym razem? Fuad woli nie myśleć o zbliżającej się nocy.

- Nasze oddziały strażników nie mają żadnej broni. Nikt - ani wśród osadników, ani w izraelskiej armii - nigdy nie ucierpiał. Nie odniósł nawet najdrobniejszych obrażeń, choćby skaleczenia palca - mówi Motaz Tafsha, burmistrz Sindżilu. - Bronimy naszego miasta kordonem ciał. To jedyny sposób, by odstraszyć intruzów i ochronić ziemię. Czy możemy zrobić coś więcej?

- Może rozmawiać? - pytam odruchowo.

- Takie pojęcie nie istnieje w ich słowniku. Nie postrzegają nas jak ludzi, uważają nas za zwierzęta - mówi Faez, który kilka lat spędził na emigracji w USA. - Podjąłem kiedyś taką próbę. Spotkałem osadnika, który przeniósł się na Zachodni Brzeg z Kalifornii. Zacząłem przyjaźnie, mówiąc, że też tam kiedyś mieszkałem, że może moglibyśmy porozmawiać. A on na to: "Tam moglibyśmy być przyjaciółmi. Ale tutaj już zawsze będziemy śmiertelnymi wrogami".

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.