"Woda zdrowia nam doda"? Kranówka w Polsce ma dwa oblicza
Media często narzekają na niską jakość kranówki i ostrzegają przed jej piciem bez przegotowania. W październiku 2024 r. w Lubeni na Podkarpaciu sanepid stwierdził w wodzie bakterie z grupy coli i enterokoki kałowe. W tym samym czasie krajowe sprawozdanie Głównego Inspektora Sanitarnego informowało, że ok. 99,9 proc. ludności obsługiwanej przez duże wodociągi otrzymuje wodę odpowiedniej jakości. Jedno i drugie to fakt. Paradoks tych faktów, a nie prosty werdykt — bezpieczna lub skażona — to sedno polskiego problemu wody z kranu.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec 2024 r. sieć wodociągowa w Polsce liczyła 343,9 tys. km. Miała prawie 6,4 mln przyłączy — do sieci było podłączonych 86 proc. budynków mieszkalnych. Rocznie gospodarstwa domowe zużyły 1334,6 m sześc. wody, czyli średnio 35,5 m sześc. na mieszkańca. Dane GUS nie obejmowały stanu technicznego wodociągów ani jakości laboratoryjnej wody.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Co wiemy o kranówce
W Polsce debata o wodzie pitnej od lat jest zdominowana przez dwie sprzeczne narracje. Pierwsza głosi, że kranówka jest bezpieczna, tania i pozostaje pod stałym nadzorem. Druga ostrzega przed skażeniami, starzejącą się infrastrukturą i nadchodzącym niedoborem. Z materiałów rządowych wynika, że obie te opowieści mogą współistnieć, ponieważ opisują różne warstwy tego samego systemu.
Trzyletnie sprawozdanie Głównego Inspektora Sanitarnego (GIS) "Raport o jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi za lata 2020-2022" opublikowano 18 lipca 2024 r. Dotyczyło wodociągów produkujących ponad 1000 m sześc. wody na dobę lub zaopatrujących ponad 5000 osób. Systemy te obsługiwały ok. 70,1 proc. mieszkańców Polski. Według GIS ok. 99,9 proc. mieszkańców korzystających z tych wodociągów otrzymywało wodę odpowiedniej jakości. Badanie nie obejmowało wszystkich małych systemów ani studni prywatnych.
W przypadku dużych wodociągów problemy najczęściej dotyczyły parametrów wskaźnikowych wody: poziomu manganu i żelaza, mętności wody, poziomu pH oraz jonów amonowych. GIS podkreśla, że nie stanowią one bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia, choć mogą pogarszać smak wody w kranach, jej zapach albo sygnalizować kłopoty z uzdatnianiem i dystrybucją.
Inną wagę miały przekroczenia mikrobiologiczne prowadzące do wydania decyzji o warunkowej przydatności wody do spożycia lub jej nieprzydatności. Każdego roku w Polsce dochodzi do incydentów związanych z obecnością bakterii z grupy coli oraz enterokoków kałowych, co skutkuje decyzjami o braku przydatności wody do spożycia.
W 2017 r. we Wrześni przez nieuwagę pracownika do wodociągu wtłoczono wodę technologiczną z bakteriami. Doszło do skażenia. Sprawą zajęła się prokuratura. W gminie Kosakowo w listopadzie i grudniu 2025 r. w sieci wodociągowej wykryto bakterie Escherichia coli. Prokuratura wszczęła dochodzenie m.in. w związku z podejrzeniem ingerencji osób trzecich. W marcu 2026 r. w powiecie oleckim doszło do identycznego skażenia. Sanepid uznał wodę za niezdatną do spożycia. Problem dotyczył Olecka i ponad 40 miejscowości. Władze lokalne czasowo zamknęły szkoły i przedszkola, a wodę pitną dostarczały mieszkańcom beczkowozy. Miesiąc później w wodociągach w Komorznie i Wolnej Wsi wykryto chloropiryfos — toksyczny pestycyd. Przez prawie cztery miesiące mieszkańcy musieli korzystać z beczkowozów.
Do podobnych zdarzeń dochodziło na terenie całego kraju. Okazuje się, że bezpieczeństwo zdrowotne jest na ogół wyższe w przypadku wody dostarczanej przez duże, stale monitorowane systemy wodociągowe. Gorzej sobie radzą małe, lokalne sieci wodociągowe.
Europa w sprawie wody
Dwie kontrole Najwyższej Izby Kontroli, opisane w dokumentach "Gospodarowanie zasobami wodnymi przez przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne", obejmującym lata 2019-2021 i dotyczącym 20 przedsiębiorstw w pięciu województwach, oraz "Ograniczenie strat wody w systemach wodociągowych", dotyczącym lat 2021-2023 i pięciu przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych w województwie zachodniopomorskim, ujawniły kolejne problemy. Wykazały m.in. wysokie straty wody oraz brak pełnej wiedzy o wieku i stanie technicznym sieci wodociągowych. W skrajnych przypadkach straty te sięgały nawet 60 proc. Mechanizm był prosty — operator pobierał, uzdatniał i pompował wodę, której część nigdy nie docierała do odbiorcy.
Sprawa jakości wody pitnej stała się przedmiotem zainteresowania Parlamentu Europejskiego i Rady Europy. 16 grudnia 2020 r. przyjęto dyrektywę o sygnaturze 2020/2184 w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi. Wyznaczyła ona nowy standard: podejście oparte na ryzyku w całym łańcuchu — od zlewni i ujęcia, przez uzdatnianie i sieć, aż po instalacje w budynkach.
Według oficjalnych dokumentów polskie wdrożenie dyrektywy nastąpiło w tym roku — ustawą z 13 marca 2026 r. oraz rozporządzeniem ministra zdrowia z 22 maja 2026 r. Nowe przepisy wprowadzają m.in. monitoring sumy PFAS (to zbiorcza nazwa tysięcy syntetycznych związków per— i polifluoroalkilowych, które rozkładają się bardzo powoli i bywają nazywane wiecznymi chemikaliami), a także bisfenolu A, uranu, mikrocystyny-LR i kwasów halogenooctowych oraz ocenę ryzyka w obiektach takich jak szkoły, szpitale, hotele pod kątem bakterii Legionella i ołowiu.
Dostępne dane nie pozwalają opisać krajowego poziomu PFAS w kranówce. Pojedyncze badanie z 2025 r. w powiecie poznańskim wykazało nieobecność "wiecznych chemikaliów". Brakuje badań obejmujących inne regiony Polski. Jeszcze gorzej jest z dostępnością informacji dotyczących mikroplastiku — nie ma krajowego programu z ujednoliconą metodą badania jego poziomu i reprezentatywnymi wynikami dla wody kranowej. Azotany podlegają nadzorowi jakości chemicznej, lecz i w tym przypadku brakuje wyników dla kranówki.
Jedną z metod dezynfekcji wody, zwłaszcza po lokalnych skażeniach, pozostaje chlorowanie. Niestety, i w tym przypadku brakuje ogólnopolskiego zestawienia, ile chloru oraz produktów ubocznych zostaje w wodzie po zastosowaniu tej procedury.
Woda klasy premium
Najlepszą wodę pitną w Europie ma Finlandia — jest bardzo wysoko oceniana za parametry, które chronią zdrowie, czystość źródeł oraz powszechnie akceptowany smak. Ścisłą europejską czołówkę tworzą Islandia, Norwegia, Szwajcaria, Austria, Holandia i Wielka Brytania.
W przygotowywanym przez ośrodki badawcze związane z uniwersytetami Yale i Columbia zestawieniu Environmental Performance Index (Indeks Efektywności Środowiskowej) kraje te uzyskały maksymalne 100 pkt w kategorii ochrony zdrowia przed skażoną wodą pitną i złymi warunkami sanitarnymi. W 2024 r. we wspomnianym rankingu Polska zajęła 36. miejsce w kategorii Sanitation & Drinking Water (warunki sanitarne i woda pitna), uzyskując 80,1 pkt na 100.
Woda z miejskich wodociągów w Polsce jest na ogół dobrej jakości, stałe kontrole prowadzi Państwowa Inspekcja Sanitarna, która zatwierdza także laboratoria wykonujące badania. Poza tym przedsiębiorstwa wodociągowe prowadzą kontrole wewnętrzne: pobierają próbki w sieci, monitorują proces uzdatniania wody oraz mają obowiązek reagować na przekroczenia norm.
W polskich miastach nie nastąpiło odejście od znanego od lat ciągu technologicznego służącego uzdatnianiu wody: koagulacja — sedymentacja — filtracja — dezynfekcja, systematycznie jednak następuje jego modernizacja. Dołącza się ozonowanie, węgiel aktywny, lampy UV, membrany, automatykę i odzysk wód technologicznych. Najbardziej zaawansowane systemy tworzą proces, w którym każdy etap usuwa inną grupę zanieczyszczeń. To dziś najważniejszy kierunek modernizacji dużych stacji korzystających z wód powierzchniowych. Ozon utlenia związki organiczne i przekształca część z nich w łatwiejsze do usunięcia formy, filtracja na granulowanym węglu aktywnym wychwytuje pozostałości organiczne, czyli związki odpowiedzialne za smak i zapach wody oraz część mikrozanieczyszczeń.
Warszawskie stacje uzdatniania wody Filtry i Praga stosują ozonowanie pośrednie oraz złoża granulowanego węgla aktywnego. Pełna instalacja warszawskich wodociągów ma wydajność do ok. 350 tys. m sześc. wody na dobę. Nowoczesna technologia pozwoliła ograniczyć dawki dwutlenku chloru wymagane na końcowym etapie dezynfekcji o co najmniej połowę.
Promieniowanie UV jest używane jako fizyczna bariera dezynfekcyjna przeciw bakteriom, wirusom i pierwotniakom, unika się przy tym tworzenia typowego zapachu chloru. Metoda ta nie zapewnia jednak trwałej ochrony w całej sieci, dlatego zwykle łączy się ją z podaniem niewielkiej dawki środka chlorowego lub dwutlenku chloru.
W Zakładzie Uzdatniania Wody Raba w Dobczycach, zaopatrującym Kraków w większość wody, chlor gazowy zastąpiono układem UV i podchlorynem sodu wytwarzanym z soli kuchennej. Rzeszów wykorzystuje z kolei układ wielobarierowy: ozonowanie wstępne i wtórne, UV oraz końcową dezynfekcję związkami chloru.
Stacje uzdatniania wody w Jarosławiu i Suchej Beskidzkiej wykorzystują membrany o bardzo małych porach do zatrzymywania zawiesin, mikroorganizmów i części cząstek koloidalnych. Technologia ta nazywa się ultrafiltracją. Odwrócona osmoza działa jeszcze dokładniej i służy do usuwania związków rozpuszczonych w wodzie, w tym nadmiaru soli, ale jest energochłonna, więc na razie nie jest uniwersalnym rozwiązaniem stosowanym dla miejskiej wody pitnej.
Nowoczesne stacje uzdatniania wody są wyposażone w automatykę procesową, czujniki online oraz systemy sterowania, które pilnują parametrów takich jak mętność, pH, przewodność oraz poziom utlenienia. Pozwala to szybciej reagować na zmianę jakości wody surowej, dokładniej dozować odczynniki i obniżać zużycie energii.
Tygodnik Przegląd
"Tygodnik Przegląd" nr 34
Warszawska instalacja ozonowania i filtracji węglowej jest w pełni zautomatyzowana i skomputeryzowana, a automatyzację tych procesów, unowocześnienie stacji, ozonowanie oraz koagulację zaplanowano też w procesie modernizacji SUW w Rzeszowie.
W latach 2001-2014 na budowę i modernizację stacji uzdatniania wody w Polsce wydano łącznie 5,5 mld zł, czyli średnio 390 mln zł rocznie. Przyjmuje się, że obecnie na ten cel wydaje się rocznie 300-400 mln zł.
W Polsce najlepszą i najsmaczniejszą wodę mają Zakopane i Kraków. Można ją pić bezpiecznie z kranu — jest znacznie tańsza od wody butelkowanej, której litr jest droższy o kilkaset procent. Nie wspominając już o tym, że w wodzie sprzedawanej w plastikowych butelkach znajdziemy cząsteczki mikroplastiku.
Jesienią 2025 r. posłowie lewicy zgłosili w Sejmie pomysł wpisania do polskiego ustawodawstwa obowiązku bezpłatnego podawania w lokalach gastronomicznych kranówki na życzenie klienta. Jednak Ministerstwo Klimatu i Środowiska poinformowało, że obowiązek nieodpłatnego podawania wody z kranu w lokalach gastronomicznych nie trafi do ustawy wdrażającej ROP — rozszerzoną odpowiedzialność producenta (ustawa o ROP zakłada rzeczywistą odpowiedzialność finansową producentów za odpady powstałe z ich opakowań — przyp. red.).
W sejmowych kuluarach na Wiejskiej szepczą, że lobbing branży gastronomicznej oraz producentów napojów gazowanych był zbyt potężny. Bezpłatna popitka miałaby podobno wpływać rujnująco na zyski ze sprzedaży niezwykle popularnych i potężnie reklamowanych napojów w charakterystycznych butelkach. Wolno jedynie domniemywać, jak poważne kwoty zostały zaangażowane w działania torpedujące tak pożyteczny pomysł. Cóż, nie zawsze "czysta woda zdrowia doda".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.