"Trzeba podejść z powagą". Dwie "perspektywy" Siemoniaka po ataku nożownika
Atak nożownika w szkole w Ostrołęce. Siemoniak: za wcześnie jest na interpretację tego zdarzenia
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
W środę 19-letni mężczyzna zaatakował nożem dziewięć osób w Zespole Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce. Jakub Z. został niedługo później zatrzymany przez policję. Tego samego dnia prokurator krajowy Dariusz Korneluk poinformował w "Tak jest" w TVN24, że sprawca na teren szkoły wniósł plecak z ładunkiem wybuchowym domowej roboty.
W "Rozmowie Piaseckiego" Tomasz Siemoniak był pytany, czy ma pomysł, jak wzmocnić bezpieczeństwo w szkołach. Jak ocenił, jest to działanie wielu instytucji i osób. - Mam perspektywę ministra (...), ale też perspektywę taty licealisty, więc zdaję sobie sprawę z tego, czym żyje polska szkoła - przyznał.
Prowadzący Konrad Piasecki zwrócił uwagę na falę niepokoju w internecie i przekonanie o tym, aby nie puszczać dzieci do szkoły w związku z ryzykiem kolejnych takich incydentów. Zastanawiał się w tym kontekście, czy nie ma w tym działania obcych służb, które chętnie napędzają tego rodzaju nastroje w Polsce.
- Na pewno jest tak, że bardzo często z zewnątrz emocje społeczne, które wynikają z jakiejś tragedii, czy z jakiegoś przykrego wydarzenia, są autentycznie ważną rzeczą, o której się mówi i pisze, ale też jeśli można dolewać takiej złej oliwy do ognia w różnych kwestiach, to się po prostu dzieje - ocenił Siemoniak.
Zastrzegł jednak, że "za wcześnie jest na interpretację tego zdarzenia". - Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego pracuje z policją. Szukamy mocnych partnerów do tego, żeby obserwować, o czym myśli młodzież, czym się zajmuje - przekazał.
- Sądzę, że tutaj po prostu z trzeba podejść z powagą do tego, co się wydarzyło. Nie wyciągać za prostych wniosków, bo to nigdy tak nie jest i patrzeć, począwszy od tego, co może zrobić samorząd czy sama szkoła. (...) To jest kwestia nauczycieli, wychowawców, pedagogów szkolnych, żeby widzieć pewne rzeczy. Nie jest nigdy tak, że to w sekundę komuś się w głowie odmienia. Zawsze coś temu towarzyszy - zauważył Siemoniak.
W pierwszej połowie września doszło do spotkania Tomasza Siemoniaka z szefem CIA Johnem Ratcliffe'em. "Przekazałem właśnie premierowi Donaldowi Tuskowi najistotniejsze informacje dotyczące bezpieczeństwa Polski" - poinformował później minister.
Do rozmowy doszło dwa tygodnie po tym, jak Ratcliffe złożył wizytę w Moskwie i spotkał się z szefem Służby Wywiadu Zagranicznego Siergiejem Naryszkinem oraz dyrektorem Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandrem Bortnikowem.
Siemoniak był pytany, czy miał poczucie, że spotkanie z szefem CIA było nadzwyczajne, czy raczej rutynowe. - Każde spotkanie z szefem CIA jest spotkaniem nadzwyczajnym i to nie dlatego, że jest szefem CIA. Tylko (dlatego, że) jest osobą bardzo bliską prezydentowi Trumpowi. Osobą, która doskonale czuje Europę, Polskę. Jest katolikiem bardzo przywiązanym do tradycji Jana Pawła II i te sprawy go interesują - przekazał.
Minister wskazywał, że sytuacja wokół Polski i krajów bałtyckich znacznie zmieniła się od wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. - Jest gorsza i tu jest kilka czynników, które wszyscy widzą i znają - powiedział.
Wskazał w tym kontekście na eskalację rosyjskich działań wobec Ukrainy. - Rosja zaczęła masowo atakować w ciągu dnia, zaduszać ukraińską gospodarkę, a Ukraina nie ma czym się bronić. (...) Jeśli chodzi o takie działania wobec Europy, wszyscy zwrócili mocną uwagę na drony na lotnisku w Lipsku czy też uderzenie w Niemcy, możliwość katastrofy lotniczej - wymieniał Siemoniak.
Dopytywany o to, jak szef CIA definiuje główne zagrożenie dla Polski, minister przekazał, że zarówno ocena Stanów Zjednoczonych, jak i "kontekst tej rozmowy jest taki, że Rosja chce uderzać w państwa, które wspierają Ukrainę, że to jest świadoma strategia rosyjska".
Spotkanie Trumpa i Kosiniaka-Kamysza. "Nie było jakoś tam specjalnie ukrywane"
W ubiegłym tygodniu europoseł PiS Adam Bielan napisał na X, że w marcu pomógł wicepremierowi i szefowi MON Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi zorganizować spotkanie z kimś "dużo ważniejszym" niż sekretarz wojny Pete Hegseth. Następnie Kosiniak-Kamysz potwierdził, że było to spotkanie z prezydentem Donaldem Trumpem.
Do spotkania szefa MON z prezydentem USA doszło w marcu. W mediach pojawiły się nieoficjalne sugestie, wedle których Trump miał przekonywać Kosiniaka-Kamysza do opuszczenia koalicji rządzącej w Polsce i dołączenia do prawicy.
Siemoniak przekazał, że wiedział o tym, że doszło do takiego spotkania, co "nie było jakoś tam specjalnie ukrywane, bo przecież tam była większa uroczystość". Zaznaczył również, że ceni szefa MON i nie jest on politykiem, który "ze spotkania przypadkowego przy windzie zrobił wielką plenarną debatę".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.