"Czarne Rusy" grożą sąsiadom Białorusi. Przyznali się do incydentu na Łotwie
Do incydentu doszło w nocy z 5 na 6 października. Według łotewskiego wojska i resortu spraw wewnętrznych była to szczególnie agresywna próba nielegalnego przekroczenia granicy przez migrantów z udziałem "uzbrojonej i zamaskowanej eskorty". — Mężczyźni towarzyszący migrantom po stronie białoruskiej usiłowali przepchnąć ich na stronę Łotwy, kierując przy tym groźby w kierunku łotewskich żołnierzy — poinformował wówczas minister spraw wewnętrznych Janis Dombrava.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Po tym incydencie grupa zamaskowanych osób nielegalnie przekroczyła granicę i zabrała kamery monitoringu łotewskich służb. Przed przybyciem funkcjonariuszy udało im się wrócić na stronę Białorusi.
Czytaj nas częściej w Google
"To był test dla Łotwy, który został oblany. Wkrótce zobaczycie coś podobnego w innych częściach naszej granicy. Unia Europejska i NATO to kolos na glinianych nogach, który zawali się po naszym pierwszym ataku" — przekazano w opublikowanym na kanale Telegram nagraniu grupy "Czarne Rusy", która przyznała się do odpowiedzialności za incydent. Grupa zapowiedziała również kontynuację działań sabotażowych wymierzonych w sąsiadów Białorusi.
Komentatorzy telewizji LTV uważają, że pojawienie się takiej samozwańczej grupy to przykrywka dla operacji hybrydowych stworzonych przez białoruskie i rosyjskie służby specjalne. Według szefa Centrum Eksperckiego NATO ds. Komunikacji Strategicznej w Rydze Janisa Sartsa na Białorusi i w Rosji istnienie takich niezależnych grup jest niemożliwe. Dodał, że to, co dzieje się na granicy, jest bezpośrednio powiązane z władzami zarówno Białorusi, jak i Rosji, a to, co obecnie robią, to "czysta operacja informacyjna".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.