Gwiazda amerykańskiej prawicy broni Hitlera. Czy to da do myślenia polskiemu MAGA?
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
W weekend sensację wywołał kolejny wywiad Carlsona - tym razem nie ze względu na postać rozmówcy, ale na to, co mówił prowadzący.
Carlson w rozmowie z byłym brytyjskim politykiem, dziś aktywnym jako osobowość medialna, sir Jacobem Rees-Moggiem, wdał się bowiem w… obronę Hitlera. Przekonywał, że kłamstwem jest, że Hitler wkroczył po prostu do Polski bez powodu – bo przecież istotna część Polski należała wcześniej do Niemiec - przekonywał też, że III Rzesza nie groziła Wielkiej Brytanii i ta nie powinna wypowiadać jej wojny. Argumentował wreszcie, że gdyby to Niemcy wygrały II wojnę światową, to na Wyspach Brytyjskich "mówiono by przynajmniej w europejskim języku", bo zdaniem Carlsona i dużej części amerykańskiej prawicy najczęściej używanym językiem w Wielkiej Brytanii jest dziś najwyraźniej urdu albo pendżabski. W wywiadzie nie zabrakło też oczywiście obrony Rosji i Putina, bo Hitler nie jest przecież jedynym dyktatorem napadającym sąsiadów, którego postępowanie budzi zrozumienie u amerykańskiego dziennikarza.
Tym razem to nie Carlson zaorał
Carlson, na ogół potrafiący zdominować swoich amerykańskich rozmówców, miał jednak pecha: tym razem trafił na kogoś, kto potrafił mu odpowiedzieć i w spokojny, wyważony sposób, odwołując się do faktów, wykazać, że opowiada bzdury.
Sir Jacob jest bowiem bardzo doświadczonym politykiem i osobowością medialną, kimś kto zjadł zęby na debatach w Izbie Gmin i w Oxford Union, wreszcie w brytyjskich mediach, gdzie mierzył się z często bardzo nieprzyjaznymi mu dziennikarzami i z równie sprawnymi politycznymi oponentami.
Rees-Mogg po raz pierwszy dał się poznać szerszej publiczności, gdy w 1999 r. trafił do programu Aliego G jako młody, konserwatywny działacz z klasy wyższej, z którym komik przeprowadzał wywiad na temat klas społecznych w Wielkiej Brytanii. I chyba obok tamtego wywiadu sprzed prawie trzydziestu lat spotkanie z Carlsonem mogło być jednym z najdziwaczniejszych, najbardziej absurdalnych medialnych doświadczeń sir Jacoba.
Tak jak w rozmowie z Alim G Rees-Mogg zachował absolutny spokój wobec idiotycznych pytań i prowokacji Carlsona. Spokojnie na bieżąco prostował podawane przez amerykańską gwiazdę jako fakty bzdury – np. że Rosja jest większą gospodarką niż Wielka Brytania albo że w Rosji mniej osób jest zamykanych za publikowanie niepodobających się rządowi treści w internecie niż w Zjednoczonym Królestwie. Tłumaczył cierpliwie, jaki jest historyczny kontekst wojny w Ukrainie, czym było Memorandum Budapesztańskie i jak wielkie zagrożenie dla bezpieczeństwa całej Europy tworzy siłowa próba zmiany granic przez Putina.
Gdy trzeba było, potrafił subtelnie wbić Carlsonowi sztylet - np. na jego zapewnienia, że nie jest ani ukrytym, ani jawnym nazistą, odpowiadając: "Czuję się uspokojony".
Carlson zupełnie nie potrafił poradzić sobie z gościem, który ma elementarną wiedzę, potrafi sprawnie posługiwać się mową, nie daje się nabrać na prymitywne retoryczne sztuczki, a sam ma w rękawie znacznie bardziej wyrafinowane.
Jak bardzo amerykańska prawica oszalała
Konfrontacja Reesa-Mogga z Carlsonem pokazała jeszcze jedno: jak bardzo amerykańska prawica przesunęła się w ostatniej dekadzie na ekstremistyczne czy czasem po prostu wręcz obłąkane pozycje. Bo w brytyjskim kontekście sir Jacob nie jest politykiem nawet centroprawicowym, przez lata uchodził za przedstawiciela prawego skrzydła Partii Konserwatywnej. To konserwatywny katolik, przeciwnik małżeństw jednopłciowych i aborcji – co w Wielkiej Brytanii jest bardzo mniejszościową pozycją nawet na prawicy – eurosceptyk i zwolennik Brexitu, w kwestiach gospodarczych przekonany thatcherysta. Media często kpiły, że jest "ostatnim żyjącym politykiem z epoki wiktoriańskiej"; on sam lubi powtarzać, że urodził się kilka stuleci zbyt późno.
Jednak w konfrontacji z Carlsonem to Reeg-Moss brzmi jak centrowy głos rozsądku. I niestety głos Carlsona nie jest odosobniony na amerykańskiej prawicy. Do niedawna dziennikarz był prominentną częścią trumpowskiej koalicji, poróżnił się jednak z Trumpem w kwestii akt Epsteina, wsparcia Izraela i wojny w Iranie. Jego wywiady na YouTubie bez problemu przebijają milion wyświetleń, a najbardziej niepopularnych kilka ma po milionie wyświetleń. Nie trzeba długo siedzieć na prawicowym X, by natknąć się na dyskusje młodych prawicowych Amerykanów o tym, że Stany nigdy nie powinny przystępować do wojny z Niemcami, a w ogóle to Hitler w wielu kwestiach miał rację. Za podobnymi twierdzeniami nie zawsze kryje się otwarta sympatia do III Rzeszy i jej ideologii, często napędza je nienawiść do zmian, jakie po wojnie zaszły w Stanach Zjednoczonych, takich jak zniesienie segregacji rasowej, migracja, emancypacja kobiet, rozbudowa instytucji państwa opiekuńczego w czasach Kennedy’ego i Johnsona czy wybór Obamy jako pierwszego czarnego prezydenta.
Niemała część wyborców Trumpa jest przekonana, że od ukształtowanej przez te zmiany współczesnej wielokulturowej Ameryki opartej na idei równości płciowej i rasowej lepszy byłby świat zdominowany przez nazistów. Liberalne media takie jak "New York Times" czy "The Atlantic" publikowały w tym roku teksty o rosnącym "nazistowskim problemie" Partii Republikańskiej: coraz więcej młodych republikanów, pełniących niższe funkcje administracji, pracujących z ustawodawcami jako ich asystenci lub doradcy, wyznaje mniej lub bardziej otwarcie nazistowskie poglądy, co łatwo można udokumentować, przeglądając choćby ich posty w mediach społecznościowych.
Prawica taka, jaką reprezentuje Rees-Mogg – konserwatywna, przywiązana do tradycji, wolnorynkowa, ale jednocześnie akceptująca liberalną demokrację, przywiązana do narodowej suwerenności, ale odrzucająca etnonacjonalistyczną czy rasistowską wizję wspólnoty narodowej – znajduje się w Stanach w coraz większej defensywie, wypierana przez coraz bardziej radykalne siły.
Czy to da do myślenia polskim trumpistom?
W Polsce podobne procesy w oczywisty sposób muszą budzić niepokój: bardzo wpływowa postać amerykańskiej prawicy powtarza skrajnie nieprzychylne Polsce narracje hitlerowskich Niemiec i putinowskiej Rosji, znajdując dla nich szeroką publiczność w kraju będącym naszym głównym wojskowym sojusznikiem.
Ciekawe, czy da to do myślenia polskim trumpistom wymachującym czapeczkami MAGA i z radością przyglądającym się radykalizacji Partii Republikańskiej, czy za naszą zachodnią granicą słabnięciu CDU/CSU na rzecz Alternatywy dla Niemiec. Radykalna prawicowość spod znaku MAGA czy AfD idzie bowiem najczęściej w pakiecie ze skrajnie niekorzystnym dla Polski spojrzeniem na historię i współczesność naszego regionu. Nie mamy oczywiście wpływu na to, kto rządzi w Stanach i ze względów bezpieczeństwa musimy budować mosty ze wszystkimi administracjami, ale także prawa strona, ciągle zakochana w rewolucji Trumpa, powinna chyba zreflektować się, jakie poglądy wprowadza ona do głównego nurtu amerykańskiej prawicy.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.