Jutro raport niemieckiego europosła ws. ETS. Zdecyduje m.in. o przyszłości polskiego przemysłu

W piątek w Parlamencie Europejskim niemiecki europoseł Europejskiej Partii Ludowej Peter Liese przedstawi projekt raportu dotyczący reformy unijnego systemu handlu emisjami CO2, czyli ETS. Z punktu widzenia interesów Polski będzie to jeden z najważniejszych dokumentów gospodarczych, jakie w ostatnim czasie powstały w europarlamencie.
Dokument będzie podstawą do dalszych prac europarlamentu nad reformą ETS, a także późniejszych negocjacji z państwami członkowskimi UE. Będzie mieć bezpośredni wpływ na przyszłe koszty emisji CO2 ponoszone przez polski przemysł i energetykę.
Z rozmów dziennikarki RMF FM z polskimi negocjatorami w PE i rządzie wynika, że dla Polski najważniejsze są trzy kwestie: wolniejsze ograniczanie liczby uprawnień na rynku, złagodzenie warunków otrzymywania darmowych uprawnień przez przemysł oraz większe pieniądze na transformację.
Raport idzie w dobrym kierunku?
Z informacji dziennikarki RMF FM wynika, że Liese zaproponuje złagodzenie kilku kluczowych elementów lipcowej propozycji Komisji Europejskiej.
Eurodeputowany Andrzej Halicki wprawdzie już zapowiada, że „nie przyjmujemy kompromisu Liese” i deklaruje walkę „do samego końca”.
Jednak Andrzej Jarubas, który jest sprawozdawcą jednego z elementów reformy ETS, twierdzi, że dokument Liese „idzie dla Polski w dobrym kierunku”.
Zarówno propozycja KE, jak i raport Liese spowalniają tempo ograniczania uprawnień dostępnych na rynku. Można powiedzieć, że łagodzą presję na wzrost cen, która bardzo dotykała i przemysł, i energetykę. To jest słuszny kierunek – mówi w rozmowie z dziennikarką RMF FM.
Wolniejsze wygaszanie uprawnień
Jednym z najważniejszych elementów propozycji Liese jest wolniejsze zmniejszanie liczby uprawnień do emisji dwutlenku węgla - ustaliła dziennikarka RMF FM. To jest ważne, bo więcej uprawnień na rynku oznacza mniejszą presję na wzrost ich cen, a więc niższe koszty dla przemysłu i energetyki.
Obecnie liczba uprawnień zmniejsza się co roku o 4,4 proc. Komisja Europejska chce w swojej propozycji zwolnić to tempo do 3,7 proc. w latach 2031–2035, a później do 1,7 proc.
Peter Liese chce spowolnić tempo redukcji jeszcze bardziej: do 3,4 proc. w pierwszej połowie lat 30. i 2,3 proc. później. Dzięki temu na rynku będzie więcej uprawnień, a cena CO2 nie powinna rosnąć tak szybko. To oznacza niższe koszty dla przemysłu i energetyki. W dodatku dla Polski ważniejsze jest większe spowolnienie wycofywania pozwoleń w pierwszym okresie (jak proponuje Liese, bo to właśnie wtedy polski przemysł i energetyka będą najbardziej potrzebowały czasu na kosztowną transformację).
Jarubas przyznaje, że 3,4 proc. to krok w dobrą stronę, ale jego zdaniem wciąż niewystarczający.
Będę w konsultacji z Peterem Liese naciskał, żeby dać więcej ulgi dla przemysłu – zapowiada europoseł.
Mniej warunków przy darmowych uprawnieniach
Komisja Europejska chce, żeby firmy dostawały darmowe uprawnienia pod warunkiem, że będą inwestować w ograniczenie emisji. Bruksela chce przyznawać część uprawnień dopiero po realizacji konkretnych planów dekarbonizacji.
Peter Liese chce to złagodzić. Warunek miałby dotyczyć tylko części dodatkowych uprawnień, które firmy zyskają dzięki wolniejszemu tempu redukcji, a nie wszystkich darmowych uprawnień. To ważne dla przemysłu, bo nie wszystkie firmy mogą szybko ograniczyć emisje. W niektórych branżach CO2 powstaje podczas samej produkcji i na razie trudno go całkowicie wyeliminować.
Polska walczy także o pieniądze
Trzecia sprawa to pieniądze na transformację przemysłu i energetyki. Fundusz Modernizacyjny, z którego Polska najbardziej korzysta (40 proc. środków trafia do naszego kraju), pozostaje - tak jak chciała Warszawa. Taką propozycję Komisja Europejska przedstawiła już w lipcu.
Jednocześnie ma powstać dodatkowy mechanizm wsparcia dla przemysłu zwany Investment Booster. Ma on być sfinansowany z około 400 milionów uprawnień ETS i wynieść około 30 miliardów euro na inwestycje związane z ograniczaniem emisji.
Z tych pieniędzy mają korzystać wszystkie państwa UE. Natomiast jedna czwarta pieniędzy miałaby być zagwarantowana dla biedniejszych krajów, takich jak Polska. Warszawa obawia się jednak, że zagwarantowana „jedna czwarta” stanie się w praktyce także maksymalną kwotą, jaką państwa korzystające z Funduszu Modernizacyjnego będą mogły otrzymać. Innymi słowy Polska obawia się, że dostanie gwarantowaną część pieniędzy, ale będzie miała ograniczony dostęp do pozostałych środków.
Dlatego polscy negocjatorzy chcą zmienić zasady podziału pieniędzy. Będziemy dbać o takie zapisy, żeby lwia część trafiła nadal do tych państw, które mają większą drogę dekarbonizacji do przejścia – mówi Jarubas.
Punktem spornym polskich eurodeputowanych z Liese będzie ETS2. Ten podatek, który może uderzyć w ceny ogrzewania mieszkań i transportu, nie jest obecnie częścią reformy ETS. Polska by chciała, żeby został włączony do reformy i stał się dobrowolny albo ponownie odroczony. Liese będzie się temu opierać, gdyż konsekwentnie opowiada się za utrzymaniem wprowadzenia systemu ETS2 w terminie. Podkreśla potrzebę silnego mechanizmu ograniczania cen, by chronić obywateli.
Raport Liese nie będzie jeszcze ostatecznym stanowiskiem Parlamentu Europejskiego. Będzie natomiast punktem wyjścia do składania poprawek i późniejszych negocjacji z państwami członkowskimi UE. Irlandzka prezydencja chce zakończyć negocjacje jeszcze w grudniu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.