Były szef SKW o Romanowskim. Rosyjskie służby muszą mieć w tym interes
W ostatnich dniach do Sądu Okręgowego w Warszawie nadszedł wniosek Romanowskiego o wydanie listu żelaznego. Został odrzucony. Z pisma oraz z koperty wynika, że przesyłka została nadana w Tyraspolu na terenie Naddniestrza.
Jeśli były wiceminister sprawiedliwości w rządzie PiS rzeczywiście tam przebywa, jest to skrajnie bulwersujące, ponieważ ten separatystyczny region Mołdawii jest jednoznacznie prorosyjski i pozostaje pod niezwykle silnym wpływem Kremla.
Nie oznacza to jednak, że nie można do niego się łatwo dostać, co w rozmowie z Wirtualną Polską podkreślił dr Piotr Oleksy z Instytutu Europy Środkowej, autor książki "Naddniestrze. Terror tożsamości". - Wjazd do Naddniestrza dla obywateli Polski i innych krajów Unii Europejskiej jest bezproblemowy. Wymagana jest jedynie kontrola paszportowa. Służby nie ograniczają też wjazdu do niego z terytorium Mołdawii - powiedział ekspert.
Maciej Matysiak, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Narodowego w KPRM, zwrócił jednak uwagę, że "pan Romanowski nie dysponuje żadnym legalnym polskim dokumentem podróży". - Teraz powstaje pytanie, bo w tym domniemanym piśmie pana Romanowskiego było wspomniane, iż posługuje się on dokumentem na inną, czyli de facto fałszywą, tożsamość. Tego typu dokumenty wydawane są przez służby specjalne danego państwa. A którego państwa? W tej sprawie nie zamierzam spekulować - dodał.
Były szef SKW o Romanowskim
- Podkreślmy jednak, że wciąż nie mamy pewności, czy Marcin Romanowski jest w Naddniestrzu. Na razie to są spekulacje. Natomiast jeżeli przyjmiemy, że tam faktycznie przebywa, to nie może to mieć miejsca bez wiedzy i akceptacji służb rosyjskich. Te bowiem w zupełności kontrolują ten region - podkreślił.
Dlaczego Rosja mogła zgodzić się na pobyt Romanowskiego w Naddniestrzu? Były szef SKW wskazuje, że "służby specjalne, szczególnie rosyjskie, nie są organizacjami charytatywnymi i podejmują działania wtedy, gdy widzą w nich własny interes lub konkretną korzyść". - Dlatego, idąc bardzo daleko w spekulacjach, można założyć, że pan Romanowski już wcześniej pozostawał w relacjach z osobami, które mogły być jego mocodawcami i które obecnie ułatwiły mu takie, a nie inne działania. Przypomnę tylko, że udał się na Węgry, które przecież bardzo ściśle współpracowały wtedy ze służbami rosyjskimi - tłumaczył.
Dr Piotr Oleksy zapytany o możliwość ściągnięcia stamtąd Romanowskiego przez polskie władze rozkłada ręce. - Warszawa miałaby związane ręce. Naddniestrze jest separatystyczną republiką, która politycznie jest związana z Rosją i nie działa w ramach prawa międzynarodowego - mówi. - Wymiar sprawiedliwości Polski, jak i całej Unii Europejskiej nie jest w żaden sposób powiązany z tamtejszymi służbami ani policją. My nie uznajemy nawet ich istnienia, więc nie mamy żadnej formalno-prawnej metody współpracy. Jedyne, co moglibyśmy zrobić, to prowadzić nacisk polityczny - kontynuował.
- Władze Mołdawii nie byłyby w stanie nam pomóc, bo Naddniestrze pozostaje poza ich jurysdykcją. Tym regionem rządzi lokalna grupa oligarchiczna, która w kwestiach strategicznych, bezpieczeństwa, militarnych jest tak naprawdę kontrolowana przez Rosję - powiedział.
- Władze Naddniestrza mają dosyć dużą swobodę działania w kwestiach gospodarczych i społecznych. W sprawach dotyczących jednak relacji z innymi państwami to Rosja ma dominującą pozycję i to ona podejmuje decyzje. Służby w Naddniestrzu są kontrolowane przez rosyjskie - stwierdził ekspert.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.