Mirella żyła w izolacji 27 lat. Rodzice kobiety z zarzutami
Przez 27 lat była odcięta od świata. Jej życie w końcu się odmieniło. "Jestem szczęśliwa"
Źródło wideo: "Uwaga!" TVN
Źródło zdj. gł.: "Uwaga!" TVN
Jak w rozmowie z tvn24.pl przekazała Sabina Kuśmierska, szefowa Prokuratury Rejonowej w Chorzowie, w środę (4 listopada) rodzicom kobiety przedstawiono zarzuty znęcania się psychicznego nad córką, narażenia jej na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, spowodowania długotrwałej choroby oraz nieudzielenia pomocy.
Do zarzucanych rodzicom zachowań miało dochodzić od 1998 do 2026 roku.
Oboje zostali przesłuchani. Ojciec przyznał się do zarzutów, ale - jak przekazała prokurator - z jego wyjaśnień wynika, że opisywane zachowania nie miały miejsca.
Matka nie przyznała się do zarzucanych jej czynów.
Prokuratura nie zastosowała wobec nich żadnych środków zapobiegawczych. Za zarzucane im przestępstwa grozi im od trzech do 20 lat więzienia.
- Czynności końcowe trwają. Planujemy zakończyć tę sprawę do końca listopada - zaznaczyła Sabina Kuśmierska.
Mirella wyprowadziła się od rodziców, ale kontakt utrzymują
Źródło zdjęcia: "Uwaga!" TVN
27 lat spędziła w mieszkaniu
Sprawa wyszła na jaw w lipcu 2025 roku. Policja otrzymała wówczas zgłoszenie o kłótni domowej w jednym z bloków w Świętochłowicach. W mieszkaniu, oprócz małżeństwa, była ich córka Mirella. Sąsiedzi nie widzieli kobiety od wielu lat.
43-latka miała problemy z poruszaniem się, a na jej nogach widoczne były obrzęki. Policjanci wezwali pogotowie ratunkowe. Kobieta trafiła do szpitala, w którym spędziła dwa miesiące. Po tym czasie wróciła do mieszkania rodziców.
Jak ustaliła dziennikarka tvn24.pl Małgorzata Goślińska, rodzice mieli tłumaczyć nieobecność córki, która "zniknęła" jako 15-latka, między innymi jej porwaniem, zaginięciem, wyjazdem za granicę lub powrotem do biologicznej rodziny. Wypisali ją ze szkoły. Mirella nigdy nie wyrobiła dowodu osobistego.
Pomogli jej w tym pracownicy socjalni. Uzyskała też ubezpieczenie zdrowotne, rentę i zasiłek pielęgnacyjny. Rozpoczęli także pracę socjalną, której celem było wsparcie kobiety w powrocie do samodzielnego funkcjonowania i życia w społeczeństwie.
Działania te nie przyniosły jednak oczekiwanych rezultatów. Rodzina przestała wpuszczać pracowników socjalnych do mieszkania. Sposób prowadzenia pracy socjalnej w tej sprawie skontrolował wojewoda śląski. Ta ocena była negatywna.
Przełomem okazało się przejęcie nad Mirellą opieki przez nową asystentkę z miejskiego ośrodka pomocy. Dzięki niej nauczyła się samodzielności i zdecydowała o wyprowadzce z rodzinnego mieszkania.
- Na każdym kroku utwierdzam się w tym, że pod każdym względem dobrze zrobiłam. Cieszę się z każdego dnia. Jestem szczęśliwa - powiedziała we wrześniu reporterom "Uwagi!" TVN.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.