Tak, Francja raz po raz toleruje zamieszki, ale to my coraz częściej wychodzimy na głupców [OPINIA]
Przyznaj się, Wielka Brytanio, podoba ci się to. Spektakl la belle Francji w szponach tego, co Charles de Gaulle nazwał la chienlit (fr. społeczny nieporządek), dał nam tę złośliwą satysfakcję, którą zazwyczaj rezerwujemy na obserwowanie, jak cudze dzieci zachowują się niegrzecznie w restauracji. To, co zaczęło się jako bunt uczniów przeciwko niewydolnym szkołom, rozpadającym się budynkom i leniwym nauczycielom, przerodziło się w miejskie powstanie, co spowodowało wprowadzenie godziny policyjnej w kilku miastach i ponad 2000 aresztowań.
Czytaj nas częściej w Google
Problemy Francji sięgają głęboko. Kolejne rządy zbudowały państwo, na które nie mogą już sobie pozwolić, system opieki społecznej, którego nie są w stanie zreformować, oraz kulturę polityczną, w której niemal każda próba zmierzenia się z rzeczywistością wywołuje prawie-że-powstanie. Dług publiczny zbliża się do 120 proc. PKB, a państwo zaciąga pożyczki po stopach procentowych kojarzonych niegdyś z europejskimi "gospodarczymi przestępcami" — co może wyjaśniać, dlaczego, gdy przeprowadziłam z nim niedawno wywiad, [potencjalny] przyszły premier [Francji] Jordan Bardella porównał z nieukrywanym przerażeniem trudną sytuację Francji do sytuacji Grecji i Włoch.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.