Punch2027: Abia stakeholders mobilise support for Otti’s re-electionBollywood HungamaSHOCKING: MrBeast’s Ramayana event leaves media FURIOUS; several journalists WALK OUT after 3½-hour delayESPNUSMNT player ratings: Ellis gets 9, Berhalter 10 in Peru routThe Jerusalem PostMagen David Adom brings back 'Mitzvah on Wheels' traveling sukkah ambulance initiativeNHK 社会トキの生息に配慮した農法の認証米 店頭販売始まる 石川 羽咋SRF NewsAbstimmung Kanton Schaffhausen – Doppeltes Nein zu Tempo-30-BeschränkungenNU.nlVideo | Klanten waden door ondergelopen supermarkt terwijl Bangkok blank staatGMA NewsMarcos expresses gratitude for greetings on his 69th birthdayNDTV'Indian Ocean Region Among Most Militarised': Navy Chief Flags ThreatsGuardian SportIsrael game goes ahead after Irish players’ vote, WSL action and Isak returns to Liverpool – matchday liveThe Sydney Morning HeraldWallabies upset Springboks in bizarre TestThe IndependentLabour conference live: Andy Burnham says social care is as ‘unfair as American healthcare’ and will break the NHS
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, September 27, 2026

Merz trzyma się głównie z braku lepszej opcji [OPINIA]

Translate

Merz jest dziś rekordowo niepopularnym kanclerzem jak na ten etap kadencji, tylko 10 proc. Niemców deklaruje w badaniach zadowolenie z jego rządów. Jeszcze przed wrześniowymi wyborami, w okresie wakacyjnym, wśród niemieckich polityków i komentatorów pojawił się temat ewentualnej zmiany na stanowisku szefa rządu. W poprzednią niedzielę Merz oświadczył jednak, że nie podaje się do dymisji i jest zdeterminowany, by razem ze swoim rządem dokończyć zapowiedziane reformy.

Kanclerz ma to szczęście, że jakby nie był osobiście niepopularny, to w partii nie ma żadnego innego zdolnego go zastąpić popularnego polityka. Kogoś takiego jak burmistrz Manchesteru Andy Burnham, który zdołał zastąpić niepopularnego premiera sir Keira Starmera na stanowisku szefa rządu Wielkiej Brytanii i na razie nie radzi sobie sondażowo najgorzej. To, co jest dobrą wiadomością dla Merza, niekoniecznie musi być jednak dobrą wiadomością dla CDU, Niemiec i Europy.

Czy te wyniki to wina kanclerza?

CDU problemy, jak pokazują wyniki we wszystkich trzech wyborach krajowych, ma już teraz. W Meklemburgii-Pomorzu Przednim partia w niedzielę nie przekroczyła progu 5 proc. i po raz pierwszy w swojej powojennej historii znalazła się bez swojej reprezentacji w jednym z parlamentów kraju związkowego.

W Berlinie – który jest osobnym krajem związkowym – partia straciła prawie 9,5 punktu procentowego poparcia, a burmistrz miasta z jej ramienia straci najpewniej władzę na rzecz kandydatki Lewicy – o ile pozostałe partie nie stworzą wielkiej koalicji blokującej radykalnie lewicową partię, oskarżaną przez CDU o sprzyjanie "islamistom" i wrogość do Izraela.

W Saksonii-Anhalt, gdzie wybory odbyły się w pierwszą niedzielę września, partia straciła prawie 20 punktów procentowych poparcia. Co gorsze, szansę na utworzenie krajowego rządu ma radykalnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec. Gdyby do tego doszło, CDU oddałaby władzę prawicowym radykałom w kraju związkowym, w którym rządziła nieprzerwanie od 2002 r.

Na ile te wyniki są winą kanclerza? Częściowo wynikają one z lokalnych kwestii. W Meklemburgii-Pomorzu Przednim premier tego kraju związkowego, Manuela Schwesig z SPD, udanie spolaryzowała wybory wzdłuż osi: prawicowi radykałowie z AfD kontra socjaldemokracja jako jedyna siła zdolna postawić im tamę. CDU została po prostu zmiażdżona przez tę polaryzację. W Berlinie Lewica zrobiła dobrą, dynamiczną kampanię odwołującą się do problemów kosztów życia, obiecującą rozwiązać problem mieszkaniowy przez nacjonalizację nieruchomości mieszkalnych należących do instytucjonalnych inwestorów – w niemieckiej stolicy wiele bloków to własność funduszy inwestycyjnych.

Trudno jednak przekonywać, że osobista niepopularność Merza i jego rządu nie przyczyniła się do tych wyników. Merz, podobnie jak jego poprzednik Olaf Scholz, jest politykiem bardzo słabo radzącym sobie we współczesnej polityce silnie zapośredniczonej przez media społecznościowe, nagradzającej polityków charyzmatycznych, wyrazistych, zdolnych przedstawić swoją narrację.

Merz nie tylko tego nie potrafi, ale stał się też twarzą zapowiedzianych niepopularnych reform, mających na celu przywrócenie konkurencyjności niemieckiej gospodarki. Mają one obejmować między innymi podwyższenie wieku emerytalnego, zmianę zasad dostępu do niektórych świadczeń medycznych czy zaostrzenie zasad przyznawania zwolnienia chorobowego. Jak długoterminowo racjonalne nie byłyby takie reformy, to polityczny koszt ich wprowadzenia zawsze będzie znaczny.

Problem nie tylko w personaliach

Jednocześnie w CDU nie ma nikogo, kto mógłby zastąpić Merza, z całą pewnością nie ma żadnego innego polityka kanclerskiego formatu ani w Bundestagu, ani w rządzie. Jako ewentualnych następców kanclerza wymienia się dwóch szefów rządów krajowych: Hendrika Wüsta z Nadrenii Północnej-Westfalii albo Markusa Södera z Bawarii.

Problem w tym, że w Nadrenii – kraju związkowym z największą liczbą ludności i największą gospodarką w całych Niemczech – za rok będą wybory do władz krajowych i dla CDU ważne jest, by obronić w nich władzę. Söder z kolei należy do siostrzanej partii CDU, bawarskiej CSU, nieprzerwanie rządzącej tym krajem związkowym od 1957 r. A wiadomo, że CDU jako znacznie większa, ogólnoniemiecka partia, wolałaby mieć swojego kanclerza.

Problemy niemieckiego rządu nie wynikają przy tym wyłącznie z niedostatków Merza, ale mają strukturalny charakter. Każdy nowy kanclerz będzie musiał się zmierzyć z tymi samymi problemami co Merz: wzrostem poparcia radykalnej prawicy, napięciami związanymi z migracją, kosztami energii duszącymi niemiecką gospodarkę, chińską konkurencją coraz bardziej gnębiącą niemiecki przemysł, zwłaszcza samochodowy, nieprzewidywalnym sojusznikiem w Waszyngtonie i możliwą eskalacją rosyjskich działań hybrydowych. I nikt nie ma łatwych odpowiedzi na te wyzwania.

Implozja niemieckiej chadecji nie jest w interesie Europy

Wiele tych problemów gnębiących dziś Niemcy wynika z błędów i zaniechań poprzednich chadeckich rządów, a konkretnie kolejnych gabinetów Angeli Merkel. Gdyby niemiecka kanclerz nie zaczęła wygaszać energetyki atomowej, gdyby nie uzależniła niemieckiej gospodarki od rosyjskiego gazu, gdyby dostrzegła zagrożenie, jakie dla Zachodu stwarza Putin, powiedzmy, po aneksji Krymu, gdyby inaczej zarządzała kryzysem uchodźczym w 2015 r., gdyby prowadziła bardziej zrównoważoną, mniej nastawioną na eksport politykę gospodarczą, to sytuacja Niemiec byłaby dziś inna.

Jednocześnie implozja niemieckiej chadecji nie jest czymś, z czego Europa, w tym Polska, powinny się cieszyć. Tym bardziej że w kryzysie jest dziś też drugi filar powojennego niemieckiego systemu partyjnego, SPD. Choć partia ma powody do zadowolenia w Meklemburgii-Pomorzu Przednim – przegrała co prawda z AfD, ale obroniła władzę – to od czasów rządów Scholza dramatycznie traci poparcie, głównie w dawnym NRD, coraz bardziej zmieniając się w regionalną partię miejskich ośrodków Niemiec Północno-Zachodnich. Podobnie jak CDU, SPD ma też problem z coraz starszym elektoratem.

Obie te partie zbudowały po wojnie system partyjny, który po ekscesach niemieckiej historii z pierwszej połowy XX wieku dał Niemcom długie dekady demokratycznej stabilności. Systemy partyjne czasem się oczywiście zupełnie zmieniają w nawet najbardziej stabilnych demokracjach.

Zmiana, jaka ma miejsce w Niemczech, na razie skutkuje coraz bardziej podzieloną i coraz mniej stabilną sceną polityczną. Rosną w siłę ugrupowania skrajne, antyeuropejskie, grające radykalnie nacjonalistyczną kartą, chętne do porozumienia z putinowską Rosją. Choć ten problem nie ogranicza się do partii skrajnych, także Manuela Schwesig może z polskiej perspektywy uchodzić za mocno prorosyjską polityczkę. A Polska i Europa potrzebują stabilnych, demokratycznych Niemiec, przywiązanych do europejskiego projektu.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.