ESPN DeportesCuando las palabras pesan, golpean y ripostanThe Jerusalem PostBen-Gvir’s gallows betray the Jewish values at the heart of Zionism - opinionPunch2027: Osun APC rallies electorate for candidates, says current hardship temporaryESPN'She never stopped encouraging me': How Dawn Staley refused to let hearing loss hinder Ayla McDowellRTP DesportoCampeão FC Porto vence Sporting por 80-76 e conquista Supertaça de basquetebolVilaWebJoan Dausà fon en una sola cançó les històries de “Jo mai mai” i de “Judit”Collider‘The Twilight Zone’s Creepiest Episode Is Still an Unforgettable 25 MinutesSRF NewsWM-Strassenrennen der Frauen – Reusser verpasst Bronze bei Triumph von Vollering knappGuardian SportEngland v Spain: Nations League football – liveThe GuardianStrictly Come Dancing: week one – liveThe South AfricanThe Daily Lotto results for Saturday, 26 September 2026BBC SportLynn remaining positive despite Wales' USA setback
The Daily Newsstand · Free, Always
Saturday, September 26, 2026

Sól już nie wystarczy. Kopalnia w Kłodawie szuka ratunku w odpadach

Translate

Przyszłość Kopalni Soli "Kłodawa" stoi pod znakiem zapytania. Należąca do państwa spółka latami miała na przemian zyski i duże straty, a zeszły rok zamknęła ze stratą 25 mln zł. W tym roku, jak zapewnia prezes, po ośmiu miesiącach ma kilkanaście milionów złotych zysku, ale długofalowe perspektywy są słabe. Sól spożywcza to niespełna 3 proc. sprzedaży. Głównym odbiorcą, obok przemysłu chemicznego, są drogowcy, ale po łagodnych zimach zamówień jest mało, a kłodawska sól przegrywa z tańszą z Białorusi i Afryki Północnej. Dlatego pod koniec wakacji zarząd ogłosił pomysł na finansową "drugą nogę", czyli podziemne składowisko odpadów niebezpiecznych w pustych wyrobiskach.

Efekt? W całej Polsce trwa "solna panika", którą Wirtualna Polska opisała kilka dni temu. Klienci wynoszą ze sklepów Sól Kłodawską, której w wielu miejscach już brakuje. Kupują ją na zapas, na wypadek, gdyby kopalnia rzeczywiście zaczęła składować odpady pod ziemią.

Nic bez zgody ludzi?

W środę 23 września władze kopalni, która należy do państwa za pośrednictwem Agencji Rozwoju Przemysłu, zaprosiły dziennikarzy do swojej siedziby, by uspokoić nastroje. Prezes Andrzej Sadowski, wiceprezes Tomasz Krokos i kierownik zakładu górniczego Grzegorz Bartłomiejczak przekonywali, że żadne wiążące decyzje w sprawie przyszłości kopalni jeszcze nie zapadły.

– Przez najbliższe pół roku nie będziemy robić nic innego, jak czekać – mówił Tomasz Krokos, cytowany przez lokalne wielkopolskie media. – Czekać na wyniki opracowań, jakie zleciliśmy naukowcom z Państwowego Instytutu Geologicznego – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie – dodawał.

Naukowcy z obu placówek mają sprawdzić, jak odpady mogłyby wpłynąć na środowisko, wody podziemne i cały ekosystem Kłodawy. Kluczowe pytanie brzmi: czy azbest złożony w pustej komorze nie skazi soli, która zalega kilkaset metrów dalej i nie została jeszcze wydobyta? Zarząd kopalni przekonuje, że takiego ryzyka niemal na pewno nie ma.

Wiceprezes Tomasz Krokos zapewniał, że nawet jeśli badania potwierdzą bezpieczeństwo, podziemne składowisko odpadów niebezpiecznych powstanie tylko za zgodą mieszkańców. – Nie będziemy wykonywać niczego przeciwko społeczeństwu lokalnemu, przeciwko pracownikom – deklarował.

Miasto Kłodawa zapadnie się pod ziemię?

Na konferencji padły jednak słowa, które miały przekonać, że dla Kłodawy lepiej mieć odpady głęboko pod ziemią niż… katastrofę na powierzchni.

Zarząd kopalni długo tłumaczył, że przez 70 lat wydobycia górnicy tak mocno "podziurawili" ziemię pod miastem, że nie można tego zostawić bez szkody dla środowiska. Komory wydrążone pod Kłodawą mają łącznie 20 mln metrów sześciennych.

Zdaniem prezesa Andrzeja Sadowskiego puste komory niosą dwa zagrożenia. Pierwszym jest osiadanie gruntów w okolicy Kłodawy. Drugim jest koncesja, ważna "tylko" do 2052 r. Jeśli do tego czasu kopalnia nie zasypie dużej części wyrobisk, może nie dostać przedłużenia na drugą połowę wieku.

Prezes Andrzej Sadowski sugerował, że jeśli wyrobisk nie uda się zasypać, grunt zacznie osiadać, a domy w Kłodawie mogą ucierpieć. Przyznał, że komory można wypełnić czymś innym niż odpady, czyli standardową w górnictwie podsadzką z grysu lub piasku. Tyle że kruszywo w takiej ilości kosztowałoby nawet 1,5 mld zł, a na to kopalni nie stać.

– Tymczasem na śmieciach będziemy dodatkowo zarabiać – deklarował prezes. Wyjaśniał też, dlaczego zarząd odrzucił pomysły zamiany wyrobisk w magazyny energii, archiwa państwowe czy hotel. – Na każdym z tych pomysłów zarobimy, ale nie rozwiążemy problemu zabezpieczenia wyrobisk – mówił.

Ekspert punktuje kopalnię i rzuca nowy pomysł

Taka wizja może niepokoić, zwłaszcza że skala jest ogromna. W komorach wydrążonych pod Kłodawą zmieściłyby się ok. 24 Pałace Kultury i Nauki. Dla porównania: według Kopalni Soli "Wieliczka" w jej wnętrzu wydrążono łącznie 9 mln m³ pustek, a zajęło to ponad 700 lat. W Kłodawie, która działa od 1956 r., wydrążono ponad dwa razy więcej.

Są jednak eksperci, którzy uważają, że wizje zapadającej się Kłodawy są mocno przesadzone.

– Oczywiście, część komór w kopalniach można wypełniać podsadzką lub solanką, ale absolutnie nie wszystkie – mówi WP prof. Mariusz Czop z Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. – Władze kopalni w Kłodawie biją w zbyt alarmistyczne tony. Moim zdaniem te puste podziemne przestrzenie w kopalni Kłodawa nie są jej największym "problemem", ale największym "skarbem" i majątkiem, który trzeba mądrze zagospodarować.

Prof. Czop przyznaje, że Sól Kłodawska, choć ceniona przez konsumentów, nie uratuje kopalni. Sól spożywcza to tylko niewielki ułamek jej sprzedaży.

Kluczowa dla kopalni jest sól drogowa, którą zimą posypuje się szosy. Według prof. Czopa właśnie tu perspektywy są najgorsze. Od solenia dróg solą kamienną coraz częściej się odchodzi, bo po roztopach szkodzi ona roślinom i zwierzętom. Do tego polska sól zalega głęboko pod ziemią, a w Egipcie czy Maroku leży płytko i wydobywa się ją koparkami, w kopalniach odkrywkowych. To dużo tańsze, więc zdaniem naukowca polscy producenci nie mają szans z tamtejszymi.

Profesor ma jednak kilka pomysłów, jak na tych pustkach zarobić.

Zdaniem naukowca z AGH zwożenie pod ziemię odpadów, jakie planuje zarząd, byłoby wręcz zmarnowaniem przestrzeni, którą górnicy drążyli przez 70 lat. Z ekonomicznego punktu widzenia dużo sensowniej byłoby składować tam odpady radioaktywne z przyszłej polskiej elektrowni atomowej. Wtedy jednak trzeba by zamknąć kopalnię, bo tych dwóch rodzajów działalności nie da się połączyć. – A ta sól to też nasz skarb. Dlatego może lepiej nie kierować się samą ekonomią, tylko zrobić coś nawet delikatnie mniej opłacalnego, ale takiego, co pozwoli na dalsze wydobycie soli dla zwykłych ludzi – przekonuje prof. Czop.

Pomysłów na komory jest według profesora wiele. Mogą tam powstać praktycznie niezniszczalne magazyny, archiwa, schrony czy szpitale dla wojska. Naukowiec ma jednak w zanadrzu jeszcze jeden pomysł. W Polsce działa już tak dużo paneli fotowoltaicznych, że w słoneczne południa kraj nie jest w stanie zużyć całego wyprodukowanego prądu.

– Kopalnia w Kłodawie może być idealnym miejscem, by energię magazynować – przekonuje prof. Czop. Chodzi o elektrownię szczytowo-pompową, która działa jak gigantyczny akumulator. Kiedy prądu jest w sieci za dużo i jest tani, elektrownia zużywa go, by wpompować ciecz w górę. Kiedy prądu brakuje, ciecz spada w dół, napędza turbiny i energia wraca do sieci. Zwykle takie elektrownie buduje się w górach, z dwoma zbiornikami wody na różnych wysokościach. W Kłodawie różnicę wysokości zapewniłyby wyrobiska, bo najgłębsze z nich leżą 800 m pod ziemią. Zdaniem profesora część komór można stosunkowo niewielkim kosztem doszczelnić i przystosować do takiej pracy. – Państwowa spółka Tauron chce teraz taką elektrownię na powierzchni budować nad Jeziorem Rożnowskim za 7 miliardów złotych. W Kłodawie w dużej mierze mamy już gotową infrastrukturę pod podobne rozwiązanie – mówi naukowiec.

Na koniec naukowiec przypomina, że po 1989 r. w Polsce zlikwidowano wiele kopalń pochopnie i bez namysłu. Jego zdaniem Polacy są dziś wyczuleni na to, by takie marnotrawstwo złóż i podziemnej infrastruktury się nie powtórzyło. Dlatego sprawa Kłodawy budzi emocje w całym kraju. A puste półki w sklepach pokazują, że dla wielu Polek i Polaków Sól Kłodawska to coś więcej niż przyprawa do ogórków i kiszonej kapusty.

Pomysły profesora mają jednak słaby punkt: pieniądze. Kopalnia po chudych latach dopiero wyszła na plus, a nie stać jej nawet na piasek do zasypania komór, więc sama podziemnej elektrowni nie zbuduje. Bez inwestora albo państwowych pieniędzy nawet najlepsza wizja zostanie na papierze. A zarząd pod ręką ma rozwiązanie, na którym zarobi od razu, czyli odpady.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.