AfD przejmie władzę w Niemczech? Dyplomata kreśli scenariusz

„To nie jest - niestety - myśl absurdalna, ale jeszcze długa droga do tego” - powiedział w Popołudniowej rozmowie w RMF FM były ambasador Polski w USA i Niemczech Janusz Reiter, pytany o ewentualne przejęcie władzy w Niemczech przez skrajnie prawicową Alternatywę dla Niemiec. „Reparacji nie będzie, a stosunki polsko-niemieckie ulegną pogorszeniu” - dodał, komentując, co ewentualne rządy AfD mogłyby oznaczać dla Polski.
Europa zostanie sama? Dyplomata komentuje
Były ambasador Polski w Stanach Zjednoczonych i Niemczech Janusz Reiter był pytany w Popołudniowej rozmowie w RMF FM m.in. o kwestię stałej bazy amerykańskiej w Polsce. Prowadząca rozmowę przypomniała, że w Polsce obecnie przebywa delegacja z USA, która ogląda miejsca, w których taka baza mogłaby powstać.
Ameryka ogranicza swoją obecność w Europie, ale to nie znaczy, że ograniczy ją do zera. To jest coś, co oczywiście ma dla nas szczególne znaczenie ze względu na naszą geografię. Myślę, że wśród wielu sygnałów, które docierają z Waszyngtonu, jeden - moim zdaniem - opisuje dosyć dobrze zamiary amerykańskie. To jest to, co wysoki rangą urzędnik Pentagonu, zastępca sekretarza obrony nazywa NATO 3.0. On mówi o tym, że Ameryka utrzyma odpowiedzialność za odstraszanie nuklearne Rosji, natomiast odpowiedzialność za odstraszanie konwencjonalne muszą przejąć na siebie sami Europejczycy - stwierdził.

Czas: 21:12
Teraz pytanie: czy „sami” to znaczy, że zupełnie bez udziału Amerykanów, czy z jakimś ograniczonym ich udziałem. A jeżeli tak, to gdzie ta obecność amerykańska pozostanie? Gdzie ona być może będzie zwiększona, a gdzie ona będzie zmniejszona? - dodał, podkreślając, że USA w jednym miejscu w Europie mogą zmniejszyć swoją obecność wojskową, by w zupełnie innym ją zwiększyć.
Dziennikarka RMF FM Magda Sakowska zapytała także o słowa Donalda Trumpa, który stwierdził, że odbył z Władimirem Putinem „świetną rozmowę” i zapewnił, że rosyjski przywódca „chce zawrzeć porozumienie”. Zaledwie kilka godzin później Rosja ponownie uderzyła na cele w Ukrainie.
To nie był też dobry znak. To wywołuje w ogóle w Europie fatalne skojarzenia, ponieważ pamiętamy takie sytuacje kryzysowe, w których mocarstwa się porozumiewały w sprawie innego kraju. Otóż ja rozumiem, dlaczego tak było, ale to nie jest dobry znak - stwierdził, zwracając uwagę na to, że podróż wysłanników Trumpa w Kijowie można odbierać jako „powód do pewnego optymizmu”.
Szczerze mówiąc, nie wiem, czego chce Trump. Do niedawna nieważne było, czy (u władzy w USA) byli demokraci, czy republikanie (…) wiadomo było mniej więcej, jaki jest ich obraz świata. W tym obrazie świata były państwa, które Ameryka uważała za swoich przyjaciół, ponieważ one podzielały amerykańskie wartości i interesy. Do nich należała cała Europa Zachodnia, Środkowa, a także Ukraina się tam znalazła i był wyraźny przeciwnik. To była Rosja. Naszym wspólnym zadaniem i celem było odstraszenie tej Rosji. Otóż w obrazie świata Donalda Trumpa to tak chyba już nie wygląda. A zatem nie wiadomo właściwie, z kim on się identyfikuje - ocenił były. ambasador RP w Niemczech i USA.
„Ukraina zyskała w oczach Trumpa”
Dopytywany o to, czy dla Trumpa Rosja to wróg, odparł, że „on tego tak nie nazywa, bo bardzo ważne kryterium oceny - to jest siła”.
Otóż w kategoriach siły Rosja jest czymś, co on uważa, że trzeba poważnie traktować. W kategoriach siły Ukraina ma mniej do zaoferowania, chociaż wydaje się, że Ukraina trochę zyskała na - jakby to powiedzieć - „respekcie” w oczach prezydenta Trumpa, ponieważ sobie w tej wojnie radzi lepiej, niż tego pewnie oczekiwało wielu ludzi w Waszyngtonie - stwierdził.
Dyplomata odniósł się również do kwestii zbliżającego się szczytu państw G20 w Stanach Zjednoczonych i ewentualnej obecności na nim Władimira Putina. Prowadząca zapytała, co wówczas powinien zrobić m.in. prezydent Polski, jeżeli znalazłby się wśród uczestników tego szczytu. Nie zazdroszczę tej decyzji i powiem szczerze, że nie mam tutaj na to pytanie dobrej odpowiedzi. Byłaby to wyjątkowo trudna próba dla przywódców europejskich. Są racje, które przemawiają za tym, żeby tam być, ale są racje takie, które każą nad tym się bardzo poważnie zastanowić - stwierdził.
AfD rozpoczęła marsz po władzę? Reiter: Batalia się dopiero zaczęła
Janusz Reiter komentował na antenie RMF FM także okazałe zwycięstwo skrajnie prawicowej Alternatywy dla Niemiec w wyborach w Saksonii-Anhalcie. Prowadząca zapytała, czy to początek marszu AfD po władze w Niemczech.
To nie musi tak być, ale nie jest to zupełnie wykluczone. To jeszcze jest długa i daleka droga do tego. W niedzielę będą wybory komunalne, wprawdzie politycznie mniej ważne, ale ważne jako test takich nastrojów w jednym z landów niemieckich, w tej zachodniej części kraju, w Dolnej Saksonii. Te wybory pokażą, czy te nastroje, które doprowadziły do zwycięstwa AFD w jednym landzie wschodnim, są porównywalne z nastrojami w zachodniej części Niemiec - stwierdził .
Dodał, że po wyborach w w Berlinie i Meklemburgii obraz realnego poparcia dla AfD będzie trochę pełniejszy.
Natomiast ja nie uważam, że to jest zjawisko takie specyficznie wschodnio- niemieckie. Ja uważam, że w ogóle nie tylko w Niemczech, ale w Europie, czasami na Wschodzie dzieje to, co się później wydarzy na Zachodzie. Także niestety trzeba to (aspiracje AfD do objęcia władzy w Niemczech - przyp. red.) traktować bardzo poważnie. Ale wcale nie twierdzę, że te siły demokratycznego centrum już przegrały tę batalię. Nie, ta batalia się dopiero rozpoczyna - podsumował gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.