ESPN DeportesCruz Azul se acerca a la Liguilla, mientras Pachuca sigue en un tobogánESPNRetirement, fighting at 40 don't scare VolkanovskiThe Jerusalem PostIsrael Election 2026: Pollster Shmuel Rosner says Israelis have already made up their mindsInquirer EntertainmentJK Rowling vows to keep voicing her opposition to ‘trans activism’ in new essayBollywood HungamaTu Hai Meri Kiran to release in cinemas tomorrow as scheduled, producers Vishal Rana and Sarvesh Goel confirmZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFVarietyEgyptian Screenwriter Mariam Naoum on the Struggle for Arab Series to Find Buyers: ‘We’re Suffocating Inside’La PresseLe fil politique | L’ex-députée caquiste Chantal Soucy passe au Parti libéral du CanadaABC News (Australia)Zelenskyy says fresh Russian strikes show 'no change' in Kremlin positionSportstarTanvi Sharma exits French Open 2026 after second-round loss to An Se-youngEgypt IndependentMassive strikes hit Kyiv hours after Putin agrees to fresh peace talksFootball ItaliaHenry: Not many people knew Como players, ‘it’s all down to Fabregas’
The Daily Newsstand · Free, Always
Thursday, October 22, 2026

Ślą pisma do szkół. W tle rządowe wytyczne. "Absolutnie dementuje"

Translate
  • Panikę wywołały wrześniowe wytyczne MSWiA na wypadek ataku z powietrza. Zakładają, że w czasie alarmu uczniowie zostają w miejscu schronienia, a rodzice nie odbierają dzieci. W sieci szybko dorobiono do nich plotki o autokarach wywożących dzieci w nieznane.
  • Resorty edukacji i spraw wewnętrznych dementują i doprecyzowują procedurę. To zalecenie, a nie przepis. Nie przewiduje sankcji wobec rodziców i nie ogranicza władzy rodzicielskiej.
  • Ograniczenie dotyczy tylko czasu trwania alarmu. Do jego odwołania za bezpieczeństwo dzieci odpowiada szkoła, bo przemieszczanie się po mieście w czasie nalotu jest groźniejsze niż pozostanie w piwnicy. Zaraz potem placówka ma zorganizować odbiór uczniów.

– Nie oddam dziecka – mówi WP Zofia. Do szkoły córki zaniosła oświadczenie, w którym zakazuje jej wywożenia i domaga się wydania dziecka na każde żądanie.

DLA CIEBIE

GAC EMZOOM - poznaj jego możliwości

Zofia nie jest wyjątkiem. Rodzice skrzykują się w internetowych grupach i przekonują nawzajem, że rząd chce w nielegalny sposób odebrać im dzieci. Okazją ma być alarm ogłoszony w związku z zagrożeniem nalotem.

Wytyczne MSWiA: w czasie alarmu nikt nie odbiera dzieci

Panika zaczęła się po tym, jak 21 września do dyrektorów szkół i przedszkoli trafiły przygotowane przez MSWiA wytyczne na wypadek zagrożenia atakiem z powietrza.

"Twardą zasadą" jest zapis, że podczas alarmu rodzice nie przyjeżdżają po dzieci, nie gromadzą się przed budynkiem i nie blokują dojazdu służbom. Czekają na komunikat placówki o tym, gdzie i jak odebrać dzieci po odwołaniu alarmu. W trakcie alarmu dostają tylko niezbędne informacje.

Po ogłoszeniu alarmu zasadą jest pozostanie w budynku szkoły lub przedszkola, najczęściej w piwnicy. Uczniowie nie mogą samowolnie opuścić miejsca schronienia ani być przeprowadzani przez otwartą przestrzeń, bo naraziłoby ich to na jeszcze większe niebezpieczeństwo. Wyjątkiem jest sytuacja, w której budynek sam zagraża życiu lub zdrowiu, a służby polecą go opuścić i wskażą bezpieczną drogę do innego schronienia.

MSWiA przygotowało procedurę jako "wzorcową". Każda placówka ma dostosować ją do własnego budynku, jego lokalizacji, liczby uczniów i pracowników.

Na grupach dla rodziców szybko pojawiły się interpretacje, że wytyczne ograniczają prawa rodzicielskie i pozwolą zatrzymywać dzieci w szkołach bez zgody opiekunów. W sieci zaczęły też krążyć plotki, że dzieci mogą być przewożone do nieznanych "bezpiecznych miejsc".

Nic takiego nie ma w ministerialnych wytycznych. Mimo to wielu rodziców uwierzyło, że w sytuacji kryzysowej ich dzieci mogą zostać wywiezione wbrew ich woli, nawet na drugi koniec Polski. Dlatego do szkół zaczęły trafiać pisemne protesty i oświadczenia. Gotowe wzory rodzice pobierają z internetu i zanoszą dyrektorom.

Jedna z obaw rodziców jest prawdą: w czasie alarmu rzeczywiście nie odbiorą dziecka ze szkoły. Ale tylko do jego odwołania.

Oświadczenia o takiej treści rodzice w ostatnim czasie przynoszą dyrektorom szkół w całej Polsce
Takie oświadczenia rodzice przynoszą w ostatnich tygodniach do szkół w całej Polsce © Materiały WP

Ta historia krąży od dawna". Dyrektorka z Zamościa o plotkach

O tym, jak szybko rodzą się takie plotki, przekonała się Dorota Szewczyk, dyrektorka Miejskiego Przedszkola nr 12 w Zamościu. Gdy na stronie przedszkola i w mediach społecznościowych poinformowała o nowych zasadach, spadła na nią fala krytyki. Była tak duża, że przedszkole ostatecznie usunęło komunikat.

– Ludzie w tym momencie składają sobie takie strzępy takich czasami bzdurnych informacji, że jak dzieci są zamknięte, to podjedzie ten nieszczęsny autokar, o którym krążą jakieś nieprawdopodobne informacje i zabierze dzieci w nieznane. Ta historia już krąży od bardzo dawna – mówiła WP w ubiegłym tygodniu dyrektorka.

MEN: "Absolutnie dementuję!"

Panika części rodziców jest już na tyle duża, że zauważono ją zarówno w Ministerstwie Edukacji Narodowej, jak i w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji.

– Tak, mamy takie sygnały, że rodzice wysyłają do szkół takie oświadczenia – mówi w rozmowie z WP Ewelina Gorczyca, rzeczniczka prasowa MEN. – Pytają też o to dziennikarze. Temat zaczął żyć swoim życiem, ale wynika on z jakiegoś wielkiego niezrozumienia tego. Absolutnie dementuję! Nie będzie żadnego wywożenia uczniów gdziekolwiek. My chcemy dzieciom i młodzieży zapewnić bezpieczeństwo, a w sytuacji np. nalotu autobus, w którym uczniowie jechaliby do innego miejsca schronienia, byłby dla nich miejscem skrajnie niebezpiecznym – dodaje.

Rzeczniczka minister edukacji Barbary Nowackiej tłumaczy, że pytań od rodziców, dyrektorów szkół i dziennikarzy było w ostatnich dniach tyle, że MEN wspólnie z MSWiA doprecyzowało wytyczne. Chodziło o to, by uspokoić rodziców przekonanych, że ich dzieci mogą zostać dokądkolwiek wywiezione bez ich zgody.

"Przekazana do szkół i przedszkoli procedura jest wzorcem organizacyjnym. Dyrektor dostosowuje ją do budynku i warunków placówki, a następnie wprowadza jako wewnętrzną regulację. Nie jest ona źródłem powszechnie obowiązującego prawa i nie przewiduje sankcji wobec rodziców" – czytamy w doprecyzowanej procedurze.

"Procedura jest zatem zaleceniem i informacją dla rodziców, a nie zakazem" – zapewniają oba resorty.

Gorczyca zapewnia, że gdy dzieci trafią wraz z klasą do miejsca schronienia, rodzice dostaną zbiorczy komunikat o tym, gdzie się znajdują. Co najważniejsze, rodzic, który zignoruje zagrożenie i mimo wszystko przyjedzie pod szkołę, by być z dzieckiem, zostanie do niej wpuszczony.

– Taki rodzic będzie miał prawo wejść do miejsca schronienia i przebywać tam wraz ze swoim dzieckiem. Oboje jednak zostaną wypuszczeni ze szkoły dopiero po tym, jak zagrożenie ustanie i alarm zostanie odwołany – tłumaczy w rozmowie z WP Gorczyca.

– Zasada dotyczy wyłącznie czasu trwania alarmu. Po jego odwołaniu placówka sprawdza drogę wyjścia i niezwłocznie organizuje odbiór dzieci, informując rodziców o miejscu i sposobie odbioru – zapewnia rzeczniczka MEN. Dodaje, że ministerstwo rozumie obawy rodziców, a procedura nie ogranicza ani nie odbiera im władzy rodzicielskiej ani praw gwarantowanych przez Konstytucję.

MEN podkreśla, że procedura nie ogranicza praw rodzicielskich, które każdemu deklaruje Konstytucja.

Dlaczego w czasie alarmu dziecko zostaje w szkole

Resorty przypominają, co oznacza alarm o zagrożeniu z powietrza. Przemieszczanie się wtedy po mieście jest niebezpieczne, utrudnia działania służb i zwiększa ryzyko dla samych dzieci. Dlatego uczniowie mają zostać w miejscu schronienia do odwołania alarmu. Rodzic może zresztą w ogóle nie dotrzeć do placówki, bo po drodze zawrócą go służby. Miejsce schronienia może też znajdować się poza szkołą, np. w pobliskiej budowli ochronnej, więc rodzic, który przyjedzie pod budynek, może nie zastać tam dziecka.

– Przekazanie dziecka podczas alarmu oznacza wyprowadzenie go z miejsca schronienia na otwartą przestrzeń albo do pojazdu w chwili największego zagrożenia. Procedura wprost wskazuje, że pojazd nie jest miejscem schronienia. Wydawanie dzieci w trakcie alarmu odciąga personel od opieki nad pozostałymi dziećmi i od sprawdzania obecności, co zwiększa ryzyko, że ktoś zostanie pominięty – mówi WP Karolina Gałecka, rzeczniczka prasowa MSWiA.

"Nikt nie będzie waszych dzieci nigdzie wywoził"

Gałecka przypomina, skąd w ogóle wzięły się wytyczne.

– Wytyczne dla dyrektorów szkół przygotowaliśmy po to, by uniknąć chaosu przy ewakuacji. Kilka tygodni temu część szkół na wschodzie Polski trzeba było po raz pierwszy ewakuować i choć w 80 proc. przypadków cała operacja była sprawna, to w pozostałych szkołach zdarzały się sytuacje niepotrzebne – mówi. [Dopytać, co konkretnie się działo.]

– Stąd nasze wytyczne, które pewne sprawy mają usystematyzować. Ale to są zalecenia, a nie jakiekolwiek obowiązujące prawo. Nie odbieramy rodzicom prawa do decydowania o dzieciach. Chcemy dbać o ich bezpieczeństwo w sytuacji, w której rodzic tego nie może zrobić sam – tłumaczy rzeczniczka MSWiA.

Gałecka zwraca uwagę, że w razie ataku z powietrza wielu rodziców po prostu nie zdąży dojechać do szkoły. Dlatego to placówka musi zabezpieczyć dzieci na miejscu, dopóki zagrożenie nie minie.

– Apelujemy do rodziców o rozwagę i rozsądek. Wiemy, że kochacie swoje dzieci, ale nie ulegajmy dezinformacji. Nikt nie będzie waszych dzieci nigdzie wywoził – mówi Gałecka.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.