Dziecko błędnie uznane za zmarłe. Sprawa wstrząsnęła Ameryką, jest ciąg dalszy
Sekretarz zdrowia USA Robert F. Kennedy przedstawił raport o spadku oczekiwanej długości życia Amerykanów
Źródło wideo: Reuters
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
8 lutego rodzina wyprawiała imprezę z okazji rozgrywek SuperBowl, gdy półtoraroczny Vincent Lorenzo Fiordilino został znaleziony nieprzytomny w przydomowym basenie. Ratownicy, którzy przybyli na miejsce, zabrali go do szpitala Mercy Gilbert Medical Center w Gilbert w Arizonie. Po podjętych próbach reanimacji rodzicom przekazano, że chłopiec nie żyje.
- Jako matka nie chcesz czegoś takiego usłyszeć - mówiła po ponad ośmiu miesiącach 30-letnia Alexus Fiordilino w rozmowie z NBC News. - Nie chciałam, żeby cierpiał. Wyglądało na to, że zrobiono wszystko, co było możliwe... - wspominała. Przyznaje jednak, że miała wątpliwości. Wydawało jej się, że słyszy oddech dziecka. Według jej relacji lekarz przekonywał jednak, że podejmowanie kolejnych prób reanimacji nie ma sensu. Zrozpaczeni rodzice pożegnali się z synkiem.
Wiadomość po pięciu godzinach
Jak wspomina matka chłopca, po około pięciu godzinach od stwierdzenia jego zgonu, gdy wraz z mężem składali zeznania na policji, otrzymali wiadomość, że ich dziecko wykazuje oznaki życia. Miał to odkryć pracownik zakładu medycyny sądowej, który przybył do kostnicy po jego ciało.
- Mąż i ja zaczęliśmy krzyczeć z ulgi - wspomina w NBC News Alexus Fiordilino. - Chwaliliśmy Pana! Płakaliśmy. Przejście od wiadomości, że syn nie żyje, do odkrycia, że jednak jest inaczej to uczucie, którego nie da się opisać - mówi.
Historia chłopca trafiła do mediów. Policja wnioskowała o postawienie jego rodzicom zarzutów znęcania się nad dzieckiem w związku z niedopilnowaniem syna, który wpadł do przydomowego basenu. W lipcu prokurator hrabstwa Maricopa Rachel Mitchell poinformowała jednak, że rodzice Vincenta nie poniosą konsekwencji prawnych - podaje NBC News. Teraz to oni zamierzają wystąpić przeciwko lekarzowi, który tamtego dnia stwierdził zgon ich syna, oraz przeciwko szpitalowi.
TODDLER FOUND ALIVE IN MORGUE: 18-month-old Vincent Fiordilino was pronounced dead at a hospital, then found alive in the morgue five hours later. 🔗https://t.co/fEhrnDwNAc pic.twitter.com/1QHCnhneQd
— KWTX News 10 (@kwtx) October 21, 2026
Prawnicy zabrali głos
Według pełnomocnika rodziny, Johna Brewera, lekarz miał uzasadniać przerwanie prób ratowania dziecka między innymi wynikami badań. Ale jak twierdzi prawnik, część z nich dotarła już po tym, jak rodzice pożegnali się z synem.
Brewer przekonuje, że dokumentacja medyczna wskazuje na uchybienia. Lekarz miał zlecić badanie służące zweryfikowaniu poziomu tlenu we krwi chłopca, ale nie zaczekał na rezultat. Wynik miał pojawić się 18 minut po stwierdzeniu zgonu - podała stacja Fox10, powołując się na prawnika rodziny. - Rodzice musieli podjąć decyzję, czy kontynuować reanimację syna na podstawie fałszywych informacji przekazanych przez lekarza - powiedział Brewer. Według relacji matki lekarz przekonywał, że podejmowanie kolejnych prób ratowania chłopca jedynie przedłużyłoby jego cierpienie.
Pełnomocnik zwraca uwagę także na raport policjantów obecnych na oddziale ratunkowym. Funkcjonariusze mieli zauważyć, że dziecko wyglądało, jakby łapało powietrze. Według relacji Brewera pielęgniarka tłumaczyła im jednak, że mogą to być oddechy będące następstwem wcześniejszych ucisków klatki piersiowej lub tego, że rodzice tulili uznane za zmarłe dziecko.
Matka o lekarzu: zawiódł na każdym kroku
Alexus Fiordilino otwarcie mówi o pretensji do lekarza, który stwierdził zgon jej syna. - Uważam, że ten człowiek nie wywiązał się należycie ze swoich obowiązków. Zawiódł mojego syna na każdym kroku - powiedziała stacji Fox10.
Rodzina zamierza złożyć w przyszłym tygodniu formalną skargę zarówno na lekarza, jak i na szpital. Dramat rodziny nie zakończył się w lutym. Według pełnomocnika chłopiec do dziś mierzy się z poważnymi problemami zdrowotnymi. - Vincent doznał ciężkiego uszkodzenia mózgu. Nie potrafi przełykać. Ma objawy padaczkowe. Nie jest w stanie samodzielnie usiąść ani raczkować - przekazał Brewer.
Szpital odniósł się do sprawy w krótkim oświadczeniu. "To przejmująca sytuacja. Z szacunku dla prywatności pacjenta nie możemy ujawniać żadnych informacji ani komentować działań osób zaangażowanych w jego opiekę" - przekazano.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.