Dieta planetarna w szkołach. Część roślinnych obiadów trafia do kosza
Zgodnie z rozporządzeniem ministra zdrowia, które weszło w życie 1 września tego roku, w tygodniowym menu szkolnym musi pojawić się co najmniej jeden w pełni roślinny posiłek bezmięsny, na bazie nasion roślin strączkowych. Ponadto w ciągu pięciu dni tygodnia maksymalnie dwa razy powinny pojawić się w jadłospisie potrawy ze świeżego, nieprzetworzonego mięsa oraz co najmniej jeden posiłek z rybą. Jednocześnie szkolny jadłospis może przewidywać więcej dni bezmięsnych.
Kolejne zmiany resortu to także dalsze ograniczenie dodatku cukru do napojów przygotowywanych na miejscu, woda jako preferowany napój dla dzieci i młodzieży oraz wykorzystywanie, jeśli to możliwe, produktów lokalnych lub ekologicznych.
Wprowadzona w szkołach dieta planetarna budzi emocje wśród najmłodszych, ich rodziców, polityków, a także komentatorów.
Kotlety roślinne zostają na talerzach
"Fakt" przez kilka dni obserwował w jednej z poznańskich szkół, jak w praktyce wyglądają posiłki po wprowadzeniu zmian. Portal wskazuje na problem z akceptacją przez dzieci części dań - niektórzy z uczniów oddawali niemal pełne talerze, nie zjadając przygotowanych posiłków.
– Ostatnio wciąż muszę synowi szykować drugi obiad w domu, bo tego, co dostaje w szkole, nie chce jeść. Próbuje, ale mu nie smakuje. Nie da się go zmusić, żeby jadł coś, co mu zupełnie nie leży. Na dodatek tracę pieniądze na opłacenie tych szkolnych obiadów, a nie jest to mała suma – przekazała w rozmowie z portalem pani Martyna, mama 8-letniego Kuby z Poznania.
Również kucharka z poznańskiej szkoły podstawowej wskazuje na problem z niechęcią dzieci do jedzenia roślinnych posiłków. - Jeżeli w danym dniu mamy alternatywę z mięsem, to 100 proc. jedzenia roślinnego trafia do kosza. Nikt o to nie pyta. I tak za każdym razem. A ja zrobić muszę - podkreśla.
"Szkoda jedzenia, które ląduje w koszu"
Według "Faktu" dzieci znacznie chętniej zjadały zupy, jednak w przypadku drugich dań sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Gdy na obiad były kotlety roślinne, np. z ciecierzycy, uczniowie zostawiali pełne talerze, ewentualnie zjadali ziemniaki i surówkę, ale kotlety zostawiali – w większości nadgryzione – których spróbowali, ale nie dokończyli jeść.
Kucharka jednej z poznańskich szkół, pani Anna, która pod koniec wakacji przewidywała w rozmowie z portalem, że "efekt będzie taki, że duża część obiadu będzie wyrzucana, a w rezultacie dzieci przestaną korzystać z pożywienia w stołówce", teraz podsumowała: - Naprawdę szkoda tego jedzenia, które ląduje w koszu.
Pracownica szkoły w wielkopolskim Nowym Tomyślu podliczyła, że w tamtejszej placówce "ostatnio wyrzucono dwa wiadra kotletów roślinnych". - Dzieci nie chciały ich jeść - podkreśliła.
Niektórym jednak nowa dieta bardzo się spodobała. Mama 10-letniej uczennicy klasy czwartej jednej z poznańskich szkół przekazuje w rozmowie z portalem, że jej dziecko chętnie je obiady w szkole.
- Ma możliwość wyboru między posiłkiem mięsnym a roślinnym i często decyduje się właśnie na dania bezmięsne, takie jak makaron z pomidorami czy ze szpinakiem. Nie wraca do domu głodne, dlatego cieszę się, że szkolne obiady mu odpowiadają - podkreśla, zwracając uwagę, że w domu również sama przykłada wagę do tego, aby warzywa były częścią codziennych posiłków.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.