"Fronty Wojny". Jak przebiegała operacja wysadzenia Nord Stream. Niespodziewana rola Polski
26 września 2022 r., a więc dokładnie cztery lata temu, stacje sejsmologiczne wokół Bałtyku, a także położone dalej ośrodki pomiarowe, odnotowały o godzinie 2:03 bardzo silny wstrząs o magnitudzie 2,3 stopnia w skali Richtera. Już na samym początku było wiadomo, że nie chodzi o trzęsienie ziemi, lecz o eksplozję. Ustalono jedynie, że nastąpiła ona gdzieś na południowy wschód od duńskiej wyspy Bornholm. Przez wiele godzin był to jedyny pewny fakt.
Siedemnaście godzin później, o godz. 19:03, doszło do kolejnych trzech eksplozji, jeszcze silniejszych niż ta pierwsza. Tym razem nastąpiły one na północny wschód od Bornholmu.
Czytaj nas częściej w Google
Operacja, która nie miała prawa się udać
Co istotne, ta siedemnastogodzinna przerwa pomiędzy wybuchami nie była efektem precyzyjnego planowania. Była jedną z całej serii pomyłek, niedokładności i błędów w tej szalonej operacji. Była to operacja, która nie miała prawa się udać. A jednak zakończyła się spektakularnym sukcesem i zmieniła rzeczywistość nie tylko Polski, ale całej Europy.
W tej opowieści posiłkowałem się ustaleniami przedstawionymi w książce "Wysadzić Nord Stream. Sabotaż, który wstrząsnął światem" autorstwa Bojana Pancevskiego, dziennikarza śledczego "The Wall Street Journal", ale też informuję, co w tej dalekiej od zakończenia sprawie dzieje się obecnie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.