Premier Francji: 1200 osób aresztowanych po zamieszkach
Zajścia we francuskim mieście Bordeaux
Źródło wideo: Kontakt24 / Ilona
Źródło zdj. gł.: PAP/EPA/MOHAMMED BADRA
Premier Francji Sebastien Lecornu ogłosił w sobotę późnym wieczorem po zakończeniu kryzysowego posiedzenia rządu, że 1200 osób zostało aresztowanych, a 150 policjantów i żandarmów odniosło obrażenia podczas zamieszek, które wybuchły po sobotnich demonstracjach w kraju. Dodał, że to "cud, że liczba ofiar nie była wyższa".
Zamieszki we Francji
Źródło zdjęcia: PAP/EPA/MOHAMMED BADRA
Lecornu oświadczył, że zamieszki były wymierzone w kluczowe ośrodki władzy w kraju, między innymi Pałac Elizejski, siedzibę rządu oraz w parlament - Zgromadzenie Narodowe. Potępił "przerażający poziom przemocy". Podkreślił, że przez cały dzień policja musiała mierzyć się z "wyjątkowo agresywnymi środowiskami skrajnej lewicy" - "bardzo dobrze zorganizowaną grupą, która w sposób metodyczny próbowała atakować mienie, ludzi, a także instytucje Republiki".
Minister sprawiedliwości Francji: zamieszki o niespotykanej dotąd skali
Szef resortu sprawiedliwości Gerald Darmanin mówił o "zamieszkach o niespotykanej dotąd skali, które jeszcze trwają". Minister oświadczył, że "ponownie wezwał wszystkich prokuratorów (...) do podjęcia zdecydowanych działań prawnych, adekwatnych do poziomu przemocy, która dotknęła nasz kraj".
Wcześniej wieczorem prezydent Emmanuel Macron napisał w serwisie X, że we Francji "nie ma miejsca dla przemocy". Zapewnił, że sprawcy ataków na budynki publiczne i sklepy zostaną ukarani. Zaapelował o jedność w obliczu "tych, którzy sieją chaos".
Lecornu z kolei pisał w serwisie X: "Mówię jasno tym, którzy wyraźnie chcą uczynić z tej przemocy 'rozgrzewkę' przed wyborami prezydenckimi: nie pozwolimy się zastraszyć. Nikt nie narzuci swej agendy politycznej poprzez przemoc".
Demonstracje i zamieszki we Francji
W sobotę setki tysięcy ludzi wzięły udział w demonstracjach we Francji pod hasłami protestu przeciwko rosnącym kosztom życia. Manifestacje zostały jednak przyćmione przez ataki na budynki publiczne i akty grabieży, do których doszło między innymi w Paryżu, Marsylii, Lyonie, Lille i Tuluzie. W Bordeaux celem ataku była siedziba prefektury departamentu Żyronda.
W Paryżu obrabowanych zostało kilka sklepów w okolicach placu Republiki, gdzie wcześniej odbyła się demonstracja. Relacjonujący wydarzenia dziennikarze telewizji BFMTV czy "Le Monde" oceniają, że nie widzieli takich sytuacji podczas wcześniejszych manifestacji.
Mer Paryża Emmanuel Gregoire potępił te akty grabieży i oświadczył, że "odwracają one uwagę od postulatów licealistów", którzy brali udział w protestach, wraz z innymi aktywistami.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.