Rodzinna wieś murem za Kołodziejczakiem. "Mówiłem, żeby nie szedł do Tuska, a teraz go zjedzą"
"Ktoś chciał wykosić Michała Kołodziejczaka? Za aferą mogą stać baronowie PSL. Chodzi o tych starych, wpływowych rolniczych bonzów. Dlaczego mieliby to zrobić? Bo PSL leci na dno w sondażach, więc jego działacze będą szukać miejsc na listach Koalicji Obywatelskiej, aby utrzymać wpływy i posady. Tymczasem Kołodziejczak, który kiedyś potrafił ściągnąć za sobą rolników, przestał być potrzebny Donaldowi Tuskowi. No to trzeba go wykosić. A jak? Wykorzystać kobiety, które zostały przez niego odrzucone".
Taką interpretację afery wokół Michała Kołodziejczaka usłyszeliśmy w rodzinnej jego wsi Orzeżyn w woj. łódzkim. Przedstawia ją Paweł, znajomy polityka jeszcze z czasów szkolnych. Rozmawiamy podczas jazdy ciągnikiem przy opryskiwaniu kilku hektarów kapusty. Rozmówca opowiada, że zazwyczaj podczas wielogodzinnej pracy traktorem słucha audycji politycznych w radiu, a choć nie ma dowodów na spisek, to tylko takie wyjaśnienie przychodzi mu do głowy.
Mieszkańcy miejscowości mają teraz dwa główne tematy. Pierwszy to trwające zbiory kapusty, jednego z najważniejszych lokalnych produktów. Drugi – polityczno-obyczajowy skandal, w który uwikłany jest człowiek stąd, znany w okolicy od lat.
WIDEO
"Nie dowierzają relacjom". Rozmawialiśmy z sąsiadami Kołodziejczaka
WIDEO
Przypomnijmy, że w piątek dwie byłe współpracownice Michała Kołodziejczaka oskarżyły go m.in. o agresję, przemoc i groźby. Poseł zaprzecza i mówi o pomówieniach. Klub KO zawiesił go w prawach członka, a warszawska prokuratura z urzędu wszczęła czynności sprawdzające. Do akcji wkroczył detektyw Krzysztof Rutkowski, który złożył doniesienie w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Portal Zero przedstawił nowe relacje kobiet skarżących się na polityka. Jedna z nich twierdzi, że podczas kontaktu seksualnego w jej obecności zażywane były narkotyki, a polityk groził jej śmiercią, jeśli o tym powie.
Rodzinna wieś w szoku. "To nie jest Michał, którego znamy"
Znajomi Michała Kołodziejczaka, z którymi rozmawiamy, nie dowierzają relacjom mediów. Twierdzą, że opisywane zachowania nie pasują do charakteru człowieka, którego osobiście znają. Nie chcą jednak występować przed kamerą.
– Narkotyki nie pasują mi do Michała. W młodości, lata temu, objechaliśmy wszystkie okoliczne dyskoteki. Były testowane wszystkie używki świata, a Michał zawsze był z boku. Trudno mi uwierzyć, że człowiek, którego znam, mógł się tak zmienić – mówi Paweł. Zaraz jednak dopuszcza inną możliwość: – Chyba że zmieniła go warszawska polityka, pobłądził.
Wspomina też o kobietach, które oskarżają byłego wiceministra. – Nie ma nic gorszego niż odrzucona kobieta – dodaje.
W nieoficjalnych rozmowach mieszkańcy sugerują, że polityk mógł paść ofiarą rozgrywek politycznych. – Jest mi go zwyczajnie szkoda. Michał taki nie jest, jak wynika z tej afery. A teraz pojawiają się kobiety, narkotyki. Tutaj cierpi rodzina, mają zniszczone życie – mówi Izabela, również znajoma Kołodziejczaka.
Rolniczka razem z mężem i współpracownikami zbiera pory na polu. – I tak go podziwiam, że tam poszedł, że miał odwagę wejść do tej warszawskiej polityki. No ale teraz go zjedzą. Wiadomo, jaka potrafi być brudna polityka – dodaje rozmówczyni.
Marcin, kolejny rolnik z okolicy, również nie po raz pierwszy rozmawia z dziennikarzami o Kołodziejczaku. Jego pole znajduje się tuż przed wjazdem do Orzeżyna, dlatego reporterzy trafiają do niego, gdy w życiu polityka dzieje się coś ważnego. Rozmówca komentował więc protesty AgroUnii za czasów PiS, późniejsze wejście Kołodziejczaka na listę wyborczą Koalicji Obywatelskiej, a teraz WP przyjeżdża, pytając o aferę obyczajową.
– To w ogóle do Michała nie pasuje. Mam na myśli zachowania, które zarzucają mu kobiety. Słuchałem tych nagrań z portalu Zero i dla mnie to brzmi jak coś zmontowanego – podejrzewa. – Przecież to jest mój sąsiad. Do szkoły razem chodziliśmy. Z moją siostrą chodził do klasy. No to ja go dobrze znam – dodaje.
Podobnie wypowiada się najbliższy sąsiad Kołodziejczaków. "Znam Michała od małego, nie wierzę w to" – słyszymy.
Trzy lata u boku Tuska. To koniec kariery?
W rozmowach pojawia się również wątek współpracy Kołodziejczaka z Donaldem Tuskiem. Rozmówcy w Orzeżynie pamiętają, jak we wrześniu 2023 r. na polu kapusty Kołodziejczaków odbyła się konferencja prasowa Tuska. Lider Koalicji Obywatelskiej powracał wtedy ze stanowiska w Brukseli "żeby ratować Polskę przed PiS".
"W tej kapuście ściskał się z Michałem Kołodziejczakiem", wówczas reprezentantem oburzonych rolników. Razem zapewniali, że będą bronić rolników przed złymi pomysłami partii PiS oraz UE. Michał ruszył w stronę wielkiej polityki u boku przyszłego premiera.
Według jednego z rozmówców Kołodziejczak nie dostał tego, co mu wtedy obiecano. W tej interpretacji afera staje się elementem politycznej rozgrywki, a jej skutki mogą wykorzystać zarówno PiS, jak i Konfederacja. – Był potrzebny na wybory, kiedy KO chciała głosów od rolników. Teraz, jak go nie potrzebują, to go wywalają. Trzeba zlikwidować i do widzenia – pada podczas rozmowy na polu.
Polityczne emocje w Orzeżynie widać na przystanku autobusowym. Kiedy Michał Kołodziejczak wszedł do rządu Donalda Tuska, ktoś namalował na nim napis "Tusk won". Przystanek został później odmalowany na szaro. Niedawno na nowej warstwie farby pojawił się kolejny polityczny napis: "Tylko Mentzen". Ktoś dopisał jednak słowo "NIE". Ostatecznie osoby wjeżdżające do wsi mogą przeczytać: "Tylko NIE Mentzen".
Rolnicy, z którymi rozmawiamy, przekonują, że w okolicy duże poparcie ma Konfederacja, w tym Konfederacja Korony Polskiej Grzegorza Brauna. W ich opowieściach nie brakuje nieufności wobec warszawskiej polityki i przekonania, że Kołodziejczak mógł paść jej ofiarą. Nikt nie ma jednak pewności, co rzeczywiście wydarzyło się za kulisami.
Mieszkańcy opowiadają, że Kołodziejczak był widziany w niedzielę na mszy w kościele, a przyszedł z bratem. Żony polityka od dawna nie widuje się we wsi. Według rozmówców, gdy polityk objął stanowisko w Warszawie, rodzina przeniosła się do stolicy. Kiedy byliśmy w gospodarstwie Kołodziejczaków, nikt nie otworzył drzwi do domu. Na podjeździe stały dwa samochody BMW, ale na podwórku nie było nikogo. Możliwe, że domownicy i pracownicy gospodarstwa byli w tym czasie w polu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.