Rosati punktuje prezydenta ws. TK. "To nie czasy królewskie"

W debacie publicznej regularnie powraca teza, że funkcja "strażnika konstytucji" daje prezydentowi szczególne uprawnienia do ingerowania w decyzje innych organów państwa. Mecenas Przemysław Rosati przypomina jednak, że art. 126 ustawy zasadniczej nie kreuje dla głowy państwa żadnej nadrzędnej roli orzeczniczej ani prawa do narzucania własnego rozumienia przepisów.
Najważniejsze informacje:
- Art. 126 konstytucji nie przyznaje prezydentowi kompetencji do wiążącego wykładania ustawy zasadniczej.
- Zgodność prawa z konstytucją oceniają Trybunał Konstytucyjny oraz sądy w ramach kontroli rozproszonej.
- Przemysław Rosati porównał koncepcję prezydenta jako ostatecznego arbitra prawa do modelu władzy królewskiej.
- Faktycznie w konstytucji jest taki zapis, że prezydent jest takim strażnikiem konstytucji. W dużym skrócie mówiąc. Ale proszę pamiętać o tym, że to nie jest jakiś przepis, który przewidywałby jakąś szczególną rolę albo jakiś specjalny tryb, który miałby dać prezydentowi prawo wiążącej interpretacji konstytucji. (...) Jeżeli popatrzymy na to całościowo, z punktu widzenia konstytucji, prezydent nie jest organem uprawnionym do interpretowania w sposób wiążący - tłumaczy prezes Naczelnej Rady Adwokackiej w programie "Newsroom" w Wirtualnej Polsce.
Kto może oceniać zgodność prawa z konstytucją?
Jak podkreśla prawnik, polski system ustrojowy precyzyjnie wskazuje instytucje powołane do oceny zgodności prawa i procedur z konstytucją. Rola ta została zastrzeżona wyłącznie dla wymiaru sprawiedliwości oraz organów sądownictwa konstytucyjnego, a nie dla przedstawicieli władzy wykonawczej.
- Taka interpretacja zawsze jest zastrzeżona dla organów, które mają charakter organów sądowych, czyli np. Trybunał Konstytucyjny w ramach realizacji swoich kompetencji lub tzw. rozproszona kontrola konstytucyjności, która może być realizowana przez każdy sąd przy rozpatrywaniu poszczególnych spraw. W związku z tym w taki sposób należy spojrzeć na zapis, który odnosi się do bycia strażnikiem konstytucji - wskazuje mec. Rosati w rozmowie z Pawłem Pawłowskim.
Próby przypisywania prezydentowi roli ostatecznego arbitra interpretującego prawo Rosati porównuje do anachronicznych modeli jedynowładztwa. W ustroju demokratycznym fundamentem pozostaje podział zadań pomiędzy niezależne od siebie instytucje, co uniemożliwia skupienie pełnej kontroli w ręku jednej osoby.
- Stawiając taką tezę, że prezydent jest strażnikiem konstytucji, to w istocie rzeczy nie byłyby potrzebne inne organy, bo wystarczyłoby, żeby był prezydent. Tego rodzaju myślenie nawiązuje tak naprawdę - przepraszam za pewne porównanie - do czasów królewskich, kiedy to wola władcy była jedyna i właściwa i nie były potrzebne żadne inne organy. Po to wymyślono systemy demokratyczne, żeby różne instytucje w ramach swoich kompetencji odpowiadały za określone obszary funkcjonowania polskiego państwa - zauważa prawnik.
Wybór sędziów TK należy do Sejmu
Zasada ta ma bezpośrednie zastosowanie do procedury obsadzania stanowisk w Trybunale Konstytucyjnym. Ustawa zasadnicza wprost powierza to zadanie Sejmowi, nie przewidując dla prezydenta kompetencji do weryfikowania czy recenzowania wyboru dokonanego przez posłów.
- Jeżeli konstytucja przewiduje, iż w procedurze wyboru sędziego bierze udział tylko Sejm, a nie bierze prezydent, to też ta sprawa jest w sposób jednoznaczny przesądzona. Ja mogę powtórzyć: w samej konstytucji nie ma żadnych zapisów, aby pan prezydent (...) był uprawniony do brania udziału w procedurze wyboru czy też kontroli dokonanego uprzednio wyboru, jeżeli chodzi o sędziów Trybunału Konstytucyjnego - podsumowuje Przemysław Rosati.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.