Kontrowersje wokół "księdza z osiedla". "Ma przełożonych, których powinien słuchać"
Władze polskiej prowincji zakonu salwatorianów ogłosiły, że na ich polecenie jeden z najpopularniejszych księży w naszym kraju zostanie przeniesiony do innej parafii. Chodzi o ks. Rafała Główczyńskiego – znanego w sieci jako "ksiądz z osiedla".
Przyczyny nagłego "transferu" nie są znane. Salwatorianie w swoim oświadczeniu twierdzą, że to normalny ruch kadrowy, z którym księża muszą się liczyć. Przełożeni zakonu podkreślają, że wobec ks. Główczyńskiego "brak jest jakichkolwiek zastrzeżeń natury moralnej czy finansowej". "Ks. Rafał pozostaje księdzem i zakonnikiem w dobrej opinii i cieszącym się pełnią praw" – dodają.
Według zakonu ksiądz o przenosinach pod Wrocław wiedział od marca. Początkowo miały nastąpić 1 lipca. Na jego prośbę odłożono je jednak do końca października.
"Wkur****em się!" – odpowiada ks. Główczyński. W opublikowanym w czwartek w mediach społecznościowych stanowisku katolicki influencer ostro krytykuje oświadczenie swoich zakonnych przełożonych, które dotyczy okoliczności jego przeniesienia. Zarzuca im, że przez wiele miesięcy nie wspierali realizowanych przez niego inicjatyw dla młodzieży, a po ogłoszeniu decyzji o przenosinach przedstawili nieprawdziwy obraz sytuacji. Duchowny zapowiedział publikację korespondencji i dokumentów mających przedstawić jego wersję wydarzeń oraz organizację konferencji prasowej po święcie Wszystkich Świętych. Zadeklarował również, że mimo podporządkowania się decyzji przełożonych i przeprowadzki do Trzebnicy "nie zamierza milczeć".
Ksiądz miał konto na OnlyFans
"Ksiądz z osiedla" w trakcie pandemii COVID-19 wyrósł nie tylko na jednego z głównych ewangelizatorów w polskim internecie. W Warszawie przy ulicy Żurawiej stworzył klubokawiarnię "Cyrk Motyli". Wyróżnia ją to, że za produkty klienci płacą tu "co łaska", a obsługa to młodzież pracująca charytatywnie. W zamian za takie poświęcenie ksiądz z młodymi jeździ na ewangelizacyjne wyjazdy na południe Europy.
W ostatnich miesiącach zbierał pieniądze na zakup barki rzecznej i uruchomienie domu rekolekcyjnego na Maderze.
40-letni salwatorianin część co bardziej konserwatywnych wiernych szokuje młodzieżowym językiem, jakim się posługuje, oraz nietypowymi sposobami na dotarcie do młodych i zbieranie pieniędzy na swoje inicjatywy. W bieżącym roku wystąpił on w telewizyjnym reality show dla celebrytów "The Traitors. Zdrajcy" w stacji TVN. Rok temu "Ksiądz z osiedla" założył z kolei konto na platformie OnlyFans.
Ta strona służy w większości wypadków do sprzedawania fanom treści erotycznych. Ksiądz chciał tam głosić treści ewangelizacyjne, ale po fali krytyki zamknął konto po kilkunastu dniach od jego założenia.
Przenosząc się pod Wrocław, ksiądz Rafał Główczyński wszystkie swoje fizyczne biznesy w stolicy musi zamknąć lub liczyć, że poprowadzi je teraz ktoś inny. Dlatego w internecie bardzo wiele osób sugeruje, że salwatorianin padł ofiarą swojego sukcesu.
"Ksiądz stał się taką gwiazdą, że przełożeni poczuli się zagrożeni i postanowili mu zawczasu pokazać miejsce w szeregu" – piszą fani księdza. Kolejni zauważają, że pomysły księdza z każdym kolejnym tygodniem stawały się coraz bardziej śmiałe. Zwłaszcza ten z otwarciem domu rekolekcyjnego na Maderze. Zakon podkreśla bowiem że nie wydał zgody na zakup nieruchomości na Maderze, a wręcz tego zakazał.
Terlikowski: tak naprawdę niewiele wiemy
Czy przykład 40-letniego salwatorianina po raz kolejny pokazuje, że hierarchowie polskiego Kościoła nie radzą sobie z duchownymi, którzy wybijają się ponad przeciętność?
Historia "księdza z osiedla" nieco przypomina niedawne zamieszanie wokół proboszcza Józefa Zborka usuniętego z parafii w Grojcu pod Oświęcimiem, sprawy księdza Wojciecha Lemańskiego, zakazu publicznych wypowiedzi nałożonego przed laty na ks. Adama Bonieckiego, czy krytyki kościelnych hierarchów w sprawie niektórych wypowiedzi siostry Małgorzaty Chmielewskiej.
Zdaniem Tomasza Terlikowskiego, publicysty katolickiego i stałego komentatora Wirtualnej Polski, na razie jest za wcześnie, by jednoznacznie oceniać tę sytuację.
– Mamy zbyt mało potwierdzonych informacji, by wydawać wyroki – mówi Tomasz Terlikowski. – Z jednej strony jest bowiem ksiądz. Młody, charyzmatyczny, ale działający bardzo niestandardowo i czasem być może samowolnie. A to jest ksiądz zakonny. On ma obowiązki, które musi wykonywać i ma przełożonych, których powinien słuchać – tłumaczy.
Jak dodaje ekspert, być może nigdy nie dostaniemy do końca jasnego wyjaśnienia, co tak naprawdę w przypadku "księdza z osiedla" zdecydowało o jego przeniesieniu.
– Sam ksiądz za kilka dni obiecał przedstawić dowody w sprawie. Ale te dowody będą na jego korzyść. By sprawa była jasna, druga strona musiałaby pokazać dowody na swoje racje. Bardzo wątpię, by salwatorianie się na to zdecydowali – kończy Tomasz Terlikowski.
Ostatecznie może się okazać, że ksiądz Główczyński faktycznie został przez swoich przełożonych niejako "sprowadzony na ziemię", bo działając wśród młodzieży w sieci i klubokawiarniach, zapomniał o bardziej przyziemnych obowiązkach.
Wypomina mu to (także w internecie) ksiądz Konrad Nowak, salwatorianin pracujący w Warszawie. W swoim wpisie twierdzi on, że "ksiądz z osiedla" się zagalopował i często zawalał obowiązki w kościele (np. grafik dyżurów w konfesjonale), bo wracał na plebanię późno w nocy lub z samego rana pędził na wywiad do telewizji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.