Czy to on będzie nowym Jamesem Bondem? Zostało trzech kandydatów
"Wichrowe wzgórza" reż. Emerald Fennell (zwiastun 2.)
Źródło wideo: Warner Bros. Pictures
Źródło zdj. gł.: Tolga Akmen/EPA/PAP
Oficjalne ogłoszenie nazwiska odtwórcy roli nowego agenta 007, Jamesa Bonda, ma nastąpić na przełomie października i listopada, czyli lada moment. Od końca sierpnia trwały nieustannie nagłaśniane castingi, z których "kontrolowane przecieki" krążyły w branżowych mediach.
Duet Elordi-Lowden, który dotarł do finału (trzeci kandydat pozostaje nieznany, choć mówi się o Jacku Bartonie), co najmniej od dwóch miesięcy był na szczycie listy kandydatów do roli.
Byłoby bardzo dziwne, gdyby żaden z nich nie okazał się nowym Bondem.
Co wiadomo o kandydatach na nowego Jamesa Bonda?
Dawny krytyk "Variety", a dziś czołowy "insider" hollywoodzkiej branży, Jeff Snider, twierdzi, że nowym Bondem ma zostać Jacob Elordi. I faktycznie od kilku dni to on także jest faworytem bukmacherów za oceanem.
Jacob Elordi
Źródło zdjęcia: Tolga Akmen/EPA/PAP
Kinomanom mierzącego 196 cm wzrostu Australijczyka przedstawiać nie trzeba. Gdyby nowi producenci Bonda mieli kontynuować "linię obsadową" rodu Broccolich, Elordi odpadłby jednak w przedbiegach. Jest bowiem dziś jednym z najgorętszych nazwisk Hollywood, a najważniejszym warunkiem, który musiał spełniać przez dekady nowy Bond była jego niewielka rozpoznawalność - to rola agenta 007 miała uczynić go znanym na świecie.
29-letni Elordi, po rolach w przeboju HBO "Euforia", tytułowej we "Frankensteinie" Guillermo del Toro, a wreszcie w "Wichrowych wzgórzach" Emerald Fennell z całą pewnością nie spełnia tego warunku.
Jeśli Elordi zostanie Bondem, będzie drugim Australijczykiem w historii, który wcieli się w agenta 007. Pierwszym był George Lazenby uważany przez część krytyków i widzów za najsłabszego Bonda w historii
Jack Lowden - drugi Szkot w historii jako Bond?
Główny rywal Elordiego - 36-letni Szkot, Jack Lowden - nie może pochwalić się równie dużą rozpoznawalnością, ale też trudno nazwać go nową twarzą kina. Rola w serialowym hicie "Kulawe konie" u boku Gary'ego Oldmana uczyniła go bardzo popularnym. To zresztą serial brytyjski opowiadający nomen omen o dysfunkcyjnej grupie... agentów MI5, którym kiedyś powinęła się noga i teraz muszą "odwalać" czarną robotę. Oldman gra ich aroganckiego i odpychającego, a jednak genialnego w robocie zwierzchnika.
Jack Lowden to główny rywal Jacoba Elordiego i faworyt Brytyjczyków
Źródło zdjęcia: Chris Chew/Newscom/PAP
O Lowdenie zrobiło się głośno, gdy właśnie Oldman powiedział w sierpniu w wywiadzie, że jego kolega z planu... został już wybrany Bondem, tylko tego jeszcze nie ogłoszono. Było to jak wybuch bomby, jednak wkrótce aktor wycofał się z tego, mówiąc, że źle go zrozumiano i że trzyma za Lowdena kciuki.
Znamienne, że w Wielkiej Brytani w zakładach bukmacherskich dziś wygrywa właśnie Lowden, co chyba nikogo nie dziwi. Gdyby faktycznie został Bondem, byłby drugim Szkotem w tej roli. Pierwszym był oczywiście niedościgniony Sean Connery.
Jeśli tajemniczym trzecim kandydatem, jak donosi Jordan Ruimy z "World of Reel" jest faktycznie Brytyjczyk, Jack Barton, wedle dawnych standardów on właśnie miałby największe szanse. Jest bowiem niemal nieznany poza krajem.
Co o nowym Bondzie mówią jego twórcy?
Jak wiadomo za reżyserię nowych przygód agenta 007 odpowiada twórca "Diuny" i "Blade Runner 2049" Denis Villeneuve. Scenariusz do filmu pisze natomiast Steven Knight, mający na koncie takie przeboje jak "Peaky Blinders", "Wielkie nadzieje" czy "Spencer". Ten duet ma szansę stworzyć agenta 007 jakiego dotąd nie znaliśmy.
Z kuluarów docierają sygnały, że nowi producenci szukają balansu i zapowiadają powrót do dawnej klasy i elegancji agenta 007. Ponoć koniec ze zniszczonym życiem Bondem w typie Craiga o wyglądzie "boksera ze Wschodniej Europy". Nowy Bond ma być znowu nienagannie ubrany, błyskotliwy i pewny siebie. Czyli dokładnie taki, jak pierwszy i dla wielu wciąż najlepszy odtwórca tej roli - Sean Connery.
Denis Villeneuve ma stworzyć nowego Bonda, ale też sięgnąć do jego korzeni
Źródło zdjęcia: Avalon/PAP/EPA
Denise Villeneuve w rozmowie z "The Telegraph" już dawno mówił też o odmłodzeniu Bonda, a także o tym, że szuka aktora w okolicach trzydziestki (Elordi ma 29 lat). Chodzi o to, by film mógł zapoczątkować nową serię, co najmniej na kolejną dekadę.
Villeneuve słynie z zamiłowania do monumentalnych kadrów i gęstej atmosfery. Nieoficjalnie mówi się, że z Bondem ma zrobić to, co zrobił z "Diuną" - zamienić go w wizualne arcydzieło z psychologicznie przekonującą fabułą, a nie w klasyczny "akcyjniak". Byłaby to kompletnie nowe otwarcie słynnej, filmowej serii.
I może właśnie w nowym otwarciu, a zarazem w powrocie do korzeni, tkwi klucz do długowieczności tej filmowej legendy.
Źródło: "World of Reel", "The Telegraph", Deadline, tvn24.pl
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.