The Jerusalem Post'Israel needs its supporters to be here': Paraguay’s ambassador seeks lasting tiesESPNSummer transfer window bargains: Karetsas, Yohanna, Mora and moreBollywood HungamaAjay Devgn begins shooting for untitled horror thriller; reunites with Shaitaan makers Panorama StudiosDaily MaverickA prison sentence should never become a death sentenceוואלה"ערוכים בהגנה הגבוהה ביותר": דריכות בישראל מפני מתקפת פתע איראניתUN News‘Fight for humanity’: Avoiding a climate catastrophe means acting nowInquirer EntertainmentMartin Nieverra, Jed Madela admit ‘fear’ in performing Ryan Cayabyab’s songsRTP DesportoTransferências: Históricos espanhóis e italianos permeiam domínio inglêsInquirerCaraga cops plant trees to mark Crime Prevention WeekScreen RantStar Trek: Voyager Equinox Officially Releases September 2026Il Fatto QuotidianoVigevano, trovato morto il 24enne vittima di insulti omofobi due settimane faColliderPrime Video Officially Revives Gerard Butler’s Hit Action Thriller
The Daily Newsstand · Free, Always
Wednesday, September 2, 2026

Runął cały plan na ożywienie Unii. Tymczasem inny sojusz rośnie w siłę

Translate

Cały plan runął. W Brukseli planowano najpierw przyjąć do ekskluzywnego klubu Islandię. Następnie przeprowadzić rozszerzenie Unii Europejskiej na Bałkanach.

Ostatnio rozszerzenie miało miejsce w 2013. Od czasów Chorwacji do Unii nikomu się dołączyć nie udało, chociaż chętnych nie brakuje. W związku z wojną wśród krajów aspirujących na pierwszy plan wysuwają się Ukraina i Mołdawia.

Jednakże w całej Europie Zachodniej entuzjazm do rozszerzania opadł. Choćby biznes lobbował za kolejnymi rozszerzeniami, aby pozyskać rynki zbytu, obywatele Francji czy Niemiec wcale się do tego nie palą. Nie widzą bezpośrednich korzyści. Wielka polityka międzynarodowa ich nie obchodzi. Chcą bezpośredniej troski o nich samych.

Na tych emocjach społecznych najlepiej surfują politycy pokroju Marine Le Pen czy teraz w Saksonii-Anhalt pan Ulrich Siegmund z AfD. Inna sprawa, czy są w stanie w ogóle spełnić wielkie oczekiwania wyborców. Lista składanych obietnic rośnie do granic niemożliwości. Być może jednak wystarczy, że po zdobyciu władzy wywołają serię medialnych awantur. To akurat jest gwarantowane.

I właśnie dlatego w Brukseli oczekiwano pozytywnego sygnału z Islandii. W kuluarach mówiono coś, o czym publicznie się raczej dyplomatycznie milczy. Oto do UE, jak słyszałem, miał wreszcie dołączyć "kraj bogaty", a nie znów jeden z "krajów biednych".

Rejkiawik potwierdziłby tym samym, że w dobie neoimperialnych ambicji USA, Chin i Rosji - "miękka siła" Unii nadal działa. Że alternatywny projekt układania świata nadal działa jak magnes. I oto klapa. W sobotę Islandczycy odrzucili w referendum wznowienie negocjacji w sprawie przystąpienia do UE. 52,8 proc. odpowiedziało "nie".

Projekt UE przestał być atrakcyjny dla przeciętnych obywateli zamożniejszych krajów Europy

Nic się nie stało?

Szlag człowieka trafia, gdy słyszy unijną wersję polskiego: "Europejczycy, nic się nie stało". Czytam, że przecież utrzymano status quo w relacjach z Islandią. Albo że to tylko rybacy byli przeciw. I że warto Islandię namawiać do ponownego głosowania.

A właśnie, że stało się - i to z powodów, o których trzeba pisać. Projekt UE przestał być atrakcyjny dla przeciętnych obywateli zamożniejszych krajów Europy. Nie marzą o dziedzictwie Jacques'a Delorsa po nocach. Oni nie opowiadają dzieciom i wnukom bajek o świetlanej przyszłości UE. Do uszu potomstwa wpada łatwiej czasem uzasadniona, ale często kompletnie niesprawiedliwa czy wręcz idiotyczna krytyka Brukseli (za coś, za co nie odpowiada).

Nie powinno także przejść niezauważone, że w referendum lanie na Islandii dostał rząd technokratów o lewicowym odcieniu. I że w głosowaniu dyskutowano o tym, czy warto wysyłać sygnał, który USA Donalda Trumpa odczytać mogą nieprzychylnie. Większość uznała, że nie.

Anty-Zachód rośnie

Przypadek sprawił, że jednocześnie triumfalnie obchodzono 25-lecie Szanghajskiej Organizacji Współpracy. To forum współpracy, którego animatorem są oczywiście Chiny. Ono rozszerza się bez problemu. Obok Xi Jinpinga zawsze znajdziemy prezydenta Władimira Putina i Kim Dzong Una. Obecnie na spotkaniach bryluje także Narendra Modi.

Początkowo był to klub, do którego co do zasady nie zaprasza się Amerykanów i Europejczyków. I znów nie powinno się zaprzeczać rzeczywistości. Atrakcyjność niedemokratycznego klubu przecież rośnie. Nie powinno ujść naszej uwadze, że na szczycie w Biszkeku reprezentowany jest kraj, z którym sąsiadujemy, czyli Białoruś. Znajdziemy tam nawet Turcję, która formalnie jest członkiem NATO.

Można podziękować nierozumnej polityce Donalda Trumpa, który od 2025 zdążył zrazić do siebie niemal wszystkich, wrogów, rywali i sojuszników. Nic dziwnego, że SOW zasilają obecnie kraje, które - eufemistycznie rzecz biorąc - nie darzą siebie miłością, jak Iran oraz Arabia Saudyjska czy Pakistan i Indie.

Co ciekawe, w czasie, gdy Trump drze koty z Europą czy Kanadą, kraje Szanghajskiej Organizacji Współpracy chcą prezentować siebie jako antyzachodnie. Poprzez wskazanie swojego wroga czy konkurenta utrzymuje się złudzenie jedności interesów. I to, jak widać, wystarcza.

Dla nich zaskakująco potrzebne jest utrzymywanie fikcji o jedności Zachodu. One chcą zmieniać świat, rozepchnąć się, dopiero potem zobaczy się, co z tego wyniknie. Wytykanie krajom SWO bycia wydmuszką, narracyjnych niekonsekwencji czy instytucjonalnej słabości zatem trafia kulą w płot. Rzecz w tym, że najważniejszy jest wspólny wróg.

Uczestnicy forum - jak z zachowaniem proporcji narodowi populiści w UE - chcą osłabić czy zdemolować obecny układ sił międzynarodowych. Iran ma tam swój mocny głos.

W tym samym czasie magnetyzm UE słabnie, a atrakcyjność SWO ewidentnie rośnie. Właśnie dlatego - w związku z referendum islandzkim - nie powinniśmy udawać, że nic się nie stało.

"Polityczny WF": Braun jest w swoim piku? Co dalej z jego sondażami INTERIA.PL


View the original on Interia

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.