Niebezpieczny manewr na orbicie. "Kreml nas testuje"
O krytycznym rozwoju sytuacji poinformował m.in. w portalu X dziennikarz Hubert Kijek, powołując się na analizy cenionego holenderskiego obserwatora satelitów Marco Langbroeka. Z jego wyliczeń wynika, że rosyjska maszyna wojskowa znalazła się w bezpośrednim sąsiedztwie urządzenia ICEYE i może podejść do niego jeszcze bliżej.
"Na naszych oczach Kreml testuje nas na orbicie. Rosyjski satelita wojskowy KOSMOS 2612 jest w tej chwili 1–2 km od ICEYE-X36 (...). To bardzo niepokojące" – relacjonuje Kijek, przytaczając komentarz znanego astrofizyka Jonathana McDowella.
Jak podkreśla McDowell, manewr ten przechodzi do historii astronautyki z niepokojącego powodu: jest to pierwszy w historii przypadek spotkania dwóch aktywnych satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej bez zgody i wiedzy właściciela jednego z nich.
O ile tego typu precyzyjne operacje przeprowadza się rutynowo w misjach serwisowych, o tyle zamiary Rosjan budzą uzasadniony niepokój analityków – eksperci nie wykluczają próby sabotażu, uszkodzenia sprzętu lub wrogiego rekonesansu technologicznego.
Niepokojące ruchy rosyjskiego satelity
Zagrożony obiekt – ICEYE-X36 – to zaawansowany satelita wyposażony w radar z syntetyczną aperturą, należący do spółki ICEYE. Założona m.in. przez Polaka Rafała Modrzewskiego firma dysponuje największą na świecie komercyjną konstelacją maszyn tego typu.
Dostarczane przez nią obrazy radarowe, niewrażliwe na zachmurzenie czy porę dnia, mają strategiczne znaczenie: wykorzystuje je polska armia, a dla Sił Zbrojnych Ukrainy są kluczowym narzędziem przy precyzyjnym namierzaniu rosyjskich celów militarnych w głębi terytorium agresora.
Sygnały ostrzegawcze pojawiły się już kilka dni wcześniej. Firma analityczna Integrity ISR, pracująca m.in. dla sił powietrznych USA, ujawniła, że Kosmos 2612 przez dwa tygodnie wykonywał serię bardzo precyzyjnych i wysoce paliwożernych manewrów, których celem było wejście na tę samą trajektorię co satelita ICEYE.
– Dopasowanie płaszczyzny i kształtu orbity to najtrudniejsza część i nie jest to przypadkowe – podkreślał w rozmowie z PAP Greg Gillinger, wiceprezes Integrity ISR ds. strategii i rozwoju.
Rozpoznanie, zakłócenia czy uderzenie kinetyczne?
Początkowo analitycy szacowali, że do maksymalnego zbliżenia maszyn – wówczas oddalonych od siebie o nieco ponad 400 km – dojdzie dopiero pod koniec października. Rosyjski satelita wykonał jednak manewry szybciej, niż prognozowano.
Choć wyposażenie i dokładne ładunki Kosmosa 2612 są tajne, historia jego lotu dowodzi ogromnych zdolności manewrowych. Jak zaznaczał Gillinger, z zajętej pozycji Moskwa może prowadzić wobec aparatu X-36 działania "rozpoznawcze, niekinetyczne (np. zakłócanie elektroniczne) lub kinetyczne". Na ten moment nie ma pewności, czy satelita ICEYE ma wystarczający zapas paliwa, aby bezpiecznie uciec przed manewrującym intruzem.
Eksperci zwracają uwagę, że nie jest to odosobniony incydent, a element szerszej operacji. Kosmos 2612 to jeden z pięciu rosyjskich aparatów, które już w maju ustawiały się w linii z X-36. Równolegle analitycy obserwują rosyjskie satelity Kosmos 2611 i 2613, których orbity niebezpiecznie zbliżają się do bliźniaczej maszyny ICEYE – X-37. Kolejne próby podejścia do europejskich urządzeń mogą nastąpić 6 i 17 listopada.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.