Uciekali przed pożarem w Chorwacji. Polak opowiedział, jak to wyglądało
- Ogień pojawił się nagle w rejonie miasta Omisz na południu Chorwacji, wymuszając błyskawiczną, masową ewakuację ponad dwóch tysięcy ludzi.
- Wśród kilkudziesięciu poszkodowanych znalazło się czterech obywateli Polski, w tym jedna osoba, która trafiła na oddział intensywnej terapii.
- O dramatycznych kulisach nocnej ucieczki przed płomieniami zrelacjonował na antenie TVN24 polski turysta.
Południe Europy po raz kolejny tego lata zmaga się z destrukcyjnymi skutkami ekstremalnych temperatur. W czwartek wieczorem gigantyczny pożar wybuchł na południu Chorwacji, w rejonie popularnego turystycznie miasta Omisz. Sytuacja bardzo szybko wymknęła się spod kontroli strażaków, zmuszając lokalne władze do przeprowadzenia natychmiastowej, masowej ewakuacji przeszło dwóch tysięcy osób.
W wyniku kontaktu z żywiołem kilkadziesiąt osób odniosło obrażenia. Rzecznik polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Maciej Wewiór oficjalnie poinformował, że ogień dotknął bezpośrednio również obywateli naszego państwa.
"To była wręcz wichura". Relacja Polaka z ucieczki
Jedną z tysięcy osób ewakuowanych z Omisza był Dawid Kierczak, polski dziennikarz, który przebywał tam na wakacjach z rodziną. Jego apartament znajdował się zaledwie kilkaset metrów od epicentrum rosnącego pożaru. W rozmowie na antenie telewizji TVN24 mężczyzna ze szczegółami zrelacjonował przebieg dramatycznych i niezwykle nerwowych wydarzeń z czwartkowego wieczoru.
- Wszystko działo się naprawdę błyskawicznie. Kiedy tylko wyszliśmy popływać w basenie wieczorem, poczuliśmy zapach jakby grilla. Zobaczyłem tylko czerwoną łunę nad apartamentem. Wszystko się wtedy zaczęło, pobiegłem sprawdzić, co się dzieje - relacjonował na antenie Dawid Kierczak.
Kiedy polski turysta wszedł na pobliskie wzgórze, dostrzegł, że zbliżające się do budynków płomienie są już o krok, a na dole zaczęły pojawiać się liczne pojazdy służb ratunkowych.
- Zbiegłem na dół. Zadzwoniłem do rodziny, która była w apartamencie, żeby się pakowali, a ja tam zaraz przybiegnę. No i spakowaliśmy się, de facto już byliśmy spakowani. To poszło z naszej strony błyskawicznie - opowiadał mężczyzna o pierwszych chwilach ewakuacji.
Korek i płonące na drodze samochody
Rodzinie dziennikarza udało się bezpiecznie uciec, ale jak zaznaczył w wywiadzie, osoby, które wyjechały ze swoich apartamentów zaledwie kilka minut później, znalazły się w śmiertelnej pułapce. Ogień szybko odciął niektóre drogi ucieczki, a drogi ewakuacyjne natychmiast się zakorkowały. Część turystów musiała w panice porzucać swoje samochody, by ratować życie, ponieważ wybuchający wokół pożar zaczął trawić utknięte w korkach pojazdy.
Polak zwrócił uwagę, że ogromnym i w zasadzie decydującym utrudnieniem w prowadzeniu jakichkolwiek działań ratunkowych była ekstremalna pogoda panująca tamtego wieczoru w Omiszu.
- Wiał potężny wiatr, to była wichura wręcz, czasami nie dało się po prostu ustać na nogach. To jest żywioł, tego się nie da tak łatwo okiełznać, strażacy nawet nie zajmowali się gaszeniem, tylko de facto ewakuacją osób - podsumował dramatyczną noc w Chorwacji Dawid Kierczak.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.