Nie tylko Iran kluczowy po wyborach w Izraelu. "Możemy zapomnieć o normalizacji"
Wciąż nie wiadomo, kto obejmie władzę w Izraelu. Wyniki wtorkowych wyborów parlamentarnych w tym kraju wskazują, że głosy wyborców podzieliły się bardzo równo, niemal idealnie na pół. Sprawia to, że między partiami mogą zacząć się targi i próby układania koalicji.
Blok urzędującego premiera Benjamina Netanjahu uzyska 54 mandaty w Knesecie, a opozycja 49 – wynika z danych Centralnego Komitetu Wyborczego (CEC) po przeliczeniu ponad czterech milionów głosów. Wciąż jednak nie przeliczono wszystkich.
WIDEO
Wybory w Izraelu. Oto, co mówi się na ulicy
WIDEO
O tym, co może się stać w kraju będącym "bramą Bliskiego Wschodu" rozmawiamy z pułkownikiem Michaelem Milshteinem, emerytowanym oficerem izraelskiej armii i wywiadu wojskowego. Obecnie Milshtein jest szefem Departamentu Spraw Palestyńskich w Centrum im. Mosze Dajana na Uniwersytecie w Tel Awiwie.
Wciąż nie policzono głosów żołnierzy
Milshtein rozpoczyna od wskazania, że choć policzono już prawie wszystkie głosy, to wciąż czekają na proces zliczania głosów ok. 600 tys. osób. Głównie izraelskich żołnierzy. Realne wyniki będziemy znali, jak mówi Milshtein, około piątku.
Ale na ten moment nie ma jednoznacznego zwycięzcy. Żadne z ugrupowań ani Netanjahu, ani jego główny kontrkandydat, Gadi Eisenkot, nie osiągnęło dość poparcia, by stworzyć samodzielnie rząd.
Jak mówi oficer, na stole są więc trzy główne scenariusze. W jednym z nich pobrzmiewa echo kolejnych działań zbrojnych, na linii Izrael – Iran.
Koalicja, wybory albo kolejna wojna
Pierwszy, jak mówi Wirtualnej Polsce Izraelczyk, zakłada nawiązanie przez Gadiego Eisenkota jakiejś formy współpracy z partiami arabskimi. Te mogą wnieść do Knesetu od 17 do 19 parlamentarzystów. Byłby to dla Eisenkota trudny, ale możliwy sojusznik.
– Mogą razem utworzyć coś w rodzaju koalicji, by zastąpić Netanjahu. Bardzo niestabilnej, na pół roku, może rok, ale nie dłużej – mówi WP Milshtein.
Drugi przedstawiony przez niego scenariusz zakłada utworzenie rządu jedności narodowej, być może pod naciskiem Trumpa. Sam Milshtein zastrzega, że jest on mało prawdopodobny, ale nie wyklucza, że dwaj rywale mogliby połączyć siły, choć Eisenkot zastrzegał, że nie chce współpracować z Netanjahu.
Mogliby z nimi współpracować także Jair Lapid i Naftali Bennett, choć – jak mówi nasz rozmówca – niechętnie. Nie mają też żadnego zaufania do urzędującego premiera.
Wreszcie scenariusz numer trzy zakłada kolejne wybory na przestrzeni kilku tygodni lub miesięcy.
Iran na celowniku?
Inna sprawa, że sednem problemu jest to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie w szerszym kontekście. Jak mówi Michael Milshtein, jest w kręgach rządowych Izraela plan, może nie ataku na pełną skalę, ale podjęcia bardziej agresywnych działań wobec Iranu. I to mogłoby się wydarzyć między obecnymi wyborami a ewentualnie – następnymi.
Izraelskich polityków męczą też inne pytania: o Liban, Strefę Gazy i działania izraelskie w Syrii. Być może, jak mówi ekspert, wmiesza się w to wszystko Donald Trump, który czekał na wyniki wyborów, a teraz zechce podjąć bardziej zdecydowane działania we wszystkich trzech wymienionych obszarach.
Może on dążyć, jak przekonuje nasz rozmówca, do próby ustanowienia nowego ładu na tych terenach, może z rozmieszczeniem w regionie wojsk nie tylko izraelskich. I mogłoby się tak stać nawet przed ewentualnymi kolejnymi wyborami parlamentarnymi, czyli na przestrzeni kilku miesięcy.
Gorsze relacje z państwami arabskimi
– Wydaje mi się, że jeśli Benjamin Netanjahu utworzy rząd podobny do obecnej koalicji, to pójdziemy w stronę dalszych napięć ze światem arabskim – mówi Milshtein.
Wymienia także konkretne kraje, z którymi relacje mogą się pogorszyć: przede wszystkim Arabię Saudyjską, ale także Egipt i Jordanię.
– Możemy zapomnieć o normalizacji stosunków z nimi – mówi ekspert. Dodaje do tego Bahrajn i Zjednoczone Emiraty Arabskie.
Nie wróży to dobrze ewentualnemu pokojowi na Bliskim Wschodzie. A ten przekłada się na cały świat. Wciąż bowiem to Bliski Wschód jest głównym dostarczycielem ropy naftowej do krajów szeroko pojętego Zachodu.
W środę ceny ropy poszybowały w górę z powodu obaw o wznowienie amerykańskiej akcji zbrojnej w Iranie po najbliższych wyborach połówkowych w USA. Według maklerów nastroje na rynku kształtują obecnie również doniesienia o wyborach w Izraelu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.