Ogromny wyciek danych Polaków. Wiceminister zapewnia: nie krążą po sieci
Obecnie policja zabezpiecza i analizuje informacje, które mogły zostać przejęte podczas ataku na systemy MyDr. Jak zapewnił we wtorek w programie "Fakty po Faktach" wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski, z informacji posiadanych przez służby wynika, że zrabowane informacje nie zostały opublikowane.
— Co najważniejsze, te dane nie krążą po sieci — podkreślił przedstawiciel rządu.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Służby nadal weryfikują deklaracje włamywaczy i precyzyjnie ustalają zakres wycieku.
— Wiemy, że przedmiotem tego ataku padły numery PESEL, informacje dotyczące recept oraz notatki z wizyt lekarskich. Dlatego służby i NASK monitorują sieć, również strony używane do różnego rodzaju działań przestępczych, w poszukiwaniu informacji, czy te dane w tej chwili są ujawniane. Obecnie nie są — wyjaśnił Dariusz Standerski.
Wyciek obnażył jednocześnie powagę problemu na styku współpracy prywatnych przedsiębiorstw oraz luki w odpowiedzialności prawnej. Z systemów zaatakowanej firmy korzystało około 12 tys. podmiotów w Polsce, które formalnie pozostawały administratorami danych i ponosiły za nie odpowiedzialność, mimo że w praktyce informacje te znajdowały się u zewnętrznego usługodawcy. W związku z tym wiceminister zapowiedział pilne zmiany systemowe.
Nowe obowiązki dla podmiotów przetwarzających dane
Już w przyszłym tygodniu resort cyfryzacji ma przedstawić konkretne propozycje ustawowe. Zmiany mają na celu zwiększenie odpowiedzialności podmiotów masowo przetwarzających informacje oraz nałożenie na nie nowych obowiązków, bez względu na to, czy są formalnymi administratorami danych, czy tylko je przetwarzają.
Jak zaznaczył Dariusz Standerski, nowe przepisy obejmą te firmy, które obecnie "wymykają się rozwiązaniom, które zostały wprowadzone jeszcze kilka lat temu".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.