ESPN DeportesAsí vivimos Guardians vs. Rays, J1 Serie de CampeonatoPunchFalana questions ₦15tn coastal highway cost, warns against voter suppressionESPNSource: Dodgers' decision on Ohtani's status for G3 of NLCS hinges on healthThe Jerusalem PostElazar Yair Wilensky, 14, identified as student killed by Hezbollah ordnance explosion in NorthInquirer3 arrested in alleged illegal mineral exploration in Oriental MindoroCNN TürkKUVVETLİ GELİYOR | 13 EKİM HAVA DURUMU: Bugün Hava Nasıl Olacak? İstanbul, İzmir, Ankara Meteorolojik Son Durum!한겨레원전 8기 냉각용 바닷물 온도, 상한선에 2도 미만까지 육박ZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFUOLEnsaios da UE colocam os materiais de isolamento térmico sob escrutínioSözcüBankalarda yeni dönem sessiz sedasız başladıThe South AfricanSouthern African elephants bounce back as continent’s wildlife plungesגיקטייםמטא משיקה את מודל ה-AI המתקדם ביותר שלה וטוענת שהוא טוב יותר מקלוד ו-GPT Astra
The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, October 13, 2026

Paraliż Moskwy, rozmawialiśmy z mieszkańcami. "Sami się prosiliśmy"

Translate

Irina (imiona bohaterów na ich prośbę zostały zmienione - przyp. red.) z pewnym rozrzewnieniem wspomina początek wojny Rosji z Ukrainą. Wtedy największym problemem mieszkańców Moskwy wydawała się dostępność niektórych towarów. Nagle w sklepach zaczęło brakować bowiem niektórych ubrań.

- Kiedy wprowadzono sankcje i różne zachodnie marki zaczęły wycofywać się z biznesu w Rosji, miałam problem z kupieniem dżinsów - opowiada.

- Musiałam prosić pracującą ze mną koleżankę Białorusinkę, żeby przywiozła mi parę od siebie. Nagle okazało się, że Białoruś jest lepiej zaopatrzona niż nawet Moskwa - wspomina Irina.

Jak mówi, problem szybko się rozwiązał, ale równie szybko życie stało się coraz mniej znośne. Zwłaszcza dla takich osób jak ona, która była przerażona brutalną napaścią jej kraju na sąsiednią Ukrainę.

- Poziom nacjonalistycznej histerii był nie do wytrzymania. W pracy wiele osób prześcigało się w napastliwych komentarzach na temat Ukrainy, z dumą mówiło, że wreszcie zniszczymy faszystów z Kijowa - relacjonuje.

Nasza rozmówczyni szybko uciekła w pracę zdalną i w biurze stara się pokazywać tylko w razie konieczności.

- Dziś te same osoby, które wtedy chwaliły Putina za wojnę z Ukrainą, narzekają na spadające drony. Przeklinają też sytuację paliwową. A ci rozemocjonowani koledzy drżą, czy nie wezwą ich do wojska - uśmiecha się gorzko.

Ukraińskie drony w Moskwie. "Do ich dźwięku można się przyzwyczaić"

Nadieżda mieszka daleko od centrum Moskwy, za to niedaleko od przemysłowych obszarów miasta, w które mierzą ukraińskie drony.

- Na początku było ciężko, ale chyba już przywykłam - mówi Interii, pytana o to, czy czuje strach przed atakami z Ukrainy.

- Szybko nauczyłam się odróżniać dźwięk, który wydaje dron od tego, jaki wydają pociski obrony przeciwlotniczej. Znam też bardzo dobrze dźwięk pocisku strącającego dron - opowiada.

Irina też stara się przyzwyczaić, ale mówi, że to nie jest takie proste.

- Z dnia na dzień jest coraz gorzej - przyznaje, choć, jak mówi, rzadko widzi efekty ukraińskich ostrzałów.

- Raz szłam do pracy i widziałam płonący budynek. Kiedy zapytałam, co się stało, wszyscy przekonywali mnie, że to zwykły pożar. Od razu wiedziałam jednak, że to efekt ukraińskiego ostrzału Moskwy. Chyba spadł na niego pocisk obrony przeciwlotniczej - mówi.

Wysokie słupy ognia i gęste, ciemne chmury dymu unoszące się nad kompleksem przemysłowym z licznymi kominami, rozciągającymi się wśród terenów miejskich z widoczną zabudową i liniami energetycznymi na pierwszym planie.

Atak Sił Zbrojnych Ukrainy na MoskwęT.me/V_Zelenskiy_officialdomena publiczna


Jak mówią nasze rozmówczynie, jedyną receptą na grozę, która codziennie im towarzyszy, jest "wewnętrzna emigracja".

- W ogóle nie włączam telewizora, nie czytam żadnych informacji, odcinam się od tego całego syfu, jak tylko mogę. Inaczej byłoby trudno to przetrwać - zdradza Nadieżda.

Irina także odcina się od ponurej wojennej rzeczywistości. Zanurzyła się w świat swoich pasji. Dużo trenuje i uczy się grać na perkusji.

- Dzięki temu jakoś w miarę normalnie funkcjonuję. Gdybym czytała o tym, co się dzieje, chyba bym zwariowała - przyznaje Irina.

- Najbardziej irytują mnie ludzie, którzy się dziwią, że miasto jest pod obstrzałem. Co ich dziwi? Przecież sami się o to prosiliśmy - dodaje rozgoryczona Nadieżda.

Moskwa. Strach przed mobilizacją

Maksim urodził się w Moskwie i pracuje tu w jednej z korporacji.

- Jestem jedynakiem i moi rodzice całe życie się o mnie martwią. Do tej pory największą ich troską było to, że moja dziewczyna nie jest rodowitą Moskwiczanką. Gorzej, jest z Białorusi. Ciągle przeżywali, że jest ze mną tylko dlatego, że chce zahaczyć się w Moskwie i czyha na moje mieszkanie - śmieje się i dodaje, że na nic były tłumaczenia, że ma tu swoje lokum.

- Temat się jednak skończył, bo mają większy problem. Teraz główną ich troską jest to, że wezmą mnie do wojska i wyślą jako mięso armatnie na Ukrainę - stwierdza.

Sam zresztą przeżył niedawno chwile grozy. Kiedy ze swoją partnerką wyjechał na wakacje za granicę (nie chce zdradzić, dokąd), przyszło wezwanie z wojenkomatu - jak w Rosji nazywają się wojskowe komendy uzupełnień.

Grupa cywilów żegna młodego mężczyznę w mundurze wojskowym z dużym plecakiem, podczas gdy inni żołnierze i pracownicy w odblaskowych kamizelkach organizują się na rampie budynku.

Jesienią 2022 r. Putin ogłosił częściową mobilizację. Dziś wielu mieszkańców Rosji drży przed kolejnym przymusowym zaciągiemSefa KaracanAFP


- Długo zastanawiałem się, czy w ogóle wracać - mówi nam Maksim.

Po rozmowach ze swoją dziewczyną zdecydowali, że zaryzykują, bo wszystko i tak zostało w Moskwie. Do wojenkomatu szedł jednak z duszą na ramieniu, gotowy na wszystko.

- Całe szczęście okazało się, że chodzi tylko o uzupełnienie danych - stwierdza.

Dodaje jednak, że niespecjalnie go to uspokoiło, bo skoro aktualizują informacje o nim, to nie po to, żeby mieć porządek w papierach.

Mimo wszystko Maksim jako mieszkaniec Moskwy czuje się w miarę bezpiecznie. Wie, że na front wysyłają głównie ludzi z rosyjskiej prowincji.

- Słyszy się jednak, że ktoś mniej lub bardziej znajomy dostał papier i nagle zniknął. Nie wiem, może podpisał kontrakt? - zastanawia się.

Kontrakty to bowiem ciągle główne źródło rekruta dla rosyjskiej "miasorubki", jak nazywa się strategię nieliczenia się z życiem żołnierzy na froncie.

Co ciekawe, jak niedawno informował niezależny rosyjski portal Verstka, w ostatnim czasie obrodziło w Rosji w wyspecjalizowane agencje rekrutacyjne.

Korzystają z zebranych nielegalnie baz danych, by dzwonić do Rosjan, którzy odwiedzali strony związane ze "specjalną operacją wojenną", zwracali się do firm oferujących "chwilówki" czy znajdują się na liście dłużników.

Do Maksima nikt nie dzwonił. Do Saszy też nie, ale i on żyje z myślą, że w każdej chwili armia może się o niego upomnieć.

- Zastanawiamy się z narzeczoną nad emigracją. Rozważamy Gruzję lub Kazachstan. Odrzuciliśmy Białoruś, bo tam uciekających przed służbą odsyłają do Rosji - zdradza.

Co w takim razie powstrzymuje go przed wyjazdem?

- Jestem informatykiem, więc bez problemu znalazłbym pracę za granicą. Problem jest taki, że moja narzeczona ma dobrą pracę w Moskwie i pracuje w takiej branży, że trudniej byłoby jej znaleźć zatrudnienie poza Rosją. A już na pewno nie dostałaby takiej pensji jak w Moskwie. Ma tu też mieszkanie i nie tak łatwo jej to wszystko rzucić - opowiada Sasza.

- Ale kto wie, może wkrótce trzeba będzie się ewakuować, bo nie wiadomo, co wymyślą - dodaje.

W Moskwie brakuje paliwa, więc jeżdżą metrem

Tym, co mocno doskwiera Moskwiczanom, jest także racjonowanie benzyny.

Ataki na infrastrukturę paliwową mocno paraliżują jej dostępność.

- Stoi się po kilka godzin w długich kolejkach na stacjach. Nigdy nie wiadomo, gdzie się ją trafi, bo wszystko zależy od tego, jaki dostawca akurat ma problem - przyznaje Irina.

Jak wyjaśniają nasi rozmówcy, to, że nawet w Moskwie, która jest miastem specjalnej troski dla każdej władzy, są problemy z paliwem, wynika z tego, że magazyny w okolicach stolicy nie działają pełną parą.

Stacja paliw Gazprom z dużą liczbą samochodów, w tym wiele oznaczonych jako taksówki, oczekujących w długiej kolejce do dystrybutorów.

Wielogodzinne kolejki na stacjach benzynowych to w tym roku moskiewska codziennośćALEXANDER NEMENOVAFP


- Z tego, co słychać na mieście, to chodzi o to, że nie chcą wypełniać magazynów do pełna, bo boją się strat i gigantycznych pożarów - mówi nam Maksim. - Jakby już teraz tych gigantycznych pożarów nie było - uśmiecha się gorzko.

Irina po Moskwie porusza się głównie metrem. Jak coraz większa grupa Moskwiczan.

- Zresztą wręcz zachęca się do jeżdżenia metrem. Widać to na stacjach. I tak wiecznie zatłoczone moskiewskie metro jest jeszcze bardziej wypełnione ludźmi - zauważa.

- Mnóstwo ludzi spod Moskwy przesiadło się na elektryczki i nimi dojeżdża do pracy - tłumaczy Irina. "Elektryczka" to popularne określenie na pociągi podmiejskie.

- Na mieście jest jakby mniej samochodów, bo ludzie mogą zatankować tylko 20 l paliwa. Wielu więc rezygnuje z codziennej jazdy - podkreśla.

Pytamy też, czy czuć, że powietrze w Moskwie stało się dzięki temu nieco czystsze.

- Pewnie tak, ale płonące w Moskwie i okolicach magazyny i składy paliwa chyba niwelują ten efekt - żartuje.

"Polityczny WF": Polacy mają dość. Koniec z nowymi dopłatami od rządu?INTERIA.PL


View the original on Interia →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.