Zbrojna bojówka groziła NATO. Teraz miała się pojawić przy polskiej granicy
Według ustaleń rozgłośni polskie służby otrzymały informacje, że do obwodu królewieckiego skierowano osoby związane z grupą określającą się jako "Czarne Rusy". To paramilitarna grupa stworzona prawdopodobnie przez rosyjskie i białoruskie służby, która na początku października przyznała się do agresywnej prowokacji na granicy łotewsko-białoruskiej.
Około 20 migrantów próbowało wówczas nielegalnie przedostać się z Białorusi na Łotwę. Towarzyszyli im uzbrojeni i zamaskowani mężczyźni, którzy mieli grozić łotewskim żołnierzom. Kilka godzin później zamaskowane osoby przedostały się na terytorium Łotwy, uszkodziły skrzynkę elektryczną, zabrały kamery monitoringu granicznego i wycofały się na Białoruś.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Grupa "Czarne Rusy" przyznała się w mediach społecznościowych do przeprowadzenia tej akcji. W opublikowanym nagraniu pojawiły się także groźby pod adresem NATO i Unii Europejskiej oraz zapowiedź dalszych działań sabotażowych przeciwko państwom sąsiadującym z Białorusią.
Niepokojący ruch przy granicy. Polska kieruje elitarne jednostki
Doniesienia o "Czarnych Rusach" pojawiają się w czasie wzmożonych działań polskich służb na północno-wschodniej granicy.
W Komendzie Głównej Policji powstał specjalny sztab koordynujący działania w województwach warmińsko-mazurskim i podlaskim. Do regionu skierowano dodatkowe siły policji, w tym kontrterrorystów. W działaniach uczestniczą także Straż Graniczna, wojsko i służby specjalne.
Według ustaleń Polskiego Radia Straż Graniczną i policję wspierają również operatorzy jednostek specjalnych GROM, AGAT i NIL.
O sytuacji we wtorek mówił również Donald Tusk. Premier poinformował, że w nocy Straż Graniczna zaobserwowała przy granicy polsko-rosyjskiej niepokojący ruch osób wyposażonych w latarki. Według szefa rządu działania służb pozwoliły zapobiec ewentualnej prowokacji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.