Spór o TK. Reset, ale jaki? Oto pomysły na zakończenie kryzysu

Propozycji w sprawie potencjalnego resetu dotyczącego Trybunału Konstytucyjnego padło od piątku sporo. Subiektywnie wybraliśmy kilka z nich, żeby pokazać, w którą stronę zmierzają leżące na stole propozycje.
Zanim jednak przejdziemy do szczegółów, trzeba przypomnieć rzecz oczywistą: taki reset wymaga zmian w Konstytucji. Do tego potrzebna jest nie tylko polityczna wola, ale i większość konstytucyjna, która wynosi 307 głosów.
W obecnej sytuacji politycznej jest to niemożliwe, jeśli dwaj najwięksi aktorzy polityczni się na to nie zgodzą. Krótka arytmetyka wygląda tak: W Sejmie jest 460 posłów. KO ma 156, PiS 147, a Lewica 21 mandatów. To hamulcowi resetu. Na dziś o zmianach mówi grupa co najmniej 114 osób.
O resecie mówią m.in. politycy i zwolennicy PSL, Polski 2050, Rozwoju Plus, Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej, środowisko Pawła Kukiza, partia Razem i część polityków niezrzeszonych.
To nie tylko politycy sejmowi, ale też rzesze działaczy, samorządowców, ludzi związanych z lokalną Polską. Jeśli spór na linii KO-PiS pójdzie jeszcze dalej, być może będzie to odpowiedni grunt, by dokonać zmian.
Po piątkowych wydarzeniach pod Trybunałem Konstytucyjnym prezydent Karol Nawrocki zaprosił na konsultacje środowiska parlamentarne. Swój plan na uzdrowienie sytuacji wokół TK przedstawili głowie państwa m.in. Krzysztof Bosak i Sławomir Mentzen.
Propozycja Konfederacji
Konfederacja proponuje, by 15-osobowy skład TK wybierać większością 3/5 głosów. Kadencje nowych sędziów miałyby zostać rozlosowane i trwać od roku do dziewięciu lat. Kolejni sędziowie byliby już wybierani na dziewięcioletnią kadencję.
Co jednak, jeśli Sejm nie będzie w stanie wybrać sędziego w ciągu 60 dni? Wówczas wybór kandydata dokonywałby się w drodze losowania spośród zgłoszonych prawników przez grupę co najmniej 46 posłów. Każdy parlamentarzysta mógłby poprzeć jedną osobę, a losowanie odbywałoby się publicznie.
Konfederacja proponuje też, by sędziowie składali ślubowanie w Sejmie, przed marszałkiem Sejmu (to ukłon w stronę koalicji obecnie rządzącej - odchodzi rola prezydenta). Z drugiej strony wyroki TK drukowałby prezes TK (a nie rządzący - to z kolei ukłon w stronę opozycji).
Propozycja prof. Antoniego Dudka
Własną propozycję, na łamach Interii, przedstawił też uznany politolog i historyk, otwiera się w nowym oknie prof. Antoni Dudek.
Naukowiec wychodzi z tezą, że obecne kadencje sędziów są zbyt krótkie i warto byłoby je wydłużyć. Po to, by w trakcie jednej czy dwóch kadencji Sejmu nie uzależniać całego składu TK od jednej opcji politycznej. Prof. Dudek proponuje, by kadencje były rozciągnięte od czterech do 12 lat.
Kolejna reguła jest zbliżona do tej Konfederacji - sędziów wybierałoby się większością 3/5 głosów.
Kluczowym zastrzeżeniem jest natomiast zapis, by do TK nie mogli kandydować politycy, np. parlamentarzyści, członkowie rządu czy urzędnicy państwowi. To - w założeniu profesora - miałoby skłonić polityków do szukania odpowiednich kandydatur wyłącznie w świecie prawniczym.
Propozycja Piotra Trudnowskiego
Dyskusję na temat resetu otworzył też Piotr Trudnowski, publicysta związany z Klubem Jagiellońskim i jego były prezes.
Jego propozycje różnią się od dwóch poprzednich w małych szczegółach. Trudnowski chce, by dzisiejszy spór zakończyć błyskawicznie - przejściem w stan spoczynku wszystkich sędziów wybranych do TK.
Kiedy sytuacja byłaby "czysta", należałoby wybrać nowy skład TK. Podobnie jak poprzednicy, Trudnowski proponuje wybór sędziów większością 3/5 głosów. Po nominacji losowana byłaby długość kadencji.
W razie pata Trudnowski przewiduje sankcje finansowe dla klasy politycznej.
Publicysta chce też unormowania kwestii ślubowania - jego zdaniem wystarczy ślubowanie pisemne. Orzeczenia TK ma z kolei drukować prezes TK. Sam TK miałby orzekać większością dwóch trzecich, a jego sędziowie mieliby podlegać pod sąd dyscyplinarny np. w ramach Trybunału Stanu.
Generalnie idea resetu nie jest nowa. Od czasu kiedy Trybunałem Konstytucyjnym zawładnęli politycy związani z poprzednią władzą, raz po raz pojawia się taki postulat.
Przed 2023 rokiem regularnie do resetu namawiał np. Władysław Kosiniak-Kamysz. Jednym z pierwszych był też były polityk Konfederacji Robert Winnicki. Lata jednak mijają, a resetu wciąż nie ma.
Koncepcja resetu w "Umówmy się na Polskę"
Nieco inaczej do tej sprawy odnieśli się twórcy koncepcyjnej książki "Umówmy się na Polskę".
W części dotyczącej spraw ustrojowych autorzy proponują ideę Nowego Okrągłego Stołu. "Jedyną drogą do przywrócenia w Polsce stabilnej demokracji konstytucyjnej jest podjęcie przez wszystkie siły polityczne próby zawarcia kompromisu konstytucyjnego" - czytamy.
Według autorów tej koncepcji kwestia Trybunału Konstytucyjnego powinna być rozpatrywana na samym końcu. Dlaczego?
"Osiągnięcie merytorycznego kompromisu konstytucyjnego w kluczowych kwestiach usunie główną motywację do politycznych zamachów na Trybunał" - piszą.
Innymi słowy: rządzący, wiedząc, jak działać w ramach nowej umowy społecznej, nie będą potrzebować TK, by "obchodzić" konstytucję z 1997 roku. A dziś - zdaniem autorów tej publikacji - właśnie tak instrumentalnie traktowany jest TK.
"Umówmy się na Polskę" ukazała się w 2023 roku, jeszcze przed wyborami. Autorzy nie mogli więc wiedzieć, co na przełomie października i listopada 2026 roku wydarzy się przy al. Szucha w Warszawie.
Takich zmian w TK chcieli obecnie rządzący
Co warte zaznaczenia, obecna koalicja rządząca podjęła próbę naprawy TK w grudniu 2024 roku. Wówczas zaproponowanej przez nich ustawy nie podpisał prezydent Andrzej Duda.
Zmiany zakładały, by wybór sędziów odbywał się stosunkiem 2/3 głosów, ale gdyby to się nie udało, wyboru dokonałaby zwykła większość (tak jest obecnie).
W odrzuconej przez byłego prezydenta ustawie miał się też znaleźć przepis wprowadzający czteroletnią karencję dla polityków, którzy chcieliby się dostać do TK. Rządzący wówczas zaproponowali takie zmiany, a po tym jak odrzucił je prezydent, wskazali Macieja Berka do TK.
Główną osią niezgody były jednak inne zapisy. Przepisy z grudnia 2024 zakładały stwierdzenie nieważności i pozbawienie skutków prawnych około 100 wyroków Trybunału Konstytucyjnego, m.in. orzeczeń wydanych z udziałem tzw. sędziów-dublerów lub w spornych składach.
Propozycja z grudnia 2024 roku resetem nie była, ale była krokiem w odpowiednią stronę. Dziś rządzący do tamtych propozycji nie chcą wracać.
Uważają, że TK ma zacząć działać tu i teraz, a cała sprawa "nie jest szara, ale czarno-biała". Przekonują, że tylko oni mają rację w tym sporze. O własnej nieomylności przekonuje też PiS, które - jak słyszymy - ani w latach 2015-2017, ani obecnie, nie ma sobie nic do zarzucenia.
Jak więc może zakończyć się ta historia? Tak, jak przewiduje proponujący jedno z rozwiązań prof. Antoni Dudek.
"Opartego na takich zasadach restartu sądu konstytucyjnego w dającej się przewidzieć przyszłości oczywiście nie będzie, bo nie chce go żadna ze stron. Nie chce nie tylko z powodu wspomnianego ograniczenia pola manewru politycznego, ale i z uwagi na to, że wojna o trybunał okazała się optymalnym paliwem dla procesu polaryzacji politycznej" - pisze profesor.
Innymi słowy: póki wokół sprawy TK gromadzą się zwolennicy danej formacji, z punktu widzenia wyborczego nie ma sensu pozbawiać ich mobilizacyjnego paliwa. A więc i dla KO, i dla PiS, opłaca się trwać w walce o Trybunał.
"Świat w szachu": Plan Rosji wobec Polski? Były szef MSZ ostrzega!INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.