Gwałty w polskich więzieniach. Były więzień wyjawił, jak jest naprawdę

Amerykańskie filmy i seriale często przedstawiają więzienia jako miejsca pełne brutalnej przemocy, w których osadzeni muszą nieustannie walczyć o przetrwanie. Były więzień Marek Ksieniewicz przyznał, że polskie więzienia wyglądają zupełnie inaczej. – Nie spotkałem nigdy nikogo, kto gdzieś kogoś zgwałcił – mówił w programie "Teraz WP".
W tym odcinku "Teraz WP" Michał Korościel rozmawiał z Markiem Ksieniewiczem, który spędził blisko 15 lat w polskich więzieniach. Jednym z poruszonych tematów była przemoc seksualna wśród więźniów. Te sytuacje często przedstawiane są w amerykańskich filmach jako element więziennej codzienności.
- W Polsce nie spotkałem nigdy. Nie spotkałem nigdy nikogo, żeby gdzieś, ktoś kogoś zgwałcił. Żeby te słynne obrazy, że o, w łaźni łapią, tu go trzymają (...) To jest tylko taki bajer - przyznał rozmówca.
Co więcej, Ksieniewicz tłumaczył, że często więźniowie obawiają się o konsekwencje. – Pierwsza zasadnicza sprawa: nikt rozsądnie myślący, nawet skazaniec, tego nie zrobi, bo wie, że za takie coś to ma od razu 8–10 lat wyrok. Wyrok, który się dorabia w więzieniu, jest do odsiedzenia w całości, więc nikt na to nie pójdzie – tłumaczył.
Rozmówca przyznał jednak, że czasami w więzieniu dojdzie do bójki, do straszenia siebie nawzajem, ale nie wygląda to tak jak na filmach. Takie sytuacje zostają między uczestnikami. – Bijemy się, wycieramy sobie gęby i to zostaje między nami, między tymi ludźmi, którzy byli i jest koniec – mówił.
Więźniowie mają też zaufanie do strażników, mówiąc im, kiedy czują się zagrożeni, a funkcjonariusze reagują na takie zgłoszenia.
- Jeżeli ktoś się czuje zagrożony, to on do tej łaźni nie idzie, mówi oddziałowemu: "panie oddziałowy, ja nie wychodzę" albo "ja nie wychodzę na spacer, bo się obawiam". I oni już robią to śledztwo swoje tam administracja, dział ochrony, i już takiego gdzieś tam albo przenoszą, albo coś i on jest schowany - tłumaczył.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.