Dobry przykład transparentności [OPINIA]
Leon XIV w niedzielę poinformował, że idzie na zabieg wycięcia niewielkiego guza. Po wtorkowym zabiegu - podczas specjalnej konferencji prasowej - poinformowano, że Leonowi XIV usunięto dolny płat prawego płuca, nie ukrywano także, że badanie stwierdziło gruczolakoraka płuca, który pozostaje najczęstszym nowotworem złośliwym płuc.
Rokowania, co także podkreślono, są pozytywne, a papież powinien szybko wrócić do obowiązków. Otwartą jednak pozostaje kwestia, czy będzie w stanie i powinien udać się na zapowiedzianą pielgrzymkę do Ameryki Południowej (w tym do Peru, z którym jest blisko związany).
Ten model komunikacji - nie zawsze oczywisty wcześniej - ma ogromne znaczenie dla Kościoła i to na wielu poziomach. Po pierwsze przypomina, że papież jest człowiekiem, a nie herosem, i jak każdy choruje, wymaga rekonwalescencji i odpoczynku. Nikt już tego nie ukrywa, ani nie udaje, że jest inaczej, a to uświadamia, że kolejny krok na drodze demitologizacji urzędu papieskiego (po fundamentalnym jakim było przejście Benedykta XVI na emeryturę) następuje. Papież staje się jednym z nas, który potrzebuje wsparcia, modlitwy, a także potrafi o nie prosić.
Coraz większa transparentność informacyjna Watykanu bardzo utrudnia też wykorzystywanie niejawnych informacji do walk wewnętrznych czy budowanie sieci wpływów za pośrednictwem dostępu do tego rodzaju poufnych danych. Watykan jest wciąż instytucją post-feudalną i post-absolutystyczną i funkcjonuje jak pewnego rodzaju dwór, a na nim informacja i dostęp do niej jest władzą. Jeśli otwarcie i przejrzyście wypuszcza się je na zewnątrz, to w istocie niszczy się podstawy tego systemu i zaczyna działać po nowemu.
Ale jest i trzeci wymiar tej polityki informacyjnej. Leon XIV pokazuje przez nią wzór postępowania każdego lidera politycznego. Ujawnianie danych zdrowotnych, informacja o stanie zdrowia powinna być standardem, i to nie tylko dlatego, że każdy taki news skłania ludzi do zrobienia własnych badań, ale i utrudnia rozgrywanie pewnych informacji przez media czy obce służby. To wszystko ma ogromne znaczenie polityczne.
Skąd ta zmiana? Można powiedzieć, że rozpoczęła się ona wcześniej, że o stanie zdrowia Franciszka także już informowano, a i otoczenie ich poprzedników już wprowadzało powoli nowe zasady. Powody były zaś oczywiste: jeśli nie podaje się informacji, to media posługują się plotkami, a nie - nawet dawkowanymi - faktami. Lepiej więc z każdego powodu gospodarować informacjami niż nakładać na nie blokadę. Takiej blokady nie da się zresztą utrzymać we współczesnym świecie, a pogłoski i plotki są zawsze gorsze, niż nawet najtrudniejsze fakty.
Istotnym elementem w tej komunikacyjnej zmianie jest zapewne także pochodzenie papieża. Już Franciszek (choć w innych kwestiach) chciał wprowadzić do Watykanu więcej anglosaskiej - bardziej transparentnej - kultury zarządzania, co nie zawsze mu wychodziło, bo włoska co do kultury działania kuria rzymska nie zawsze to aprobowała. Leon XIV jako Amerykanin idzie dalej na tą drogą, a jego pozycja jest tym silniejsza, że wybór Amerykanina przez kardynałów związany był zapewne także z nadzieją, że wprowadzi on nieco inny, właśnie amerykański, model zarządzania Watykanem.
Ale jest jeszcze jeden powód, z którym tak precyzyjna informacja była niezbędna. Jest nim zaś planowana - i to niebawem - pielgrzymka papieska do Ameryki Łacińskiej. Precyzyjne komunikaty zostawiają Watykanowi sporą możliwość manewru. Jeśli proces rekonwalescencji po dość standardowym zabiegu będzie przebiegał szybko, to wizyta (może w nieco okrojonej formie) może się odbyć, a jeśli nie, to o wiele łatwiej będzie wyjaśnić, dlaczego do niej nie dochodzi. W tej sprawie więc i kalendarz zaangażowań papieskich sprzyjał precyzyjnym informacjom.
Precyzyjna informacja, transparentność nie zmieniają jednak w niczym faktu, że choroba (nawet jeśli rokowania są bardzo dobre) władcy absolutnego (a takim jest papież w Watykanie i Kościele) zawsze wywołuje niepokój i zamieszanie w instytucji zarządzanej w taki sposób.
Kuria Rzymska zadaje pytanie, czy złośliwy nowotwór (nawet jeśli z bardzo dobrymi rokowaniami) nie skróci życia papieża, kardynałowie, którzy wybrali młodego i dynamicznego papieża, by ten skutecznie i długo zarządzał Kościołem stają przed pytaniem, czy ich pragnienia się spełnią, a wierni - często wzywani do tego przez biskupów i duchownych - wytrwale się modlą.
Związana z doktryną pozycja papieża, a także coraz bardziej emocjonalne podejście do kolejnych biskupów Rzymu sprzyja takiemu rozedrganiu. Ucieczki od niego nie ma, bo zarówno prawo kanoniczne jak i zwyczaj sprawiają, że papież zajmuje takie a nie inne miejsce w myśleniu i zarządzaniu Kościoła. I to się nie zmieni, niezależnie od tego, jak zmieniają się polityki informacyjne.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.