"Żelazne serce" Yandeksu okazało się słabą stroną Rosji. Wojna odsłania czuły punkt cyfrowych gigantów
7 października o godzinie 23.48 czasu moskiewskiego w obwodzie riazańskim ogłoszono alarm dronowy. A następnego dnia rano na Telegramie krążyły nagrania kłębów dymu unoszących się nad zakładami obrabiarek Sasta w Sasowie.
Siedziba Yandeksu w Moskwie
Źródło zdjęcia: Anastasia Barashkova/Reuters/Forum
Sasowo jest jedną z pięciu głównych serwerowni Yandeksu - obok Włodzimierza, Kaługi, Iwantiejewki i Mytiszczi. W Sasowie stoją dziesiątki tysięcy serwerów i dwa z trzech superkomputerów, na których Yandex trenuje modele sztucznej inteligencji. Nazwano je na cześć radzieckich matematyków: Aleksandra Lapunowa - pioniera radzieckiej cybernetyki i Aleksieja Czerwonenkisa - współtwórcy teoretycznych podstaw uczenia maszynowego. "Czerwonenkis" w 2021 roku był 19. na liście najszybszych komputerów świata. Jak podaje serwis Meduza, z czasem wypadł poza pierwszą setkę, bo sankcje utrudniły jego modernizację.
Yandex potwierdził pożar z 8 października i wstrzymał pracę obiektu. "Na razie nie możemy potwierdzić, czy sprzęt w Sasowie da się odtworzyć" - przyznała firma w oświadczeniu dla Reutersa.
Następnego ranka ukraińskie drony doleciały do Kaługi, gdzie Yandex ma największą serwerownię: ponad 3800 szaf i 63 megawaty mocy. "Kilka modułów centrum danych zostało całkowicie wyłączonych z działania" - podała spółka. W komunikacie z 9 października nazwała centra danych swoim "żelaznym sercem".
11 października Yandex poinformował o trzecim trafieniu Ukraińców: stanął kompleks we Włodzimierzu. Tam pracuje "Gałuszkin", ostatni z trzech superkomputerów firmy - nazwany na cześć Aleksandra Gałuszkina, badacza teorii sieci neuronowych.
W nocy z 13 na 14 października drony doleciały też nad Wołgę: Spierbank potwierdził uderzenie w swoją budowaną w Bałakowie serwerownię, która ma być największą w Rosji.
"Zawsze odpowiadamy tym samym" - stwierdził Wołodymyr Zełenski, zapytany przez "Kyiv Independent" o atak w Sasowie. I przypomniał, że Rosjanie wciąż niszczą ukraińskie centra danych.
Do znanych już problemów, jakie centra danych powodują - ogromne koszty, zapotrzebowanie na prąd i wodę - wojna dodała bowiem kolejny. Ten wydaje się najtrudniejszy do rozwiązania.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.