Tragiczna interwencja w Bydgoszczy. Rodzina ujawnia kulisy dramatu
- W niedzielę wieczorem w Bydgoszczy policja interweniowała wobec 44-latka, który w ataku szału okaleczał się nożem.
- Mężczyzna był agresywny i zaatakował funkcjonariuszy. Jedna z policjantek oddała z broni służbowej śmiertelny strzał.
- Rodzina ujawnia, że zmarły miał za sobą pobyt w więzieniu, a ostatnio zmagał się z narastającym kryzysem psychicznym po rozpadzie związku.
DLA CIEBIE
25 lat na straży bezpieczeństwa. ORLEN dziękuje strażakom za ich codzienną misję
DLA CIEBIE
W niedzielę 11 października około godziny 22 służby otrzymały zgłoszenie o dramatycznej sytuacji w jednym z mieszkań przy ulicy Stawowej w Bydgoszczy (woj. kujawsko-pomorskie). Na numer alarmowy zadzwoniła siostra 44-letniego Łukasza B. Kobieta poinformowała dyżurnego, że jej brat chwycił za nóż i zaczął podcinać sobie żyły.
Rodzina obawiała się o życie i zdrowie mężczyzny, jednak nikt nie przypuszczał, jak tragiczny finał będzie miało to wezwanie. Interwencja bardzo szybko przeniosła się z mieszkania przed budynek, a na miejsce ściągnięto dodatkowe patrole policji. Mężczyzna wciąż pozostawał skrajnie agresywny. W pewnym momencie 44-latek ruszył z nożem w ręku w kierunku mundurowych. Zareagowała jedna z interweniujących policjantek, która oddała strzał. Był on celny. Łukasz B. został błyskawicznie przetransportowany do szpitala, ale jego życia nie udało się uratować.
Problemy osobiste i załamanie po wizycie dzieci
Po tragicznych wydarzeniach dziennikarzom "Faktu" udało się porozmawiać z bliskimi zmarłego. Podkreślają oni, że 44-latek od dłuższego czasu zmagał się z poważnym kryzysem i nie potrafił poradzić sobie z rozpadem rodziny. Dwa tygodnie przed tragedią jego partnerka podjęła decyzję o wyprowadzce wraz z dziećmi. - Od dawna Łukasz, zamieszkujący w mieszkaniu pod nami, miał problemy z alkoholem - powiedziała dziennikowi ciotka zmarłego, pani Renata.
- To jeden z powodów, dla którego jego partnerka z dziećmi dwa tygodnie temu wyprowadziła się od niego i zamieszkała sama - dodała w rozmowie z dziennikarzami, oceniając, że silne charaktery obojga partnerów musiały ostatecznie doprowadzić do rozstania.
Kobieta przekazała, że mężczyzna był w złej kondycji psychicznej już dwa dni przed śmiercią. Ostatecznie do jego całkowitego załamania miała przyczynić się niedzielna wizyta dzieci w rodzinnym domu.
- Od rana były u Łukasza jego dzieci i kiedy odjechały, był w bardzo złej kondycji psychicznej - relacjonuje pani Renata. Zaznacza przy tym, że nie był to pierwszy raz, gdy po sięgnięciu po nóż dokonywał samookaleczeń.
Kryminalna przeszłość i rozpacz matki
Rodzina przyznaje otwarcie, że Łukasz B. miał trudny charakter oraz zatargi z prawem. Mężczyzna spędził w przeszłości około pięciu lat w zakładzie karnym w związku z wyrokami za kradzieże. Pobyt za kratami odcisnął wyraźne piętno na jego późniejszym życiu, a utrata rodziny w ostatnich tygodniach drastycznie pogłębiła stany depresyjne.
- To był dobry człowiek, tylko najpierw coś robił lub mówił, a dopiero później myślał. Czasami źle się to kończyło - wspomina swojego siostrzeńca ciotka w rozmowie z "Faktem".
W ogromnym szoku po nocnej interwencji policji pozostaje matka zastrzelonego 44-latka. - Nie pojmuję, że mojego syna już nie ma - wyznała krótko reporterom gazety zrozpaczona kobieta, przyznając, że wciąż nie wie dokładnie, jaki był szczegółowy przebieg tragicznych wydarzeń na ich posesji.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.