"The New York Times": To mój ostatni tekst. Świat zmierza w złym kierunku

Interia współpracuje z czołowymi redakcjami na świecie. W naszym cotygodniowym, piątkowym cyklu "Interia bliżej świata" publikujemy najciekawsze teksty najważniejszych zagranicznych gazet. Założony w 1851 r. "The New York Times" to jeden z najbardziej opiniotwórczych dzienników na świecie. Jego redakcja od lat relacjonuje i komentuje najważniejsze wydarzenia na świecie z takich obszarów jak: polityka, gospodarka, nauka i kultura. Dziennikarze "The New York Times" zdobyli ponad 140 nagród Pulitzera.
To, moi drodzy, mój ostatni felieton dla "The New York Timesa". Pora rozpocząć nowy rozdział - wydaję książkę na temat wyścigu o sztuczną inteligencję i razem z Caseym Newtonem, z którym prowadzę "Hard Fork", ruszam z nowym podcastem.
Przez ostatnie dziewięć lat miałem zaszczyt pisać dla was o technologii. W tym czasie, w imię dziennikarskiego obowiązku, testowałem najróżniejsze gadżety, sprzedawałem NFT i dawałem się uwodzić nieobliczalnym chatbotom.
Zanim jednak się pożegnam, mój wydawca poprosił mnie, żebym podzielił się kilkoma przemyśleniami na temat obecnego etapu rozwoju sztucznej inteligencji. Pomyślałem więc, że spróbuję krótko i szczerze opowiedzieć, jak dziś na nią patrzę i dlaczego moje reporterskie doświadczenie z samego środka technologicznej bańki w San Francisco napawają mnie jednocześnie nadzieją i niepokojem o naszą wspólną przyszłość.
Zacznijmy od tego, co daje mi powody do nadziei.
Sztuczna inteligencja. Obawy wyszły poza branżę technologiczną
W ostatnich dniach zaskoczyło mnie - i zarazem podniosło na duchu - to, jak wielką uwagę przyciąga obecnie dyskusja o zagrożeniach związanych ze sztuczną inteligencją.
Głośne odejście młodego pracownika Anthropic, Jacoba Coxona, dokonało czegoś, czego przez lata nie zdołały osiągnąć ani alarmistyczna publicystyka, ani szczyty poświęcone AI: zwróciło uwagę świata na ogromne potencjalne ryzyko związane z tą technologią.
Słowa Coxona pokrywały się z ostrzeżeniami, które eksperci od AI powtarzają od lat. Kluczowy okazał się jednak moment, w którym zabrał głos.
Kilka dni wcześniej światło dzienne ujrzały nowe szczegóły autonomicznego ataku agentów OpenAI na serwis Hugging Face. W atmosferze gęstniejącej debaty o niekontrolowanym rozwoju tej technologii wpis Coxona trafił na podatny grunt i poniósł się daleko poza środowisko samych specjalistów.
W tym miejscu powinien dodać standardową dla takich tematów wzmiankę: "The New York Times" pozwał OpenAI, Microsoft oraz Perplexity za domniemane naruszenie praw autorskich. Pozwane firmy stanowczo odpierają te zarzuty.
Jeszcze większej otuchy dodała mi reakcja na apel, z którym wystąpił w tym miesiącu Dario Amodei, dyrektor generalny Anthropic; wezwał w nim do globalnego spowolnienia rozwoju sztucznej inteligencji. Wielu badaczy zajmujących się AI mówiło mi prywatnie, że uważa taki krok za konieczny, aby zapobiec katastrofie. Niewielu jednak było gotowych publicznie się tego domagać.
Sam Altman, Elon Musk, Demis Hassabis i inni czołowi przedstawiciele branży szybko podzielili obawy Amodeiego i poparli część jego postulatów. Wśród nich znalazła się propozycja wprowadzenia w największych firmach zajmujących się sztuczną inteligencją "wbudowanych mechanizmów kontrolnych", które umożliwiałyby monitorowanie systemów pod kątem niebezpiecznych zachowań.
Na co dzień ci ludzie są zaciekłymi rywalami. Amodei i Altman na przykład ledwo się tolerują, a Musk wytoczył w tym roku Altmanowi i OpenAI kosztowny proces, który ostatecznie przegrał.

Liderzy branży AI. Od lewej: Elon Musk (Grok), Dario Amodei (Anthropic) i Sam Altman (OpenAI)Fabrice CoffriniAFP
Wygląda jednak na to, że gwałtowny wzrost możliwości sztucznej inteligencji w ostatnim czasie, a także obawy, że systemy wymykające się spod kontroli mogłyby przejąć infrastrukturę krytyczną, skłoniły ich do działania we wspólnej sprawie. Taka współpraca ponad podziałami w branży będzie miała kluczowe znaczenie w nadchodzących miesiącach i latach, dlatego tak budujące było to, jak szybko udało się ją nawiązać.
Uprzedzając nieuniknione teorie spiskowe: nie, nie jest to skoordynowana operacja psychologiczna ani spisek całej branży, którego celem miałoby być podporządkowanie sobie procesu regulacyjnego. Wielu z tych ludzi od lat ostrzegało przed egzystencjalnym zagrożeniem związanym ze sztuczną inteligencją - na długo zanim mieli do sprzedania własne produkty i firmy, którymi musieli zarządzać. Nowe jest tylko to, że po latach traktowania ich jak czarnowidzów i panikarzy ludzie wreszcie zaczęli ich słuchać.
Podobnie jak Amodei i Altman, od lat z niepokojem obserwuję tempo rozwoju sztucznej inteligencji. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że praktycznie nie ma szans na podjęcie działań, które mogłyby spowolnić ten wyścig.
Jednak fala apeli, które w ostatnim tygodniu napłynęły zarówno od liderów branży AI, jak i od jej szeregowych pracowników, o globalnie skoordynowane wstrzymanie prac nad najbardziej zaawansowanymi systemami sprawiła, że patrzę na tę kwestię nieco mniej pesymistycznie.
Być może istnieje jednak wąska ścieżka prowadząca do przyszłości, w której sztuczna inteligencja przynosi przede wszystkim korzyści. Takiej, w której decydenci i opinia publiczna są na tyle świadomi zagrożeń związanych z rozwojem tych systemów, by wprowadzić rozsądne zabezpieczenia, a liderzy branży AI - przynajmniej na pewien czas - przedkładają dobro ludzkości nad własny zysk.
W takim scenariuszu skoordynowane wstrzymanie prac mogłoby dać nam czas na lepsze poznanie i opanowanie najpoważniejszych zagrożeń. Jednocześnie moglibyśmy nadal rozwijać bardziej wyspecjalizowane zastosowania sztucznej inteligencji, choćby w medycynie i nauce - dziedzinach, co do których panuje szeroka zgoda, że postęp powinien następować możliwie szybko.

Demonstracja robotów wzywająca do uregulowania rozwoju sztucznej inteligencji przed Ministerstwem Cyfryzacji w WarszawieSergei GaponAFP
Regulacje sztucznej inteligencji. Tu zaczyna się prawdziwy problem
Oczywiście sama rozmowa o zagrożeniach związanych ze sztuczną inteligencją to dopiero początek. Znacznie ważniejsze są konkretne działania - i właśnie tutaj mój optymizm wyraźnie słabnie, a wskaźnik p(doom) (prawdopodobieństwo zagłady ludzkości spowodowanej rozwojem AI - przyp. red.) zaczyna rosnąć.
Już teraz widać, że wśród liderów branży AI zarysowuje się dobrze znany podział. Po apelu Amodeiego o spowolnienie rozwoju sztucznej inteligencji inni szefowie firm, w tym Jensen Huang z Nvidii, szybko zaczęli uspokajać opinię publiczną. Przekonywali, że nie ma powodów do obaw, a pesymistyczne prognozy formułowane przez firmy rozwijające najbardziej zaawansowane systemy AI są nienaukowymi bzdurami. Ich zdaniem amerykańska branża sztucznej inteligencji powinna przyspieszać, a nie zwalniać.
Prezydent Donald Trump stanął po stronie zwolenników przyspieszenia. Obawy przed przejęciem kontroli przez sztuczną inteligencję nazwał "mistyfikacją", a w mediach społecznościowych napisał, że "jedyną kontrolą lub 'barierami zabezpieczającymi', jakich potrzebuje sztuczna inteligencja, jest SILNY I MĄDRY (o wysokim IQ!) PREZYDENT".
Biorąc pod uwagę lekceważący stosunek jego doradców do ostrzeżeń przed zagrożeniami związanymi ze sztuczną inteligencją, wątpię, by Trump wynegocjował z Chinami jakiekolwiek porozumienie w sprawie bezpieczeństwa AI albo podjął zdecydowane działania na rzecz spowolnienia jej błyskawicznego rozwoju. Nie spodziewam się też, by Kongres - który jak dotąd kiepsko radził sobie z regulowaniem nowych technologii - stanął na wysokości zadania.
Nawet dziś wielu przedstawicieli amerykańskiej administracji patrzy na sztuczną inteligencję przede wszystkim przez pryzmat innych, silnie upolitycznionych kwestii, takich jak nierówności majątkowe czy chciwość korporacji. Przekonanie ich, by równie poważnie potraktowali ryzyko katastrofalnych konsekwencji rozwoju AI, nie jest niemożliwe. Wymagałoby to jednak odejścia od dobrze znanej debaty o tym, kto zyskuje na sztucznej inteligencji, i zmierzenia się z dużo bardziej niewygodnym pytaniem: czy ludzie zdołają zachować nad nią kontrolę.

Donald Trump siedzący pomiędzy Samem Altmanem (po lewej) i Demisem Hassabisem, współzałożycielem Google DeepMindLudovic MarinAFP
Mimo wszystko, podobnie jak pewien były prezydent, wciąż mam nadzieję - choćby dlatego, że ta dyskusja w ogóle się dziś toczy. Przez lata rozwój sztucznej inteligencji pozostawał w rękach stosunkowo niewielkiej grupy ludzi o podobnym sposobie myślenia - głównie badaczy z San Francisco i Londynu. Osoby spoza tego środowiska miały natomiast niewielki wpływ na najważniejsze dyskusje o przyszłości tej technologii, kierunku jej rozwoju i możliwych konsekwencjach.
W ciągu ostatniej dekady rozmawiałem z setkami badaczy i menedżerów z branży AI. Zdecydowana większość z nich to ludzie rozsądni, działający w dobrej wierze. Nie pędzą przed siebie, nie oglądając się na konsekwencje swoich działań, jak robili to niegdyś szefowie firm z branży mediów społecznościowych w drugiej dekadzie XXI wieku czy przedstawiciele koncernów tytoniowych w XX stuleciu.
Wielu z nich naprawdę obawia się, że technologia, nad którą pracują, może zagrozić ludzkości albo pozbawić ludzi kontroli nad własnym losem. Mimo to zdecydowali się ją rozwijać, ponieważ są przekonani, że jej powstania i tak nie da się uniknąć. Alternatywa - pozwolić, by uprzedziły ich Chiny, Korea Północna albo jakiś nieodpowiedzialny zespół z konkurencyjnego laboratorium - wydaje im się jeszcze gorsza.
Specjaliści od sztucznej inteligencji wciąż tworzą jednak stosunkowo zamknięte i dalekie od doskonałości środowisko. Nie powinni samodzielnie decydować o losie ludzkości - tak jak szefowie sieci fast foodów nie powinni wyznaczać światowych standardów żywieniowych, a kierownictwo linii lotniczych samodzielnie ustalać norm bezpieczeństwa w lotnictwie.
Jeśli rozwój sztucznej inteligencji ma zakończyć się dobrze - a wciąż mam nadzieję, że tak właśnie będzie - potrzebny będzie wspólny wysiłek. Do tej debaty musi włączyć się więcej filozofów, naukowców i artystów, którzy pomogą mierzyć się z trudnymi wyborami, jakie niesie ze sobą rosnąca potęga sztucznej inteligencji.
To może być ostatni moment, by nadać AI właściwy kierunek
Potrzebujemy ludzi z różnych środowisk, którzy włączą się w prace nad jednym z najtrudniejszych problemów związanych ze sztuczną inteligencją: jak tworzyć systemy, które będą niezawodnie działać zgodnie z ludzkimi wartościami. Dziś zajmują się tym przede wszystkim zespoły OpenAI i Anthropic, ale nie powinno to pozostawać wyłączną domeną kilku firm. One same również muszą zwolnić i znacznie więcej inwestować w badania nad bezpieczeństwem.
Złożone pojęcia, takie jak rekurencyjne samodoskonalenie, trzeba wyjaśniać osobom bez przygotowania technicznego w taki sposób, by rozumiały związane z nimi zagrożenia. Z kolei przedstawiciele władz powinni odłożyć na bok partyjne spory, lepiej poznać ryzyko związane z rozwojem sztucznej inteligencji i zacząć pracować nad regulacjami, które mogłyby zmniejszyć prawdopodobieństwo katastrofalnych konsekwencji. Jedną z możliwych strategii szczegółowo przedstawiono w "Planie A" - fikcyjnym scenariuszu pomyślnej przyszłości opracowanym przez AI Futures Project.
Nie będzie to łatwe. Być może jednak właśnie teraz mamy krótki moment, który warto wykorzystać - ludzie naprawdę zaczęli zwracać uwagę na te kwestie. Wciąż można sobie wyobrazić, że rozwój sztucznej inteligencji pójdzie w dobrym kierunku. Wykorzystajmy tę szansę najlepiej, jak potrafimy.
Autor: Kevin Roose
Artykuł został w oryginale opublikowany na łamach "The New York Times", otwiera się w nowym oknie.
© 2026 The New York Times Company
Tłumaczenie: Monika Bortnowska
"Polityczny WF": Sroga zima, srogie rachunki. Rząd zdoła pomóc Polakom?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.