„Jestem o tym święcie przekonany”. Poseł grzmi o sfałszowanych wyborach w Polsce 2050, nie obawia się pozwu

„Tak, jestem o tym święcie przekonany” – tak poseł Rafał Kasprzyk z Unii Centrum odpowiedział w Radiu RMF24 na pytanie, czy uważa, że wybory w Polsce 2050 zostały sfałszowane. Nie obawia się pozwu w tej sprawie, którego złożenie zapowiada poseł Kamil Wnuk. „Niech składa wniosek” – zaznaczył w rozmowie z Kacprem Wróblewskim.
Kolaż zdjęć. Rafał Kasprzyk i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (fot. Dawid Wolski/Andrzej Kulpita) /East News
Rafał Kasprzyk uważa, że tegoroczne wybory, po których władze przejęła Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, zostały sfałszowane. Po raz pierwszy powiedział o tym w rozmowie z Polsat News. Poseł dziś na antenie Radia RMF24 stwierdził, że jest „święcie przekonany” o tym, że doszło do fałszerstwa.
Jeżeli dostawca systemu mówi, że nie było żadnego problemu z oprogramowaniem, nie było tylnego wejścia, jakichś zabezpieczeń, które mogły zostać złamane. Później dowiadujemy się od służb państwa, że nie było ingerencji absolutnie z zewnątrz. Pozostaje jedyna możliwość, że była ingerencja z wewnątrz, a kody dostępów miało tylko kilka osób i te kilka osób mogły zdecydować o tym, że coś się dzieje albo nie – stwierdził.
Nie chciał jednak wskazać, kto konkretnie za fałszerstwo miałby odpowiadać. Stwierdził jednak, że aktualna sytuacja w Polsce 2050 składnia go do refleksji. Te taśmy to jest taki niesmak, taka żenada i taki poziom politykierstwa, który naprawdę prowadzi do konkluzji, że 10 miesięcy temu miałem rację, wychodząc z takiego środowiska i dzisiaj potwierdzają się te rzeczy, o których mówiliśmy wtedy – wskazywał.
Poseł Kamil Wnuk, komentując słowa o sfałszowanych wyborach, powiedział reporterowi RMF FM Kacprowi Wróblewskiemu, że jeśli Kasprzyk nie przeprosi za swoją wypowiedź, to rozważy pozew.
Niech składa wniosek. Jeżeli go obraziłem, jeżeli poczuł się urażony, to chciałbym zobaczyć z jakiego powodu. Sytuacja z systemem do głosowania powtórzyła się również później, kiedy Rada Krajowa podejmowała decyzje, a ja wtedy byłem w komisji skrutacyjnej i widziałem na własne oczy, że ktoś z zewnątrz zablokował możliwość oddawania głosów – deklarował Kasprzyk. Stwierdził, że wówczas komisja podjęła decyzję, aby odblokować system.
Nie zdążyło być może takich niepożądanych sytuacji jak poprzednio, ale dla mnie, patrząc z perspektywy, to potwierdza, że również była ingerencja wewnątrz najważniejszych wyborach dla partii – podkreślił.
Stwierdził, że w tej sytuacji, tak jak w śledztwach dziennikarskich, należy sprawdzić, kto na tej sytuacji skorzystał.
Kacprzyk twierdzi, że widząc rozkład Polski 2050, najbardziej żal mu jest kolegów z tego ugrupowania. Byłem głosem regionów, bo też startowałem w tych wyborach. Wiem, że regiony były już wtedy mocno zawiedzione kontaktem i z Szymonem, i generalnie z zarządem partii. A dzisiaj, kiedy widzą to, co się dzieje, ta degrengolada sięgnęła już kompletnie bruku, to najbardziej mi jest szkoda właśnie tych ludzi. I to jest najbardziej przykre w tym wszystkim, że, że gdzieś ludzie, regiony zostały zapomniane i zepchnięte na plan dalszy – stwierdził.
Pełczyńska-Nałęcz odpiera zarzuty
Była minister funduszy i polityki regionalnej odniosła się do zarzutów dotyczących fałszowania wyborów. „Podobno sfałszowałam wybory w partii. Skandal! Wzywam mecenasa Giertycha do natychmiastowego przeliczenia głosów!” – czytamy we wpisie, którego początek utrzymany jest w ironicznym tonie.
Pełczyńska-Nałęcz twierdzi, że nakręcany w tej sprawie „hejt” jest elementem taktyki, która ma sprawić, że nikt nie wyjdzie już z rządu Donalda Tuska. „Żeby nikt nigdy nie śmiał podnieść głowy i powiedzieć gorzkich słów prawdy. Żeby nikt nigdy nie śmiał powiedzieć, że ma gdzieś kolczaste zasieki wystawione w środku Polski. Miejsce więźniów jest w obozie. A można było po prostu powiedzieć: odeszła. Ok. My Idziemy dalej. I byłoby godnie” – stwierdziła.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.