Ukraina zaatakowała Moskwę pociskiem balistycznym? W sieci huczy od spekulacji
Nie milkną echa ogromnego ukraińskiego ataku na Moskwę. Nie licząc samego uderzenia na podmoskiewską rafinerię, uwagę internetu zwrócił komentarz prezydenta Zełenskiego, który ujawnił, że jedną z broni wykorzystanych w tej operacji był tajemniczy arsenał o nazwie "Pelikan".
W sieci natychmiast pojawiły się informacje, że "Pelikan" to ukraiński pocisk balistyczny FP-7, który miał wejść do służby na przełomie lata i jesieni. Informację tę kolportowało mnóstwo kont otwartego/białego wywiadu, takie doniesienia pojawiały się nawet w ukraińskich mediach, jednak oficjalnie cały czas nie wiemy, czy pod nazwą "Pelikan" rzeczywiście kryje się pocisk firmy Fire Point.
Czytaj nas częściej w Google
Ukraińska armia, jak i sam koncern Fire Point milczą w tej sprawie jak zaklęte, a spekulacje mogły np. wynikać z faktu, że ukraiński pocisk manewrujący FP-5 ma nazwę "Flaming", "Pelikan" pasuje więc do kolejnego arsenału tego typu.
FP-7 ma za krótki zasięg
Jeśli przyjmiemy jednak za pewnik parametry pocisku FP-7, które ujawnił jakiś czas temu jego producent, to nie ma możliwości, aby Ukraina użyła tej broni do ataku na Moskwę. FP-7 ma mieć bowiem zasięg 200 km, czyli jest on dwukrotnie mniejszy, niż byłby potrzebny do uderzenia w rosyjską stolicę oddaloną od Ukrainy o ponad 400 km.
Oczywiście jest możliwe, że Ukraińcy nie podali prawdziwego zasięgu tej broni, ale czy obniżyliby jej zasięg aż tak mocno? Wydaje się to mało prawdopodobne.
Najbardziej realny scenariusz jest więc taki, że "Pelikan" to po prostu kolejny typ ukraińskiego drona, którego jeszcze oficjalnie nie pokazano. To samo twierdzi też ukraiński serwis RBC-Ukraine, który, powołując się na własne źródła, podaje, że mamy tu do czynienia z nowym typem bezzałogowca i "Pelikan" nie jest pociskiem balistycznym FP-7.
W tym momencie wszystko wskazuje więc na to, że Ukraina wciąż nie użyła balistycznego arsenału do zaatakowania Rosji. Nie zmienia to też faktu, że taka operacja to już tylko kwestia czasu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.