Osiem lat za śmierć rodziny. Dlaczego kara nie mogła być wyższa?
Uzasadnienie wyroku dla Sebastiana M. za śmiertelny wypadek na A1
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Uwaga! TVN
Sebastian M., oskarżony o spowodowanie w 2023 roku śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 koło Piotrkowa Trybunalskiego, został nieprawomocnie skazany na maksymalną karę ośmiu lat więzienia. Po tym, jak kierowane przez niego BMW, rozpędzone do ponad 300 kilometrów na godzinę, wjechało w Kię, zginęła rodzina. Patryk, Martyna i pięcioletni Oliwier spłonęli żywcem.
Zdaniem niektórych prawników bardziej adekwatnym opisem tego, co wydarzyło się na autostradzie A1, byłoby zabójstwo z zamiarem ewentualnym, a nie spowodowanie wypadku. - Porównuję to do człowieka, który bierze broń palną i strzela na ulicy. Jeżeli ktoś zostanie trafiony, to powiemy, że to jest zabójstwo z zamiarem ewentualnym - komentował w środę w "Faktach po południu" prof. Mikołaj Małecki, karnista z Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Wyższy wyrok dla Sebastiana M.? "Jeżeli pozwalałoby prawo"
Mecenas Zbigniew Roman, adwokat, partner w kancelarii SDRK, ocenił w czwartek w TVN24, że dyskusja nie dotyczy tego, czy kara jest zbyt niska - bo przy takiej kwalifikacji czynu nie mogła być wyższa - ale tego, czy przepisy nie są zbyt łagodne.
Prawnik zwrócił uwagę, że sprawcom tego rodzaju wypadków od niedawna grozi już kara do 10 lat więzienia - zmiana przepisów nastąpiła już jednak po tragedii na autostradzie A1.
Sebastian M. w sądzie
Źródło zdjęcia: Piotr Krysztofiak tvn24.pl
- Ta zmiana nie jest jakaś zasadnicza [...], natomiast od tego czasu wprowadzono bardzo wiele nowych rozwiązań prawnych, które kwalifikują i tym samym penalizują jazdę brawurową, wyjątkowo niebezpieczną - ocenił mec. Roman.
Adwokat podał przykłady, takie jak spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu lub narkotyków czy ucieczka z miejsca zdarzenia. Chodzi o artykuł 178. Kodeksu karnego, który od października 2023 roku przewiduje - w tych szczególnych przypadkach - karę od pięciu do nawet 20 lat więzienia za spowodowanie śmiertelnego wypadku. Zdaniem mecenasa Zbigniewa Romana to pokazuje, że "ustawodawca odpowiedział na potrzebę społeczną".
W innej głośnej sprawie wyrok 20 lat więzienia usłyszał sprawca wypadku na Trasie Łazienkowskiej, Łukasz Żak. Do tego wypadku doszło już po zmianie przepisów, bo we wrześniu 2024 roku.
- Nie mam wątpliwości, że w tej sprawie zapadłby w każdym innym wariancie wyrok maksymalny. Jeżeli prawo pozwalałoby na to, żeby ta kwalifikacja była zaostrzona, myślę, że prokurator by wnosił o najwyższy wymiar kary i zostałaby ona uwzględniona. Dlatego, że jest to absolutnie szczególny wypadek - skomentował Zbigniew Roman.
Prokuratura rozważała dwa warianty. "Dużo surowsze"
Adwokat powiedział, że osoba, która popełnia nieumyślnie przestępstwo drogowe - czyli umyślnie łamie przepisy ruchu drogowego, ale spowodowanie śmierci jest nieumyślne - odpowiada "zupełnie inaczej niż sprawca, który sam wprowadził się w stan upojenia albo sam zdecydował o ucieczce z miejsca zdarzenia".
Małgorzata Kukuła, prowadząca rozmowę dziennikarka TVN24, zwróciła uwagę, że Sebastian M. "sam zdecydował, że pojedzie 300 kilometrów na godzinę". - W związku z tym wiem, że prokuratura rozważała dwa inne warianty. Warianty, które mogłyby spowodować karę dużo ostrzejszą, dużo surowszą - odparł mecenas.
Zbigniew Roman wyjaśnił, że chodzi między innymi o artykuł 148. paragraf 3. Kodeksu karnego - czyli zarzut zabójstwa z zamiarem ewentualnym. - Ale do tego należałoby wykazać, że ten człowiek nie tylko brał pod uwagę, że może być skutek śmiertelny takiej jazdy, ale również się na to godził. To bardzo trudne w procesie dowodzenia. Prokuratura z tego zrezygnowała na wstępnym etapie postępowania - stwierdził.
Drugim rozważanym artykułem miał być artykuł 173. paragraf 3. Kodeksu karnego, który mówi o sprowadzeniu katastrofy w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym.
- W obu przypadkach organy ścigania, które siłą rzeczy bardziej są skoncentrowane na tym, żeby wybrać ten stosunkowo adekwatny, ale surowy typ kwalifikacji, a nie pomagać potencjalnemu sprawcy, uznały, że to będzie trudne do dowiedzenia - podkreślił mecenas Roman. Dodał, że nie widzi podstaw do tego, żeby w drugiej instancji kara została zaostrzona.
"Funkcjonujemy w zupełnie innych realiach"
Adwokat raz jeszcze podkreślił, że od chwili wypadku na autostradzie A1 wiele się zmieniło. - Ustawodawca odpowiedział na zapotrzebowanie, zaostrzył te przepisy, te przepisy dość szybko weszły w życie i w tej chwili już funkcjonujemy w zupełnie innych realiach, jeżeli chodzi o potencjalne sankcje, niż funkcjonowaliśmy w 2023 roku - powiedział Zbigniew Roman.
Mecenas zastrzegł, że nie jest pewien, czy "nawet ten znowelizowany wariant przepisu, który powoduje sankcje do 10 lat [więzienia - red.], nie jest zbyt łagodny". - Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że ktoś jedzie z prędkością trzykrotnie wyższą niż ofiara... - zaczął, gdy Małgorzata Kukuła dopytała: - To nie liczy się z tym, że ktoś może zginąć?
- Nie wykluczam, że powinniśmy się nad tym zastanawiać. Czy liczy się? Myślę, że powinien się liczyć. Czy się godzi? To jest największy problem. A to jest ta przesłanka niezbędna do tego, żeby skazać kogoś za zabójstwo z zamiarem ewentualnym - odpowiedział adwokat. Dodał, że nawet w przypadku wprowadzenia do Kodeksu karnego przepisu o "zabójstwie drogowym" śledczy musieliby wykazać "zamiar, nawet ewentualny". Zdaniem adwokata byłoby to "szalenie trudne".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.