"Nie wspominaj o armii ani o wojnie". Przeniknęliśmy za kulisy machiny rekrutacyjnej Putina. Tak Kreml wabi ochotników do armii
Niniejszy tekst powstał w ramach projektu Axel Springer Global Reporters Network, którego Onet jest częścią.
Kobieta nie ujawnia swojego imienia. Na zdjęciu profilowym ma na sobie mocny makijaż i wojskową kurtkę rozpiętą z przodu aż do dołu. Jej czarne włosy są splecione w warkocz. Z zapałem próbuje przekonać 29-letniego Iwana z Ufy, miasta położonego 1400 km na wschód od Moskwy, do służby w armii Władimira Putina.
— Przejdziesz badania lekarskie, w tym czasie będziesz mieszkał w hotelu — wyjaśnia w wiadomości głosowej, mówiąc miłym głosem i w sposób rzeczowy. — W zależności od twoich umiejętności, jedną z opcji dla ciebie mogą być siły dronowe. Prześlij swoje dokumenty, przeszkolimy cię przez kilka tygodni i pokryjemy koszty zakwaterowania, wyżywienia oraz podróży — obiecuje.
W rzeczywistości Iwan nie istnieje. To fikcyjny profil, który w redakcji "Welt Am Sonntag" stworzyliśmy do celów badawczych. Kobieta, z którą rozmawiamy, w rzeczywistości najprawdopodobniej wygląda inaczej. Jej zdjęcie profilowe zostało wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Za nim chowa się tzw. rekruterka — przedstawicielka modelu biznesowego przeżywającego obecnie rozkwit w Rosji Putina. Jej zadaniem jest przekonywanie mężczyzn do tego, by wyruszyli na wojnę przeciwko Ukrainie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.