Gwiazda MMA, kradzione auta i podpalenie. Ujawniamy kulisy głośnej sprawy
"Zastrzelcie mnie, strzelajcie, kur..." – krzyczał do policjantów Mamed Ch. Tak bronił znajomego, który pomagał mu w handlu kradzionymi samochodami z Czech. Bardzo niska cena, niepełne albo fałszywe dokumenty i szybka odsprzedaż - według nieprawomocnego wyroku, gwiazdor sportów walki, był intensywnie zaangażowany w ten nielegalny biznes. Sportowiec miał też zorganizować podpalenie samochodu człowieka, który doniósł o lewych interesach jego wspólnika. Wirtualna Polska ujawnia kulisy tej głośnej sprawy.
- W lipcu 2026 r. Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach skazał nieprawomocnie Mameda Ch. na łączną karę półtora roku więzienia i grzywnę w wysokości 280 tys. zł.
- Sąd uznał, że w latach 2016–2017 gwiazdor MMA kupował w Polsce i Czechach samochody pochodzące z kradzieży. Chodziło między innymi o luksusowe BMW M6 GT, Porsche Panamera czy BMW 750 X-drive.
- Ponadto sportowiec miał kierować działaniami, które doprowadziły do podpalenia dwóch samochodów w Rybniku w kwietniu 2017 r.
- Proces był częścią szerszego śledztwa dotyczącego grupy osób podejrzanych m.in. o obrót kradzionymi samochodami, wprowadzanie do obiegu podrobionych banknotów euro oraz przestępstwa gospodarcze. Akt oskarżenia objął 17 osób, którym łącznie zarzucono 140 czynów.
- Legendarny zawodnik MMA konsekwentnie nie przyznaje się do winy i zapowiada złożenie apelacji.
- Wirtualna Polska zapoznała się z uzasadnieniem wyroku wydanego przez Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach.
Od egzotycznych zwierząt do samochodowych klonów
Początek historii, która zakończyła się na ławie oskarżonych, nie przypomina opowieści o międzynarodowym handlu kradzionymi samochodami.
Sprawy kryminalnej może nigdy by nie było, gdyby nie kolejna pasja Ś. – motoryzacja. To ona zaprowadziła go do czeskiego środowiska zajmującego się tzw. samochodami-klonami.
WIDEO
Cios w środowisko pseudokibiców. Duża akcja policji:
WIDEO
Jakub Ś. znał czeskiego pośrednika, który oferował właśnie takie samochody po cenach nieporównywalnie niższych od ich wartości rynkowej. Według sądu Polak stał się łącznikiem między dostawcami z Czech a nabywcami u nas.
Z klientami kontaktował się telefonicznie lub przez komunikatory internetowe – przesyłał zdjęcia samochodów, czasem brał zlecenie na konkretny model. Po wstępnym dogadaniu się organizował logistykę – ustalał termin i miejsce spotkania, sposób dostarczenia pojazdu i cenę.
Według sądu jednym z głównych odbiorców kradzionych samochodów od Jakuba Ś. był Mamed Ch., legendarny zawodnik MMA.
Pięć tysięcy euro za auto warte 180 tysięcy złotych
Poznali się wiosną 2016 r. Jakub Ś. i jego wspólnik kupili wtedy w Czechach samochód za 38 tys. euro. Sąd ustalił, że obaj wiedzieli, że to klon, a więc że pochodzi z przestępstwa. Auto miało trafić do Mameda Ch., który chciał je kupić dla siebie. Sprzedający liczyli na wyjątkowo wysoki zarobek: gwieździe MMA samochód zaoferowali za 80 tys. euro.
Do prezentacji doszło na parkingu przy jednej z restauracji po polskiej stronie. Podczas jazdy próbnej doszło jednak do awarii – po włączeniu trybu sportowego skrzynia biegów przestała działać. W tej sytuacji Mamed Ch. zrezygnował z zakupu. Ale towarzyski kontakt z Jakubem Ś. utrzymał. Wkrótce Ś. zaproponował sportowcowi wspólne interesy związane ze sprzedażą klonów z Czech.
Do pierwszej transakcji miało dojść już w sierpniu 2016 r. Mamed Ch., dwóch jego znajomych oraz Jakub Ś. pojechali do Czech po samochód, którego wartość rynkową określono – według uzasadnienia – na 178,2 tys. zł. Po negocjacjach Mamed Ch. zapłacił zaledwie 5 tys. euro, a Ś. dostał tysiąc euro prowizji.
Interes zapowiadał się więc świetnie, ale znalezienie kupca przeciągało się tygodniami. W listopadzie, nie zważając na kłopot z upłynnieniem pierwszego auta, świeżo upieczeni wspólnicy postanowili ubić kolejny interes. I tym razem nie obyło się bez kłopotów. Zakup dwóch kolejnych samochodów za około 60 tys. euro zakończył się zatrzymaniem aut przez czeską policję. Funkcjonariusze szybko ustalili, że oba samochody są zgłoszone jako skradzione, a ich właścicielem jest jedna z czeskich firm.
Gotówkę na tę transakcję wyłożył Mamed Ch. i domagał się od Ś. zwrotu pieniędzy.
Napięcie pomiędzy nimi wzrosło, ale Jakub Ś. znalazł wreszcie klienta na pierwszy z zakupionych samochodów – ten, którego długo nie udawało się sprzedać. Nabywca zapłacił 80 tys. złotych, a razem z autem otrzymał podrobioną fakturę, kluczyki oraz czeskie dokumenty. Jakub Ś. mógł spłacić Mameda Ch., a sam dostał 2 tys. zł prowizji.
Auta przechodziły z rąk do rąk
W dokumentach sądowych opisano kolejne transakcje. Mechanizm był bliźniaczy – Jakub Ś. lub jego wspólnik kupowali samochody w Czechach i z niewielką przebitką mieli je sprzedawać Mamedowi Ch., by ten odsprzedawał dalej. Zyski mogły być spore: np. klon kupiony za 25 tys. euro (dziś to ponad 100 tys. zł) sąd wycenił na 243 tys. zł, a kolejny za 26 tys. euro aż na 352,6 tys. złotych.
Transakcje opisane w aktach łączyła więc niska cena, niepełne albo fałszywe dokumenty, szybka odsprzedaż i samochód krążący między kolejnymi nabywcami.
Z uzasadnienia wyroku wynika też, że Mamed Ch. kilkukrotnie sam zgłaszał się do Jakuba Ś. i innych pośredników z informacją, że jest zapotrzebowanie na konkretny model. A ci – najczęściej w ciągu kilku tygodni – organizowali taki samochód.
Kupców w Polsce Mamed Ch. szukał m.in. przez swojego znajomego E.W., który zajmował się handlem samochodami. Jedną z klientek sportowca była zresztą kuzynka żony E.W. Po sfinalizowaniu transakcji kobieta otrzymała krótkoterminową polisę wystawioną na Mameda Ch. i jeden kluczyk. Zapewniano ją, że drugi oraz książka serwisowa zostaną dosłane. Nigdy do tego nie doszło.
To, że samochód jest kradziony, wyszło na jaw przypadkiem. Kobieta zgubiła jedyny kluczyk i zamówiła duplikat w autoryzowanym salonie. Po sprawdzeniu numeru VIN okazało się, że nowy klucz nie pasuje, a pojazd figuruje jako kradziony. Salon zawiadomił policję. Samochód zabezpieczono w listopadzie 2019 r.
Dług, premiera książki i podpalenie
Wróćmy do straconych przez Mameda Ch. 60 tys. euro w związku z zabezpieczeniem przez czeską policję dwóch samochodów. Z akt wynika, że Ś. wielokrotnie opowiadał znajomym o długu wobec Ch.
Aby zdobyć pieniądze, namówił jednego z kolegów do zaciągnięcia pożyczek na 15 tys. i 20 tys. zł. Pieniądze trafiły do Jakuba Ś. i miały posłużyć do spłaty części zobowiązania. Mamed Ch. kilkukrotnie potrącił też pieniądze z prowizji, którą miał otrzymać Ś.
Śledczy zabezpieczyli m.in. wiadomości tekstowe, z których wynikało, że Jakub Ś. obawiał się Mameda Ch., a potrzeba spłaty długu była dla niego powodem zdenerwowania i zmartwienia.
Gwiazdor MMA przedstawiał relacje pomiędzy nimi inaczej. Twierdził, że pośrednik nie mógł się go obawiać, ponieważ pomagał mu spłacać zadłużenie, a obaj godzinami rozmawiali o depresji.
Najpoważniejszy epizod tej znajomości nie dotyczył jednak samochodów. W marcu 2017 r. Jakub Ś. spotkał się z Mamedem Ch. w centrum handlowym przy okazji premiery książki "Lepiej byś tam umarł", którą zawodnik MMA napisał razem ze Szczepanem Twardochem.
Początkowo rozmowa dotyczyła aut, które Ś. sprowadził dla Mameda Ch.
W pewnym momencie sportowiec miał powiedzieć, że były mąż partnerki Jakuba Ś. doniósł policji o nielegalnym przetrzymywaniu przez niego dzikich zwierząt. Ś. wpadł w złość. Miał namówić Mameda Ch. do zniszczenia jego samochodu w ramach odwetu. Ustalił markę, kolor i numer rejestracyjny auta oraz adres właściciela, a następnie przekazał je sportowcowi. Ten miał zlecić podpalenie auta.
W nocy z 11 na 12 kwietnia 2017 r. samochód faktycznie spłonął. Coś poszło jednak nie tak i ogień objął też auto zaparkowane obok. Zabezpieczone przez policję nagrania z monitoringu były zbyt niskiej jakości, by rozpoznać sprawców lub odczytać tablice rejestracyjne pojazdu, którym przyjechali. Finalnie podpalaczy nie udało się namierzyć.
"Zastrzelcie mnie"
Równolegle do "biznesu" z klonami Jakub Ś. nadal prowadził handel zwierzętami. Miesiąc przed zatrzymaniem podpisał umowę na sprowadzenie do Polski samca ocelota wielkiego. Zwierzę miał sprzedać za 8 tys. euro. Przyjął tysiąc euro zadatku, a na wykonanie umowy miał siedem miesięcy. Nie zdążył.
26 czerwca 2018 r. policjanci zatrzymali go w domu, przeszukali pomieszczenia i dwa samochody oraz zabezpieczyli między innymi gotówkę, laptop i telefon. To był początek lawiny. W następnych miesiącach w ręce policji trafiały kolejne osoby zaangażowane w handel kradzionymi autami z Czech.
23 października 2018 r. policjanci i funkcjonariusze pododdziału antyterrorystycznego zatrzymali bliskiego znajomego Mameda Ch. Działo się to przy samochodzie zaparkowanym obok jego domu. Potem weszli z nim do mieszkania. Mężczyzna miał już na rękach i nogach kajdanki zespolone. Gdy konwój schodził na dół, przy drzwiach wyjściowych z kamienicy czekał Mamed Ch.
Według ustaleń sądu był agresywny i roszczeniowy. Próbował zablokować policjantom drogę. Funkcjonariusz idący z przodu kilka razy prosił go, żeby się odsunął. Miał wywieszoną na piersi legitymację policyjną. Mamed Ch. nie ustępował. Napierał na funkcjonariusza, krzycząc: "Rozkujcie go".
Partnerka zatrzymanego próbowała uspokoić sportowca, ale napięcie rosło.
Mamed Ch. wyzywał konwojujących: "Wy kur..., zdejmijcie mu kajdanki, kur..., puśćcie go". Wreszcie uderzył jednego z policjantów w klatkę piersiową. Krzyczał dalej: "To nie jest bandyta, zastrzelcie mnie, strzelajcie, kur...".
Sytuację opanowała w końcu partnerka znajomego – odgrodziła Ch. od konwoju. Dopiero wtedy funkcjonariusze zdołali wydostać się na zewnątrz i doprowadzić zatrzymanego do radiowozu.
Do kolejnego spotkania Mameda Ch. z policją doszło 11 czerwca 2019 r. Tym razem – około 6 rano – funkcjonariusze Biura Operacji Antyterrorystycznych weszli do jego domu. W trakcie przeszukania zabezpieczyli m.in. rewolwer produkcji tureckiej, na który sportowiec nie miał zezwolenia. Po zatrzymaniu i przedstawieniu zarzutów prokuratura zawnioskowała o areszt. Sąd nie wyraził jednak na to zgody i Mamed Ch. został zwolniony. Przed sądem odpowiadał z wolnej stopy.
"Jeden z głównych nabywców"
Jakub Ś. przyznał się do większości zarzutów i złożył rozbudowane wyjaśnienia. Opisał handel samochodami, podrabianie dokumentów, oszustwa, przywłaszczenia, wprowadzanie fałszywych banknotów euro do obiegu na Słowacji oraz zlecenie podpalenia.
W zasadniczej części jego relacja została uznana za wiarygodną i potwierdzoną pozostałymi dowodami, na które składały się m.in. zeznania innych świadków, wiadomości ujawnione na jego komunikatorach internetowych i poczcie elektronicznej, czy zdjęcia skradzionych aut zabezpieczone w jego telefonie komórkowym.
Na wniosek prokuratora sąd zastosował wobec Jakuba Ś. nadzwyczajne złagodzenie kary. Uznał, że ujawnił organom ścigania istotne, wcześniej nieznane okoliczności przestępstw i pomógł odtworzyć skalę procederu oraz role innych oskarżonych. Jakub Ś. usłyszał karę łączną czterech lat więzienia, ale jej wykonanie warunkowo zawieszono na osiem lat.
Mamed Ch. konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Odnosząc się do zarzutów związanych z paserstwem, potwierdzał część spotkań i transakcji, ale utrzymywał, że nie wiedział o nielegalnym pochodzeniu samochodów. Przy niektórych pojazdach twierdził, że nic o nich nie wie. Zaprzeczał też, aby namawiał kogokolwiek do podpalenia. Sąd uznał te wyjaśnienia za sprzeczne z materiałem dowodowym.
Kluczowe były obszerne wyjaśnienia Jakuba Ś. oraz relacje innych oskarżonych i świadków. Znaczenie miały także zapisy przejazdów skradzionych aut, dokumenty, przepływy finansowe i karta jednego z samochodów zabezpieczona podczas przeszukania domu zawodnika MMA.
W ocenie sądu Mamed Ch. przy każdej z objętych wyrokiem transakcji wiedział, skąd pochodzą auta. Wskazywało na to wiele oczywistych przesłanek, takich jak bardzo niska cena samochodów w stosunku do wartości rynkowej, brak pełnej dokumentacji dotyczącej aut, jeden kluczyk, brak umów zakupu wskazujących na poprzedniego właściciela, umowy kupna-sprzedaży przygotowane in blanco lub tworzone post factum czy fałszywe dane w dokumentach.
W pisemnym uzasadnieniu wyroku Mamed Ch. został nazwany "jednym z głównych nabywców" samochodów pochodzących z kradzieży i przywłaszczeń w Czechach.
W odniesieniu do naruszenia nietykalności cielesnej policjantów Mamed Ch. przyznał przed sądem, że krzyczał i przeklinał, ale zaprzeczał, by dotknął któregoś z funkcjonariuszy. Sąd nie dał wiary również tym wyjaśnieniom. Przy wymierzaniu kary uwzględnił jednak, że nikt nie odniósł obrażeń, zachowanie sportowca nie miało znacznego natężenia, a on sam później zgłosił się do jednostki i przeprosił.
W jednym punkcie sąd uniewinnił Mameda Ch. Gwiazdor MMA twierdził, że znaleziona w jego domu broń została zakupiona przez niego w sklepie z militariami jako "zabawka", a sprzedawca przekonywał go, że na jej posiadanie nie jest wymagane zezwolenie. W tym wypadku sąd uwierzył oskarżonemu.
"Czuję się niewinny"
Gwiazdor MMA został uznany za winnego ośmiu czynów paserstwa, w tym jednego w fazie usiłowania, podżegania do zniszczenia samochodów oraz czynów popełnionych wobec policjantów. Za okoliczność obciążającą uznano "wysoki stopień społecznej szkodliwości popełnionych czynów, wielość popełnionych przestępstw i działanie w ramach ciągu przestępstw". Jako okoliczność łagodzącą przyjęto wcześniejszą niekaralność sportowca.
"Wyrok Sądu Rejonowego w Tarnowskich Górach nie jest prawomocny. Przyjąłem go do wiadomości, ale jest to rozstrzygnięcie, z którym nie mogę się zgodzić. W związku z powyższym będę się od niego odwoływał.
Mam pełne zaufanie do dalszego toku postępowania i wierzę, że na etapie apelacji wszystkie okoliczności tej sprawy zostaną ponownie i dokładnie ocenione.
Od początku konsekwentnie przedstawiałem swoje stanowisko i nadal czuję się niewinny. Zależy mi na tym, aby sprawa została ostatecznie wyjaśniona w sposób rzetelny, spokojny i zgodny z prawdą".
Chcesz skontaktować się z autorem? Napisz: mateusz.baczynski@grupawp.pl
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.