Podatki, ojczym i przeprosiny w piżamie. Eksperci oceniają kryzys Andziaks
- Andziaks przeprosiła za słowa o podatkach. Przyznała, że mówiła nieprawdę. Wcześniej żaliła się, że płaci wysokie daniny, a z usług publicznych nie korzysta.
- W tym samym nagraniu odniosła się do listu gończego za ojczymem. Wojciech Kurowski jest poszukiwany w związku z oszustwem. Influencerka twierdzi, że przebywa on w Austrii, i odcina się od jego interesów.
- Eksperci: jedno nagranie nie odbuduje zaufania. Forma przeprosin może zostać odebrana jako próba wzbudzenia współczucia. Jeśli kryzys się przedłuży, ostrożniejsi mogą stać się reklamodawcy, oceniają dla WP Sylwia Buda i Wojciech Bizub.
Słowa Andziaks o jej sytuacji podatkowej wywołały falę kpin. Internauci i doradcy podatkowi zaczęli prześwietlać jej finanse. Portal Money.pl przeanalizował sprawozdania spółki, która stoi za jej świecowym biznesem. W 2025 r. spółka zapłaciła 26,1 tys. zł podatku dochodowego, a rok wcześniej 572,2 tys. zł.
W nagraniu influencerka przyznała się do błędu. Szczególnie przeprosiła osoby o niższych dochodach. Tłumaczyła się niewiedzą, na co dokładnie idą podatki, oraz niefortunnym przykładem ze składką zdrowotną. Przekonywała, że kwota 26 tys. zł dotyczyła tylko jednej spółki rozliczanej estońskim CIT-em, w którym podatek płaci się dopiero przy wypłacie dywidendy. Zdementowała też doniesienia o bezzwrotnej pomocy z budżetu: chodziło jej zdaniem wyłącznie o gwarancję BGK przy komercyjnym kredycie. Zapewniła, że jej firmy rozliczają się w Polsce i że nie planuje przenosić rozliczeń za granicę.
List gończy za ojczymem
Drugi wątek jest poważniejszy. 70-letni Wojciech Kurowski, ojczym influencerki, figuruje w policyjnej bazie osób poszukiwanych od 19 września. Poszukiwania prowadzi krakowska policja, a jako podstawę wskazano przepis Kodeksu karnego dotyczący oszustwa.
Kurowski przez lata kierował spółką Optima Development Poland, która zamierzała wybudować w Zakopanem kilka luksusowych hoteli. Powstała tylko Rezydencja Gubałówka. Według "Pulsu Biznesu" zobowiązania firmy sięgały co najmniej 57,8 mln zł, a w maju 2024 r. ogłoszono jej upadłość. Od początku tego roku Kurowski odpowiada przed sądem za działanie na szkodę spółki i jej wierzycieli.
Portal boop.pl, powołując się na prokuraturę, podaje, że miał doprowadzić do sprzedaży części zakopiańskiego hotelu za zaledwie 10 tys. zł, czym naraził spółkę na szkodę w wysokości niemal 6,1 mln zł. Wśród poszkodowanych jest kilkuset obligatariuszy. Biznesmen nie przyznaje się do winy. Nie wiadomo, czy obecne poszukiwania mają bezpośredni związek ze sprawą Optimy, bo policja nie podała takiej informacji.
Kurowski często występował na vlogach pasierbicy, a ona chętnie promowała należącą do jego spółki Rezydencję Gubałówka. Pod jej ostatnim nagraniem odezwały się osoby, które przedstawiają się jako poszkodowane przez ojczyma.
W oświadczeniu Andziaks mówiła o Kurowskim jak o człowieku, który ją wychował i którego traktuje jak ojca. Przekazała, że przebywa on obecnie w Austrii, a z jej wiedzy wynika, że polskie i zagraniczne służby znają jego adres. Dlatego, jak mówiła, nie rozumie tła wystawienia listu gończego, choć zastrzegła, że nie jest prawniczką. Tego twierdzenia nie potwierdzono niezależnie. Influencerka przyznała, że rozmawiała z ojczymem o zarzutach i że on zapewnia o swojej niewinności. – Chcę wierzyć, że jest niewinny – mówiła. Zastrzegła przy tym, że jej wiara wynika z miłości, a nie z dowodów.
Andziaks odcięła się od interesów ojczyma. Przyznała, że odwiedzała Rezydencję Gubałówka i promowała ją w nagraniach, by pomóc ojczymowi przyciągnąć gości. Zaprzeczyła natomiast, by uczestniczyła w jego rozliczeniach z inwestorami lub wiedziała o zarzucanych mu nieprawidłowościach. Zaprzeczyła też, by ojczym sfinansował jej dom, spółki czy samochody. Twierdzi, że jest odwrotnie: Wojciech Kurowski od dłuższego czasu jest w fatalnej sytuacji finansowej, więc to ona regularnie przesyła mu pieniądze na utrzymanie.
Nie wszystkich to przekonało. Pod filmem nie brakuje komentarzy, w których widzowie apelują, by nie nabierać się na "PR-owe nagrania".
"Próba wzbudzenia współczucia"?
Czy to szczere wyznanie? Czy pomoże ratować spadającą na łeb na szyję wiarygodność gwiazdy mediów społecznościowych? Wirtualna Polska zapytała osoby, które na co dzień zajmują się badaniem i oceną wizerunku medialnego.
– Przeprosiny Andziaks są reakcją na kryzys, który wywołała jej wypowiedź o podatkach – mówi WP Sylwia Buda, ekspertka ds. komunikacji wizerunkowej i PR. – Sam fakt, że pojawiły się po fali krytyki, może sprawiać, że część odbiorców odbierze je jako wymuszone sytuacją. Nie oznacza to jednak automatycznie, że są nieszczere. Intencji nie da się ocenić wyłącznie na podstawie nagrania. Z perspektywy PR kluczowe jest to, czy za przeprosinami pójdzie rzeczywista refleksja i zmiana sposobu komunikowania się z odbiorcami.
Ekspertka zwraca też uwagę na formę filmu.
– Nagranie bez makijażu, w piżamie i z poważnym wyrazem twarzy wyraźnie kontrastuje z dopracowanym, wizerunkowym światem influencerki – zauważa Buda. – Taka forma może pomóc skrócić dystans i pokazać bardziej prywatną stronę, ale może też zostać odebrana jako próba wzbudzenia współczucia. Sam wygląd nie przesądza jednak o autentyczności. W komunikacji kryzysowej najważniejsza jest spójność między deklaracjami a późniejszym zachowaniem. Nie sądzę, żeby jedno nagranie mogło natychmiast odbudować nadszarpnięte zaufanie.
Dla marek liczy się reputacja
Czy kryzys uderzy w pozycję influencerki na rynku reklamowym?
– Nie musi to oznaczać trwałej utraty wiarygodności czy kontraktów reklamowych – ocenia Buda. – Dla marek współpracujących z influencerami liczą się nie tylko zasięgi, ale również reputacja i relacja twórcy z odbiorcami. Jeśli kontrowersja będzie się utrzymywać, część reklamodawców może ostrożniej podchodzić do dalszej współpracy. Wiele zależy od tego, czy kryzys szybko wygaśnie, czy też będzie regularnie powracał w dyskusji publicznej.
Na ocenę, czy strategia Angeliki Trochonowicz okaże się skuteczna, jest według ekspertki za wcześnie.
– Wizerunek można odbudować, ale nie samymi przeprosinami – podsumowuje Buda. – Potrzebne są czas, konsekwencja i większa świadomość tego, jak wypowiedzi są odbierane przez różne grupy społeczne. W przypadku influencerów autentyczność jest dziś jednym z najważniejszych kapitałów, ale wiąże się również z odpowiedzialnością za własny przekaz.
"Ragebait" napędza zasięgi
Z nieco innej strony sprawie przyjrzał się na prośbę Wirtualnej Polski Wojciech Bizub z WBIZNES, ekspert marketingu internetowego.
– Andziaks pokazuje swoje wyidealizowane życie, a część widzów ogląda ją z zazdrości i tylko czeka, żeby wbić szpilkę – mówi. – Tym bardziej że pieniądze to temat stygmatyzowany najmocniej, a widownia Andziaks zarabia ułamek tego, co ona. Z jednej strony łatwo w formacie vlogowym palnąć to, co ślina na język przyniesie, i użyć skrótu myślowego. Z drugiej strony Andziaks natychmiast wpadła w szufladę "bogata blondynka, która odkleiła się od rzeczywistości". Warto pamiętać, że gdyby ten fragment wycięto w montażu, nie rozmawialibyśmy teraz o tym, a influencerzy przecież "żyją z zasięgów". Szczególnym paliwem jest tutaj tzw. ragebait, czyli wkurzenie widowni.
Bizub zwraca też uwagę na samą formę przeprosin.
– Wymuszone przez nawałnicę komentarzy przeprosiny zaczynają się dobrze, od "to była głupota, powiedziałam nieprawdę" – ocenia. – Niezależnie od pobudek każde "przepraszam", czy w tym wypadku "chciałabym przeprosić", uspokaja atmosferę. Nagranie w piżamie nie dziwi stałych widzów vlogów Angeliki, bo tak wyglądają jej codzienne posty. Natomiast dla osób, które wcześniej jej nie znały, może być zaskoczeniem, bo zwykle kojarzą ją tylko z salonów i okładek.
– Na koniec dwa pytania dla każdego. Czy ja chciałbym płacić niższe podatki? Tak – mówi ekspert. – Czy Andziaks może chcieć płacić niższe podatki? Nie. A przynajmniej nie powinna mówić o tym na głos.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.