Afera w prosektorium Szpitala Południowego. Jest nowe śledztwo prokuratury
Prokuratorskie śledztwo zostało wszczęte 18 września. Dotyczy ono dwóch przestępstw: żądania i przyjmowania korzyści majątkowych przez koordynatora szpitalnego prosektorium Artura Habowskiego oraz znieważania zwłok poprzez "naruszenie należnego im szacunku i godności".
Śledczy badają cały szereg zdarzeń, do których miało dochodzić między lutym 2021 r. a lipcem 2026 r. — wynika z informacji Onetu.
Czytaj nas częściej w Google
Już na początku lipca, od razu po naszych doniesieniach, postępowanie sprawdzające dotyczące prosektorium w Szpitalu Południowym wszczęła Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów. Teraz sprawą zajęła się jednostka wyższego szczebla — warszawska prokuratura okręgowa.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jej rzecznik prok. Piotr Skiba w rozmowie z nami potwierdza, że "zostało wszczęte nowe śledztwo". Dodaje, że na razie nikt nie usłyszał w nim zarzutów. Odmawia przy tym udzielenia jakichkolwiek szczegółowych informacji, zaznaczając, że przekaże je dopiero w połowie października na konferencji prasowej.
Handel ciałami w Szpitalu Południowym. Prosektor miał specjalny cennik
W tekście "Jak prosektor Szpitala Południowego handlował zwłokami. Ujawniamy kulisy" z 1 lipca Onet opisał ze szczegółami proceder, do którego dochodziło w kostnicy stołecznej placówki.
Według licznych źródeł koordynator prosektorium Artur Habowski wbrew przepisom prawa przez lata oferował w szpitalu rodzinom zmarłych usługi pogrzebowe i przyjmował pieniądze od zakładów pogrzebowych.
Dotarliśmy do szacunkowego cennika opłat, które prosektor pobierał za swoje "usługi". Zgoda na wydanie ciała kosztowała 100 zł, ubranie zwłok i zabiegi kosmetyczne — 500 zł, a polecenie bliskim zmarłej osoby konkretnego zakładu pogrzebowego — 1500 zł lub więcej.
Działalności Habowskiego sprzyjały wyjątkowe procedury wprowadzone w Szpitalu Południowym. Rodziny zmarłych pacjentów po kartę zgonu musiały zgłaszać się nie do administracji szpitala, ale właśnie do koordynatora prosektorium. To umożliwiało mu bezpośredni kontakt z pogrążonymi w żałobie bliskimi i nakłanianie ich do skorzystania z jego usług.
— Cały szpital miał przykaz, żeby te karty oddawać jemu. I oddawał — mówił nam jeden z byłych pracowników Szpitala Południowego.
Nasze źródła opowiadały także o działaniach odwetowych, które koordynator miał prowadzić w przypadku, gdy rodzina zdecydowała się na inny zakład pogrzebowy niż ten polecany przez niego.
— Klientka się uparła i zabraliśmy ciało z prosektorium w Południowym. Otwieramy worek — siki. Normalnie nasikał na zwłoki, zapakował i nam przekazał. Jak mi moi pracownicy o tym powiedzieli, zadzwoniłem do niego, a on do mnie: "wy robicie usługi, to sobie umyjcie" — relacjonował pracownik jednego z zakładów pogrzebowych.
Po publikacji Onetu i portalu zero.pl Artur Habowski stracił pracę.
W lipcu opisaliśmy podobny proceder funkcjonujący w podległym Warszawskiemu Uniwersytetowi Medycznemu szpitalu na Banacha. Tamtejsza chłodnia została oddana w dzierżawę w ręce prywatnego zakładu pogrzebowego. Jego pracownicy regularnie nagabywali zdezorientowane rodziny zmarłych pacjentów, by skorzystali z usług ich firmy. W tej sprawie po naszej publikacji również zostało wszczęte prokuratorskie śledztwo.
Chcesz porozmawiać z autorami? Napisz: magdalena.rigamonti@redakcjaonet.pl ; szymon.piegza@redakcjaonet.pl ; marcin.terlik@redakcjaonet.pl
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.