Ile płacimy za loty polskich myśliwców? Ostatnio uwijają się przy wschodniej granicy

Mieszkańcy wschodniej Polski są w ostatnim czasie regularnie informowani o atakach powietrznych na Ukrainę. W przypadku zagrożenia w niebo wzbijają się polskie myśliwce. Zrodziło to pytania o koszt, a zarazem opłacalność ich każdorazowego podrywania.
Ile kosztuje podrywanie polskich myśliwców podczas ataków na Ukrainę? (Zdjęcie ilustracyjne) /Shutterstock
Alertów RCB związanych z atakami na Ukrainę potrafi być naprawdę sporo. Tylko w ostatni poniedziałek rozesłano ich aż pięć, a każdy przypadek wiązał się z koniecznością podrywania polskich myśliwców, które dolatując do granicy, pilnowały, aby żaden środek napadu powietrznego nie dostał się na nasze terytorium.
Taka ochrona do tanich nie należy, więc w debacie publicznej pojawiły się pytania o sens każdorazowego wysyłania samolotów, gdy niebezpieczeństwo w zdecydowanej większości przypadków nie przekraczało naszej granicy.
Portal Defence24, zajmujący się wojskowością, przeanalizował koszty operowania poszczególnych myśliwców, którymi dysponuje Polska. Dane zaczerpnięto z informacji Ministerstwa Obrony Narodowej.
Koszt godziny lotu:
- południowokoreański FA-50: 38 tys. zł
- radziecki MiG-29: 101 tys. zł
- amerykański F-16: 77 tys. zł
- amerykański F-35: 130-150 tys. zł
Trzeba jednak zaznaczyć, że ani FA-50, ani F-35 nie są jeszcze używane do tzw. dyżurów bojowych. Ten pierwszy służy na razie do szkolenia młodych pilotów, a poza tym niezbędne uzbrojenie musi dopiero zostać z nim zintegrowane. Ten drugi ledwo co pojawił się nad Wisłą, jest wdrażany, a ograniczoną zdolność do realizacji zadań bojowych ma planowo uzyskać w 2027 r.
„Koniem roboczym” polskiej armii są więc poczciwe F-16.
We wrześniu dwukrotnie wspomogły je maszyny z Czech, a od października, przez dwa miesiące, do wsparcia będą gotowe szwedzkie Gripeny.
Kupowane, by latać
Choć koszty generowane przez każdorazowe podrywanie myśliwców są wysokie, jak tłumaczy Defence24, to i tak tylko „kropla w morzu” ich normalnej eksploatacji. Każdego roku pilot jednej maszyny lata 180-200 godzin, z czego większość stanowią niezbędne loty treningowe. Warto też docenić doświadczenie, które w lotach przy wschodniej granicy zdobywają nasi żołnierze, a poza tym, jak zwraca uwagę cytowany portal, „wojsko kupuje samoloty po to, żeby nimi latać, a nie po to, by zachwycać się widokiem kurzących się w hangarach maszyn”.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.