Kreml zareagował na wyniki wyborów w Serbii. "Do tanga trzeba dwojga"
Moskwa zaznaczyła jednocześnie, że budowanie tych relacji będzie wymagało wysiłku obu stron. — Bardzo cenimy wkład, jaki pan Vucić wniósł w rozwój naszych stosunków dwustronnych — powiedział rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow podczas codziennej konferencji prasowej.
— Wiemy, że pozostanie on na scenie politycznej i mamy nadzieję, że nawet będąc w opozycji, będzie nadal przyczyniał się do zacieśniania naszych stosunków — dodał Pieskow.
Dodaj Onet Wiadomości do preferowanych źródeł w Google
Nasze materiały będą się częściej pojawiać w Twoich wynikach wyszukiwania
Vucić, który przez ponad dekadę dominował w serbskiej polityce jako premier, a później jako prezydent, w niedzielę wieczorem przyznał się do porażki po historycznych przedterminowych wyborach. Jego koalicja rządząca zmierzyła się z Listą Studencką, która od miesięcy protestowała przeciwko jego rządowi.
We wrześniu Vucić zrezygnował z funkcji prezydenta. Było to ryzykowne posunięcie polityczne, które miało mu umożliwić odzyskanie stanowiska premiera. Do rezygnacji doszło również po prawie dwóch latach antyrządowych demonstracji wywołanych zawaleniem się dachu dworca kolejowego w Nowym Sadzie w listopadzie 2024 r. Wypadek, w którym zginęło 16 osób, spowodował powszechne oburzenie z powodu korupcji w państwie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Podczas swojej kadencji Vucić pozostał jednym z nielicznych europejskich przywódców, którzy pomimo rosyjskiej inwazji na Ukrainę utrzymywali bezpośredni kontakt z Kremlem i odbywali oficjalne wizyty w Moskwie.
Pieskow powiedział w poniedziałek, że Kreml ma nadzieję, że nowy rząd w Belgradzie będzie "konstruktywnie" działał na rzecz utrzymania dwustronnych stosunków, ponieważ jego zdaniem przyniosłoby to "namacalne korzyści samej Serbii". — Ze swojej strony zamierzamy nadal robić wszystko, co w naszej mocy, aby rozwijać nasze stosunki z Belgradem. Ale jak wiadomo, do tanga trzeba dwojga — dodał.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.