Punch‘Call us to complain,’ US police urge cheated cocaine buyersThe Jerusalem PostMandelblit insists he approved Netanyahu indictment as defense challenges signatureBollywood HungamaBREAKING: Ramayana BREAKS pre-Diwali jinx! Rs. 25 cr+ in advance ticket sales; Kamal Gianchandani predicts HISTORIC record in PVR INOX's 30+ year historyInquirerINQToday: Schools may suspend, resume classes under new EOZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFRapplerWhat’s with Marcos’ new EO on class suspensions?3DNewsДля поиска внеземной жизни учёные создали цифровую модель безжизненной ЗемлиVilaWebL’AEC i la Plataforma per la Llengua impulsen una macroenquesta entre els docents per conèixer l’estat del català a les aulesKhaosod EnglishWhy can’t my son do maths? Father fires gun after confronting teacherIl Fatto Quotidiano“Ho fermato tutto per l’ictus, così ho voluto pubblicare un libro di memorie. Non avevo più la velocità di una volta. Non riuscivo più a muovere le dita come prima”: parla Nicko McBrain degli Iron Maiden7sur7“Mes équipes se sont intéressées à lui”: Hanouna visé par une plainte après cette séquence sur un journalisteTimes of India EntertainmentVJ Siddhu's 'Dayangaram' teaser promises fun college entertainer
The Daily Newsstand · Free, Always
Tuesday, November 3, 2026

Amerykanie ocenią dwa lata Trumpa. I mają prawo być wściekli [OPINIA]

Translate

Republikanie idą do wyborów w momencie, gdy Trump jest rekordowo niepopularny – na tym etapie kadencji bardziej był tylko Richard Nixon tuż przed odejściem z urzędu wymuszonym przez aferę Watergate – i trudno dziwić się tej niepopularności. Dwa pierwsze lata prezydentury Trumpa były bowiem klęską także z punktu widzenia obietnic i założeń samego prezydenta.

WIDEO

Szokujące słowa Trumpa. "Mógłbym wygrać wojnę w Wietnamie w tydzień"

Największym błędem był Iran

Gdy historycy będą w przyszłości zastanawiać się, jaki był największy błąd pierwszych dwóch lat drugiego Trumpa, to, jak można przypuszczać, większość udzieli jednej odpowiedzi: wojna w Iranie. Wikłając się w kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie, Trump złamał obietnicę, jaką złożył swoim wyborcom, których wielokrotnie zapewniał, że tym różni się od republikanów w typie George’a Busha jr., że nigdy nie uwikła się w wojny na drugim końcu świata. Zapewniał, że zamiast próbować zmieniać rząd zbrojnie w innym kraju, skupi się na rozwiązywaniu problemów własnego.

Trump wspólnie z Izraelem zaatakował jednak Iran tuż po udanej operacji zmiany władzy w Wenezueli, licząc zapewne, że w Teheranie pójdzie równie łatwo jak w Caracas i uda się mu to, co nie udawało się kolejnym administracjom od czasów Cartera: odsunąć od władzy wrogi Stanom reżim mułłów. Jak się jednak okazało, Iran był o wiele lepiej przygotowany do wojny, niż zakładała to administracja. Nie tylko potrafił przetrwać ataki, ale też zaatakować sojuszników Stanów w Zatoce Perskiej.

Wojna szybko utknęła w pacie. Od kilku miesięcy Trump nie potrafi jej zakończyć ani przy pomocy dyplomatycznych, ani wojskowych działań, nie potrafi ani wygrać wojny, ani wynegocjować porozumienia pozwalającego Stanom wyjść z twarzą z konfliktu. Na przemian za to grozi Iranowi zniszczeniem i zapewnia, że porozumienie w zasadzie już osiągnięto – co nie sprzyja nie tylko powadze prezydenta, ale także państwa, którym kieruje.

Amerykanie od początku nie popierali wojny w Iranie i tego, jak prowadzi ją Trump. Dziś działania prezydenta w tym obszarze popiera średnio tylko 36 proc. badanych, dezaprobatę wyraża 57 proc. Te liczby wynikają nie tylko z ogólnej oceny działań prezydenta, ale z finansowych kosztów, jakie w związku z wojną ponoszą Amerykanie. Iran od początku robił wszystko, by w odpowiedzi na amerykański atak jak najbardziej utrudnić eksport ropy z rejonu Zatoki Perskiej, tak by rachunek zapłacili Amerykanie na stacjach benzynowych. Cena benzyny, jak podaje Pew Research Centre, jest dziś średnio wyższa o 47,4 proc. niż w lutym, zanim zaczęła się wojna. Według tego samego ośrodka prawie trzy czwarte Amerykanów deklaruje w badaniach, że jest bardzo zaniepokojonych cenami paliwa i energii.

Cła też nie okazały się cudowną receptą

Trump tymczasem obiecywał w kampanii, że obniży ceny paliwa i innych dóbr "pierwszego dnia" drugiej kadencji, że rozwiąże kryzys kosztów życia, spowodowany przez polityki administracji Bidena. Jego polityka przyniosła jednak wręcz przeciwne efekty. Ceny nie tylko nie spadły, ale dalej rosły, a inflacja w dużej mierze przykryła wzrosty płac realnych.

Według analizy agencji Moody’s wojna w Iranie kosztowała każde amerykańskie gospodarstwo domowe około 2 tysiące dolarów w związku z kosztami energii, transportu i wyższymi kosztami kredytu – bo w reakcji na inflacyjną presję związaną z wzrostem cen paliwa Rezerwa Federalna podniosła we wrześniu stopy procentowe.

Inflacyjną presję tworzyły też cła chaotycznie nakładane i zdejmowane przez Trumpa. Według sondażu telewizji Fox News sprzed dwóch tygodni 77 proc. Amerykanów wyraża dezaprobatę dla polityki celnej prezydenta. Nic nie wskazuje też, by cła spełniły obietnicę "reindustrializacji Ameryki", odbudowy jej bazy przemysłowej i zwiększenia niezależności od importu. Amerykański deficyt handlowy jest wręcz wyższy niż był w erze Bidena, nie widać też znaczącego wzrostu produkcji przemysłowej w amerykańskim PKB.

Dwuznaczny sukces z migracją

Polityka migracyjna była jednym z tych obszarów polityki nowej administracji, który przez długi czas wydawał się najmocniejszym punktem Trumpa. W ostatnich sondażach i tu widać zmianę. Amerykanie ciągle doceniają to, jak administracja skutecznie uszczelniła granicę, ale jej szersza polityka migracyjna zaczyna być oceniana coraz bardziej negatywnie.

Trump obiecywał, że deportuje najgorszych przestępców, tymczasem ofiarami deportacji często padały osoby niemające problemów z prawem, od dawna stanowiące produktywną część swoich społeczności albo wręcz znajdujące się na drodze do legalizacji pobytu. Niektóre z nich były bliską rodziną amerykańskich obywateli. Deportacje uderzyły w wiele biznesów zależnych od pracy migrantów – np. rolnictwo – w tym często popierające republikanów.

Brutalność polityki migracyjnej i towarzyszący jej często otwarty rasizm zraziły do prezydenta mniejszości, które były gotowe poprzeć Trumpa dwa lata temu, zwłaszcza Latynosów. Teraz może to mieć fundamentalne znaczenie dla wyborów w takich miejscach jak Teksas.

Pozycja Ameryki nigdy nie była tak słaba

Trump obiecywał, że gdy tylko wróci do Białego Domu, to inaczej niż w czasach Bidena Ameryka znów będzie szanowana na całym świecie. Dwa lata po wyborach można powiedzieć, że międzynarodowa propozycja Stanów nigdy nie była tak słaba jak obecnie.

Trump wbrew obietnicom nie był w stanie zakończyć wojny w Ukrainie, a dziś prowadzi niezrozumiałą dla wielu Amerykanów politykę zbliżenia z Putinem.

Prezydent uwikłał się w konflikty z większością tradycyjnych sojuszników Stanów. Wypowiedział wojnę handlową Kanadzie, regularnie obrażał dwóch kanadyjskich premierów, sugerował, że Kanada powinna zostać "51 stanem".

Z Danią poróżnił się, wysuwając bezsensowne żądania sprzedaży Grenlandii – czego nie życzyli sobie przede wszystkim sami Grenlandczycy. Ostatecznie wynegocjował nowy grenlandzki traktat z Danią i Grenlandią, który spokojnie można by wynegocjować bez angażującego całą Unię Europejską konfliktu.

W prawie wszystkich europejskich stolicach panuje dziś głębokie zaniepokojenie i nieufność do tego, co za chwilę może zrobić Trump. Nawet w tak proamerykańskim kraju jak Polska. W niedawnym sondażu IBRiS dwie trzecie ankietowanych deklaruje, że polityka Trumpa nie służy polskim interesom.

Rekordowa korupcja

Trump zawsze przedstawiał się jako człowiek spoza polityki, ktoś, kto idzie do Waszyngtonu, by "osuszyć bagno". W szóstym roku jego prezydentury coraz więcej Amerykanów ma jednak wrażenie, że to Trump sam może być bagnem. Choć zwolennicy Trumpa liczyli na "ujawnienie akt Epsteina" przez prezydenta, to zachowanie administracji w tej sprawie było co najmniej zastanawiające – zwłaszcza w świetle różnych doniesień wskazujących, że związki Trumpa z Epsteinem mogły być bliższe, niż utrzymywał to prezydent.

W ostatnich sondażach w Stanach coraz więcej wyborców wskazuje też na korupcję jako na kluczowy problem Stanów. Trump i jego rodzina w trakcie drugiej kadencji wzbogacili się według różnych szacunków o około 2,5 mld dolarów. Trump, obejmując po raz drugi urząd, nie tylko nie umieścił swoich akcji i innych aktywów w funduszu powierniczym, ale także dokonywał, osobiście lub za pośrednictwem swoich doradców finansowych, operacji kupna i sprzedaży aktywów – w sumie od stycznia, według analizy Bloomberga, można odnotować 28 tysięcy takich operacji.

Administracja wspierała branżę kryptowalut, w której lukratywne interesy robiły dzieci prezydenta. Media donosiły o przyjaźni syna prezydenta z bliskim Kremla oligarchą, który pokryć miał część kosztów jego weselnych uroczystości – Donald Jr. ostatecznie zwrócił pieniądze – oraz specjalnym funduszu, jaki monarchie znad Zatoki Perskiej miały utworzyć dla prezydenckiego zięcia Jareda Kushnera, w zamian za polityczne dojście do administracji.

Nigdy w historii najbogatsi Amerykanie nie byli tak blisko rządu. Elon Musk na początku kadencji kierował "departamentem efektywności rządu", który odciął finansowanie dla wielu pożytecznych społecznie programów, a Larry Ellison razem z synem Davidem budują z błogosławieństwem Trumpa największy koncern medialny w Stanach.

Faktura za wszystkie te niepopularne polityki przyjdzie na adres republikanów. Pytanie, jak słony będzie rachunek.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.